piątek, 27 grudnia 2013

Normalizujący żel-peeling oczyszczający BeBeauty - recenzja.

Witajcie!

Jak się trzymacie po Świętach? Ja się nie przejadłam, ale tylko i wyłącznie dlatego, że akurat na ten czas dopadło mnie przeziębienie (trzyma uparcie do dzisiaj) i biorąc pod uwagę, że samopoczucie nie dopisywało, głodna też nie byłam. Ale powiem Wam jedno - ma to swoje plusy ;) Przynajmniej nie uświadczę poświątecznych dodatkowych kilogramów :D Tyle tylko, że czuję się po prostu źle! Ale...Mikołaj w tym roku dopisał, więc nie ma co narzekać :D

Dzisiaj korzystając z wolnych paru minut - przybliżę Wam nieco kosmetyk, który od pierwszego użycia polubiłam i zapobiegawczo zaopatrzyłam się w dwa dodatkowe opakowania. Biorąc pod uwagę ostatnie zamieszanie, jakie było wokół płynu micelarnego - wolałam się zabezpieczyć ;) Jednak chyba nie było to konieczne :P Ale przezornym lepiej być ;)

Mojej ocenie poddaję dzisiaj normalizujący żel-peeling oczyszczający BeBeauty.


MOJA OPINIA:

Opakowanie wykonane z miękkiego plastiku mieszczące 150ml żelu. Opakowanie stawiamy  na głowie, dzięki czemu każda aplikacja przebiega bezproblemowo. Na odwrocie zamieszczone są wszelkie niezbędne informacje na temat produktu. Zamknięcie typu klik działa bez zarzutu, trwałe, łatwo się otwiera, ale jest przy tym szczelne. Miękkie tworzywo, z jakiego jest wykonane ułatwia nam poprzez delikatne naciśnięcie wydobyć na dłoń tyle kosmetyku, ile potrzebujemy. Wydobycie żelu do samego końca nie powinno sprawiać żadnego problemu.

Zapach bardzo świeży, przyjemny dla nosa. Odświeżający i energetyzujący. Mega plus jak dla mnie.

Konsystencja płynna, lejąca, żelowa jak przystało na tego typu produkt. Zanurzone są w nim mikro drobinki ścierające o kolorze bezbarwnym, które delikatnie masują naszą buźkę. Pojawiają się też nieco większe drobinki o zabarwieniu morskim. Po kontakcie z wodą rozpuszczają się.  Dzięki takiej konsystencji żel bezproblemowo powinien wydostać się w 100% z opakowania. Wystarczy niewielka ilość, by umyć calutką buźkę.


Wydajność jak dla mnie ogromniasta! Co prawda nie używam żelu codziennie (mimo, że jak najbardziej nadaje się do codziennego stosowania), ale mam go już ładne parę miesięcy. Gdybym używała go codziennie wiadomo - ubywałby szybciej. Mimo niewielkiej zawartości (150ml) jest bardzo wydajny. Niewiele potrzeba, by oczyścić całą powierzchnię twarzy - stąd ta wydajność.


Efekty stosowania  jak dla mnie są świetne. Może ten żel nie sprawi, że po jego użyciu moja cera jest w fenomenalnym stanie (gdy wyskakują pryszcze nawet żel za kilkadziesiąt złotych takiego cudu nie poczyni), ale jak za tak niskie pieniądze jestem nim oczarowana. Po każdym użyciu cera momentalnie staje się gładziutka, oczyszczona i napięta. Nie czuć efektu ściągnięcia, cera nie jest wysuszona. Skóra promienieje, jest odświeżona, odżywiona i mięciutka ;) Dodatkowo przy regularnym stosowaniu nie pojawiają się u mnie wysuszone miejsca w okolicach czoła i nosa. Mimo tego, że jest to żel-peeling - łagodnie działa na skórę, nie podrażniając jej (chociaż przy ostrym tarciu zaczerwienienie się pojawia) i nie wysuszając dodatkowo.

PLUSY:
* zapach i konsystencja
* działanie wygładzające i odświeżające
* łagodnie oczyszcza skórę, delikatnie ją masując
* poprawia wygląd cery
* cera jest promienista i świeża
* dokładnie oczyszcza
* wydajność
* niska cena (około 4,99zł za opakowanie)

MINUSY:
* nie zauważyłam

Ocena końcowa: 10/10 
Inaczej być nie może - jak dla mnie idealny żel, łączący w sobie złuszczanie i zdzieranie z oczyszczaniem twarzy. Nadaje się do dogłębnego oczyszczenia skóry wieczorem, a także o poranku w celu odświeżenia cery. 


 Skład dla zainteresowanych:

A Wy znacie może ten żel? Co o nim sądzicie?


ANETA
Czytaj dalej »

niedziela, 22 grudnia 2013

Maska intensywne wygładzanie ZIAJA - recenzja.

Witajcie!

Święta tuż tuż, sprzątanie już za mną, choinka ubrana (ręce całe podrapane od igieł, ale żywa choinka musiała być - zresztą zapach bezcenny) a przede mną pichcenie i przyjmowanie gości.
Najgorsze jest to, że w poniedziałek i wtorek do pracy iść trzeba, a wszystko czeka! No nic trzeba będzie się sprężać i to szybciutko ;)
No ale...przetrwam, nie ma wyjścia :D

Dzisiaj przybliżę Wam nieco kosmetyk nad którym warto się zastanowić podczas kolejnych zakupów - jak dla mnie dobra maska w niskiej cenie (około 7zł za 200ml).
Mowa tu o masce intensywne wygładzanie od Ziaji, która przeznaczona jest do włosów niesfornych.


MOJA OPINIA:

Opakowanie to plastikowy okrągły słoiczek, mieszczący w sobie 200ml maski. Jest zakręcany, wewnątrz dodatkowo zabezpieczony folią - przed niechcianymi paluchami. Jesteśmy dzięki temu pewne, że nikt nie macał jej i nie wsadzał nosa przed nami. 


Zapach jak dla mnie bardzo przyjemny, perfumowany, dla niektórych może być zbyt intensywny. Moje nozdrza go polubiły i nie miały z zapachem żadnego problemu. Utrzymywał się na włosach jeszcze długo po myciu, co dla mnie jest plusem - lubię, gdy włosy ładnie pachną. Dzięki temu nie są nijakie.


Konsystencja nieco galaretowana, zbita i napełniona pęcherzykami powietrza. Każde wydobycie ze słoiczka tejże maski wiązało się z dziwnym dźwiękiem, jakby te pęcherzyki pękały. No nic - dla ucha dźwięk co najmniej dziwny :P
Maska jest gęsta, w kolorze mlecznym, łatwo nabierało się ją na dłoń, nie było też problemów z jej rozprowadzaniem na włosach. Należało jednak uważać, by ta gęsta galareta nie wpadła do wanny prosto z dłoni. Lepiej nabierać mniej a parę razy, niżeli raz w nadmiarze.

Wydajność niestety jest słaba, sporą ilość należało nałożyć na włosy, by zauważyć efekt. Starczyła mi na krótko, a szkoda, bo bardzo ją polubiłam. 


Efektów stosowania byłam najbardziej ciekawa, ponieważ naczytałam się wielu opinii na temat tej maski - pochlebnych i tych negatywnych. Niestety czytałam je dopiero po zakupie, więc tak czy inaczej zużyć musiałam - albo chociaż wypróbować na własnych kłakach.
I tu na całe szczęście dołączam do grona osób, które maskę polubiły. Maska natychmiastowo działała. Już po pierwszym użyciu zauważyłam mega wygładzenie i delikatność w dotyku. Włosy stały się sypkie, błyszczące, mięciutkie i co dla mnie było wielkim zaskoczeniem - po wysuszeniu zbędna okazała się prostownica, która towarzyszy mi dość często (aczkolwiek odkąd spinam włosy, daję im odpocząć, a prostownica używana jest już tylko okolicznościowo). Może ten efekt spowodowany jest też tym, że włosy z każdym dniem wyglądają ciut lepiej, nie są już tak zniszczone, wysuszone, lepiej się układają i nie puszą. Staram się bardziej o nie dbać i nie szkodzić dodatkowo. Maska idealnie sprawdza się przy moich puszących się włosach, dzięki wygładzeniu i ujarzmieniu niesfornych kosmyków prezentują się dużo lepiej, niż zazwyczaj. Co ważne - nie należy jednak przesadzać z ilością maski, bo powoduje nadmierne obciążenie włosów i zamiast poprawiać ich wygląd, może go tylko pogorszyć. Stosujmy się też do zaleceń producenta i trzymajmy ją nie dłużej niż 5 minut, im dłużej tym gorsze efekty można zaobserwować. Jeśli będziemy nakładać wystarczającą ilość na czas 3-5 minut nasze włosy się odwdzięczą. Oczywiście pamiętając, że nie wszystkie włosy polubią tą maskę. Moje są zadowolone i z pewnością wrócę do niej nie jeden raz.

PLUSY:
* zapach przyjemny,dość intensywny i utrzymujący się na włosach długo po myciu
* działanie nawilżające i wygładzające
* nie podrażnia skóry głowy
* ujarzmia niesforne kosmyki
* sprawia, że prostownica staje się zbędna
* niska cena
* opakowanie, które ułatwia wydobycie maski do samego dna

MINUSY:
* za długi czas trzymania na głowie sprawia, że włosy są przeciążone i prezentują się nieefektownie
* słaba wydajność


Ocena końcowa: 7/10 
Za miły i przyjemny zapach, za działanie i natychmiastowy efekt wizualny daję dość wysoką ocenę. Wydaje mi się jednak, że efekt widoczny jest tylko podczas stosowania maski, raczej nie należy do długotrwałych. Gdyby maska nie przeciążała włosów oraz starczała na dłuższy okres użytkowania, ocena byłaby wyższa. Nie mniej jednak uważam, że maska jest godna uwagi i wypróbowania.
 
ANETA

Czytaj dalej »

niedziela, 15 grudnia 2013

Wszyscy mają Paese Box - mam i ja :)

Wszędzie pojawiają się posty na temat zawartości Świątecznej edycji Paese Box, więc postanowiłam pokazać Wam moje od środka. 







Z całokształtu jestem mega zadowolona, ale nie przypadł mi do gustu cień do powiek w kolorze neonowej czerwieni oraz pomadka w płynie Manifesto - zdecydowanie nie są to moje kolory. 

Uważam, że w cenie 39zł możemy znaleźć mnóstwo fajnych i ciekawych kosmetyków. 
Wam też większość się podoba, czy raczej to nietrafiony box?
A może jeszcze nie skusiłyście się na swojego box-a? 


Czas macie do 31 grudnia :)



ANETA
Czytaj dalej »

sobota, 14 grudnia 2013

Saszetkowo od Bielendy, czyli recenzja zbiorcza maseczek i peelingu do twarzy.

Witajcie!

Mam dla Was kolejną i zarazem ostatnią na tą chwilę recenzję z cyklu "Bielendowe nowości". Przybliżę Wam dzisiaj saszetkowe trio, gdzie w rolach głównych występują:
  • Błyskawicznie napinająca maseczka koktajlowa z efektem liftingu wolumerycznego
  • Peeling drobnoziarnisty z efektem diamentowej mikrodermabrazji
  • Dotleniająco-nawilżająca maseczka enzymatyczna z efektem rewitalizującym



Opakowanie maseczek i peelingu jest takie samo, tzn. w postaci saszetek. Komplet składa się z dwóch saszetek połączonych perforacją, która ułatwia rozdzielenie na pół. Każda z połówek zawiera po 5g kosmetyku. Na każdej z dwóch części jest dodatkowy "ząbek" ułatwiający otwarcie saszetki. Wszystkie wykonane w ten sam sposób, różni je tylko szata graficzna i zawartość. Dzięki takiej formie opakowania, mamy możliwość wypróbowania większej ilości maseczek, czy peelingów i dobrania odpowiedniej dla siebie. 

Wydajność jest zadowalająca. Producent zapewnia, że każdy z produktów wystarczy na dwa zastosowania. U mnie jedna saszetka wystarczała nawet na trzy użycia, co uważam za dobry wynik. 

I tak kolejno recenzje poszczególnych saszetek.

Peeling drobnoziarnisty z efektem diamentowej mikrodermabrazji

MOJA OPINIA:

Zapach świeży, przyjemny dla nosa. Wyczuwalny na twarzy nawet jakiś czas po zabiegu. 

Konsystencja żelowa z drobinkami mikrokryształków, bezbarwna formuła. 

Efekty stosowania  zauważalne już po jednym użyciu. Mimo, że jest to peeling drobnoziarnisty, to bardzo wyczuwalne jest zdzieranie zrogowaciałego naskórka. Głęboko oczyszcza, dokładnie i skutecznie usuwa martwy naskórek, wygładza powierzchnię skóry i poprawia jej ukrwienie. Mimo, że dość mocno zdziera nie powoduje zaczerwienienia, ani podrażnienia skóry. Jest wbrew pozorom bardzo delikatny dla skóry twarzy, likwiduje suchość i szorstkość. Wygładza, napina i sprawia, że jest bardzo gładka i miękka w dotyku. Jest idealnym wstępem do dalszych etapów pielęgnacyjnych. Bardzo dobry peeling w tak niewinnie i pozornie wyglądającej saszetce. 

PLUSY:
* dobry zdzierak
* przyjemny, świeży zapach
* złuszcza i usuwa zrogowaciały naskórek
* efekty zauważalne już po jednym użyciu
* wygładza, napina i nawilża skórę twarzy
* mimo właściwościom zdzierającym jest delikatny dla skóry twarzy

MINUSY:
* nie zauważyłam

Ocena końcowa: 10/10 


Błyskawicznie napinająca maseczka koktajlowa z efektem liftingu wolumerycznego

MOJA OPINIA:

Zapach również przyjemny, bliżej nieokreślony ;P

Konsystencja żelowa bezbarwna, łatwo rozprowadzająca się po powierzchni twarzy.

Efekty stosowania  są satysfakcjonujące, ale już nie tak dobre jak w przypadku peelingu. Maska faktycznie napina, działa podobnie do masek typu peel-off, zastyga na twarzy i tworzy taką dziwną powłokę na jej powierzchni. Niestety nie ściąga się jej, a wg producenta nadmiar wystarczy wmasować w skórę albo usunąć wacikiem. U mnie jedynym sposobem na usunięcie jej z twarzy było zmycie jej ciepłą wodą. Niestety gdybym ją zostawiła czułabym się co najmniej dziwnie. Po zmyciu zauważalne jest wygładzenie, nawilżenie i napięcie. Skóra jest miękka w dotyku, świeża i elastyczna. Nie zauważyłam natomiast redukcji przebarwień, bo takowych nie posiadam, redukcji zmarszczek i bruzd także nie doświadczyłam oraz nie usuwa oznak zmęczenia i stresu, ale z pewnością odświeża i odżywia. 

PLUSY:
* zapach
* konsystencja podczas rozsmarowywania
* nawilża, wygładza i odświeża skórę
* napina i odżywia

MINUSY:
* bliżej nieokreślona konsystencja po zastygnięciu - jakby sklejała twarz
* konieczne jest jej zmycie, nie wyobrażalne jest pozostawienie jej na twarzy 

Ocena końcowa: 6/10 


Dotleniająco-nawilżająca maseczka enzymatyczna z efektem rewitalizującym

MOJA OPINIA:

Zapach zbliżony do kremu do twarzy z serii matującej. Świeży z nutą kwiatowo-owocową. 

Konsystencja kremowa, mleczna, przypominająca mleczko do ciała.

Efekty stosowania  jak w przypadku poprzedników zauważalne od pierwszego zastosowania. Wchłania się w skórę, zmienia kolor w bezbarwny. Nadmiar można wmasować albo zetrzeć wacikiem. Błyskawicznie nawilża, odżywia i nadaje zdrowego blasku. Poprawia jędrność i elastyczność skóry twarzy. Cera po zastosowaniu tej maski promienieje, jest gładka, delikatna i dogłębnie nawilżona. 

PLUSY:
* nawilża, napina i uelastycznia
* wygładza, nadaje zdrowego blasku
* przyjemna konsystencja, która w większości wchłania się

MINUSY:
* nie zauważyłam


Ocena końcowa: 10/10 


Podsumowując - saszetkowe trio uważam za bardzo udany zestaw do pielęgnacji nawet wymagającej cery. Co prawda peeling uważam za najlepszy z całej trójki, ale maseczka  enzymatyczna dotrzymuje jej kroku. Gdy potrzebna jest nam natychmiastowa poprawa w wyglądzie naszej cery to trio sprawdzi się doskonale. Biorąc pod uwagę fakt, że produkty zapakowane są w wygodne i poręczne saszetki, możemy mieć je zawsze pod ręką bez obawy, że w kosmetyczce zajmą dużo miejsca. 
Warto się nimi zainteresować i wypróbować na własnej skórze. Jak dla mnie doskonała alternatywa dla drogich masek/peelingów w dużych tubkach albo słojach. 

Znacie te produkty? Lubicie czy nie przepadacie?


ANETA

Czytaj dalej »

Masło do ciała Czarna Oliwka Bielenda - recenzja.

Witajcie!

Dzisiaj przybliżę Wam kolejny kosmetyk od Bielendy. Mowa tutaj o masełku do ciała do skóry suchej i bardzo suchej z serii Czarna Oliwka. 
Jeśli jesteście ciekawi mojego zdania na temat tego smarowidła, zapraszam do dalszej części recenzji. 


MOJA OPINIA:

Opakowanie to plastikowy, zakręcany słoiczek mieszczący w sobie 200ml masełka. Opakowanie dodatkowo zabezpieczone jest folią przed niechcianymi paluchami, a także zapakowane w kartonowe pudełeczko, na którym znaleźć możemy wszystkie niezbędne informacje na temat produktu. Masło jest leciutkie, poręczne i dzięki takiej konstrukcji, wydobycie zawartości do ostatniej kropli jest banalnie proste. Nie ma "oszukanego dna", tzn. nie sięga ono do połowy opakowania.

Zapach był dla mnie mega zagadką. Produkt zostawiłam na sam koniec, bo mimo zachęcających właściwości przerażała mnie ta Czarna Oliwka w nazwie. Zastanawiałam się - jak może pachnieć oliwka, skoro jedyną jaką znam to tylko ta w zalewie ze słoiczka :P
Jednak jak się okazało, zapach bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jest delikatny, świeży, długo utrzymujący się na skórze. Po pierwszym użyciu zastanawiałam się - czego tak właściwie się obawiałam, skoro zapach jest taki ładny. Wiem jedno, nie ma co zrażać się nazwą - pozory mylą :D

Konsystencja dosyć gęsta, faktycznie maślana, zbita i tłusta. Tutaj też bałam się, że będzie się mazać po ciele, ciężko będzie z wchłanianiem, wcieraniem i rozsmarowywaniem. I w tym przypadku mile się zaskoczyłam, wystarczyło niewielką ilość rozprowadzić najpierw na dłoniach, a potem wsmarowywać w ciałko. Nie dość, że było to banalnie proste, to nic się nie mazało i nie smużyło. Bardzo dobrze się rozsmarowywało, moje ciało błyskawicznie wchłaniało to masełko - oczywiście w odpowiednich i rozsądnych ilościach. W tym przypadku mniej znaczy lepiej, ale też bez nadmiernego skąpstwa. Mimo swojej konsystencji masło nie pozostawiało lepkiej, klejącej i tłustej warstwy na powierzchni ciała. 


Wydajność to mega plus tego masełka. Biorąc pod uwagę, że niewielka ilość wystarcza na wysmarowanie się od stóp do głów, Czarna Oliwka pozostanie ze mną na długi czas. Smaruję się dość często, a ubytek jest niewielki.


Efekty stosowania  są naprawdę zaskakująco dobre. Mam skórę suchą, zwłaszcza w okolicach kolan, łokci, często przesuszone mam nadmiernie łydki i przedramiona. Szczególną pielęgnacją muszę otaczać zwłaszcza te obszary ciała, ale oczywiście jak już się smaruję to po całości :D
Co zauważyłam to błyskawiczne działanie masła właśnie w tych wymagających większej uwagi miejscach. Kolana i łokcie od razu nabierały zdrowego kolorytu, znikały zaczerwienia czy nadmiernie wysuszone miejsca. Od razu stawały się miękkie, nawilżone i gładkie. Przy regularnym i dłuższym stosowaniu ciało stało się zdrowiej wyglądające, promienne i aksamitnie gładkie. Masło nie podrażniało ciała tuż po depilacji, wręcz jakby łagodziło zmaltretowane ciało. Dodatkowo producent zapewnia, że masło zapobiega procesom przedwczesnego starzenia się skóry i powstawaniu rozstępów. Póki co pozostaje mi w to wierzyć, rozstępy jakieś tam mam delikatne, ale powstały w wyniku wzrostu, nagłego chudnięcia i braku nawilżania właśnie. Od dłuższego czasu nowych egzemplarzy nie dostrzegłam.
Teraz wiem, że ciało wysuszone szybciej się niszczy - na co dowodem są moje rozstępy. Ćwiczyłam, chudłam, ale nie nawilżałam skóry - stąd wysuszona zaczęła pękać. Dlatego tak ważne jest natłuszczanie i nawilżanie skóry podczas ciąży - gdy ciało ekstremalnie się rozciąga. Będę o tym pamiętać na przyszłość i mam nadzieję, że nawet przy mojej niekonsekwencji i nieregularności nie zapomnę o tak ważnej kwestii, czyli nawilżaniu. 

PLUSY:
* zapach i konsystencja
* działanie nawilżające i wygładzające
* suche miejsca przestały "skwierczeć" 
* poprawił się wygląd i stan skóry
* z pewnością zapobiega starzeniu się skóry 

MINUSY:
* nie zauważyłam

Ocena końcowa: 10/10 
Za zapach, którego początkowo się bałam. Za konsystencję, która świetnie się wchłania, super nawilża i błyskawicznie poprawia stan skóry. Za opakowanie, które jest poręczne i dodatkowo zabezpieczone. Za świetne efekty, który można było dostrzec gołym okiem i już od pierwszego zastosowania. Jak dla mnie produkt godny polecenia i z pewnością wypróbuję inne mazidła Bielendy.

Znacie to masełko, a może polecacie inne tej marki? Mam jeszcze jedno masło w zanadrzu, ale wersję Bawełna. Mam nadzieję, że będzie tak samo dobre ;)

ANETA




Czytaj dalej »

wtorek, 10 grudnia 2013

Nowa pachnąca współpraca i małe....no właśnie co? :D

Witajcie!

Dzisiaj szybciutko pokażę Wam tylko fotki cudeniek, które przyszły do mnie dzisiaj w ramach nowej współpracy. Komentarz mam tylko jeden - pachną obłędnie!!! Zaraz zaczną się testy :D


 






















Od lewej : scrub do ciała o zapachu lodów truskawkowych oraz masło do ciała Grapefruit.

Te skarby otrzymałam od firmy FENNEL POLAND, za co bardzo dziękuję :)


A na dokładkę - tylko nie bijcie! Coś nowego - pierwsza moja wizyta w B&BW i przepadłam totalnie!

Mydła w piance 2+1 za grosz
 Balsamy, żele pod prysznic i mgiełki do ciała 3+2 za grosz


Żal byłoby się nie skusić :D

ANETA
Czytaj dalej »

niedziela, 8 grudnia 2013

Żel pod prysznic Adidas for Women Smooth - recenzja.

Witajcie!

Dzisiaj przybliżę Wam nieco produkt, który otrzymałam do testowania ze strony wizaż.pl już jakiś czas temu. 
Mowa tutaj o żelu pod prysznic Adidas for Women.
Do testowania wybrałam żel z mikroperełkami o nazwie smooth.
Jeśli coś myje ciało, dodatkowo je masując - jak dla mnie wybór był oczywisty.

MOJA OPINIA:

Opakowanie jest poręczne, pewnie trzyma się w dłoni. Zamykane na klik, bezproblemowe w otwieraniu. Wykonane jest z dość mocnego tworzywa, ale na tyle elastycznego, by każda aplikacja była przyjemna. Wewnątrz znajdziemy 250ml żelu, czyli standardowa pojemność.

Zapach przyjemny, kobiecy, jakby lekko perfumowany. Przepełnia zapachem całą łazienkę podczas kąpieli,a na skórze pozostaje przez parę godzin. 

Konsystencja kremowa, mleczna z zawartością mikroperełek widocznych gołym okiem. Perełki podczas mycia delikatnie i przyjemnie masują ciało. Są malutkie, ale wyczuwalne podczas masowania ciała. Z pewnością nie podrażniają i nie powodują zaczerwienienia skóry. 

Wydajność żelu oceniam bardzo wysoko. Niewielka ilość żelu wystarcza, by dokładnie umyć ciało, pozbawiając je wszelakich zanieczyszczeń. Stosowany bezpośrednio na dłoń wystarczy na krótszy okres czasu, niż aplikowany na gąbkę lub myjkę. U mnie z reguły przeważał ten drugi sposób - dodatkowo szorstka strona gąbki potęgowała efekt masażu, za co moje ciało było wdzięczne.

Stosowałam tak często jak tylko się dało, rano czy wieczorem. Kąpiel/prysznic z użyciem tego żelu była zawsze czystą i pachnącą przyjemnością. Przy niemalże codziennym stosowaniu starczył na okres miesiąca czasu - co uważam za dobry wynik. Niektóre żele kończą się po tygodniu :P



Podsumowując daję temu cudakowi 10/10. Za doskonałe mycie, delikatne masowanie ciała, cudny zapach i efekty, jakie można było dostrzec gołym okiem. Mianowicie żel doskonale wygładzał ciało, nie wysuszał dodatkowo, zmiękczał i nawilżał skórę. Ciało po kąpieli otulone było ślicznym i kobiecym zapachem - firma powinna zastanowić się nad produkcją balsamów (byłabym pierwszą chętną do zakupu). Tą linię zapachową polubiłam i wiem jedno - z przyjemnością do niego powrócę, jak tylko moje zapasy zaczną dobijać dna :P



PLUSY:
* zapach
* poręczne opakowanie
* wydajność
* świetne wygładzenie
* dostępność i niska cena (w promocji zwłaszcza)

MINUSY:
* brak


Znacie ten żel? Lubicie?

ANETA






Czytaj dalej »

Zakupy październikowo - listopadowe.

Witajcie!

Chciałyście zobaczyć moje ostatnie nabytki? Proszę bardzo - na własne ryzyko :P
Powiem tak - nie było to wszystko zdobyte jednego dnia, sukcesywnie powiększałam swoje zapasy - co oczywiście mnie nie tłumaczy, ale co zrobić. Niektóre pokusy bywają silniejsze!

Zapraszam do oglądania.


ROSSMANNOWO:

Część pierwsza 
Nowości Lovely: wypiekany róż i puder, top matujący (pozazdrościłam Wam i musiałam kupić), krem do rąk ISANA z mocznikiem (nie znam, ale bardzo mnie ciekawi) oraz dwa podkłady WIBO (podpatrzone również u Was). Wszystko kupione poza promocją.

 



 Część druga, czyli -40% na kolorówkę (oj poszalało się poszalało)





HEBE, ROSSMANN I APTEKA
Jedwab w płynie GP, olej arganowy Bioelixire, krem i peeling do rąk z serii rozgrzewającej Cztery Pory Roku.



 Olejek kąpielowy i krem do rąk Jaskółcze ziele z GP.


Maska regenerująca Pilomax, szampon przeciw wypadaniu włosów Ziaja o szampon wzmacniający Pharmaceris.






To by było na tyle - wiem sporo tego, ale mam już teraz chyba wszystko (a nawet ciut więcej). Planuję nie kupować już więcej kosmetyków - przez długi czas!! Ale jak będzie - kto wie ;)

Ufff - dobrnęłyście do końca? Czy znacie coś z powyższych nabytków?

ANETA
Czytaj dalej »

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki, czyli moje dwie wymarzone perełki :D

Witajcie!


Wszędzie pojawiają się posty z Mikołajkowymi prezentami, więc i ja pochwalę się moimi spełnionymi zachciankami. 
Jedna rzecz kupiona przeze mnie dla siebie samej - w końcu przecież zasłużyłam :D
A druga od mojego mężczyzny. Ciekawe?
Zapraszam dalej ;)

Źródło: koputerswiat.pl

Pierwszym prezentem były buty, na które czaiłam się od dawna. Te wpadły mi w oko, więc przymierzyłam i poprosiłam mego mężczyznę o zakup :D Niezłą miał minę jak mu o tym powiedziałam, ale pojechał do sklepu i wrócił z butkami dla mnie :>
Oto one: 

Zdjęcie ze strony sklepu, czyli www.hm.com.pl

Może pokażę je na sobie - jak będzie okazja.


A drugim prezentem, który kupiłam sobie sama jest czytnik + etui:



I powiem Wam jedno - jestem już w nim zakochana :D
Książek oczywiście całkowicie nie odsunę na bok, ale czytnik jest wspaniałym wynalazkiem ;) 

To moje najlepsze Mikołajki :D A Wy czym zostałyście obdarowane? 

ANETA

Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...