Witajcie kochane!
Dzisiaj post o akcesoriach sado maso, czyli jak skutecznie zmaltretować ciało, by cellulit chciał je opuścić.
Ostatnio pokazywałam preparat, który miał pomóc w zwalczeniu tej zmory i pewnie tak by było, gdybym stosowała go nadal, a nie tylko przez niecałe dwa tygodnie. Jednak bez obaw - mam kolejne smarowidła, których sobie nie odpuszczam. Dodatkowo w walce z cellulitem mają pomóc mi Ci oto sprzymierzeńcy.
Czy uda im się wygnać tego nieproszonego gościa z mej skóry - OJ MAM NADZIEJĘ!
Oto moi przyjaciele:
Od lewej:
* masażer do ciała - można stosować na sucho albo z poślizgiem (w moim przypadku doskonale sprawdza się oliwka do masażu antycellulitowego Ziaji),
* masażer z włosiem i plastikowymi wypustkami obudowany drewienkiem i posiadający taśmę ułatwiającą podtrzymywanie go podczas używania (niestety jest trochę za dużo luzu, więc trzeba mocno trzymać tego cudaka).
Powiem tak - kto mnie do tego zmusił?? Oba masażerki pomagają w zadawaniu sobie bólu, ale czy ktoś powiedział, że pozbywanie się cellulitu to przyjemność? :P
Otóż jak przebiega rytuał:
Najpierw biorę kąpiel, ciało pokrywam delikatnie peelingiem, albo żelem i kolistymi ruchami masuję (albo raczej torturuję me biedne uda i poślady) szczotką oczywiście. Gdzieś przeczytałam, że pod wpływem piany i wody szczotka jest delikatniejsza, włosie mięknie - taaaa jasne ;P Ja tego nie uświadczyłam. Może dlatego, ze szczotka jest świeża i daje popalić - jak się trochę wyrobi, być może będzie łagodniej masować. Ciało po takim masażu jest trochę zaczerwienione (co oznacza, że lepiej ukrwione i gotowe na ciąg dalszy seansu). Po wyjściu spod prysznica biorę w dłoń oliwkę, niewielką ilość rozprowadzam na obu nogach i pośladkach i jeżdżę zielonym masażerem. Składa się z slikonowo plastikowych kwadratów, ułożonych pod różnym kątem. Wprawione w ruch obracają się delikatnie wciągając fałdki skóry w tą szczelinę. Nogi w mig robią się czerwone i szczypią trochę (to przez intensywne masowanie). Masuję około 5-10minut każdą nogę, po czym masuję dalej już dłońmi. Pozwalam, by oliwka trochę się wchłonęła. Po jakiś 15 minutach nakładam jeszcze jakieś serum na obie nogi i daję mu się wchłonąć na spokojnie. A pamiętajmy, by masując nogi masażer/ręce przesuwać z dołu w górę - tak jak prawidłowo przepływa krew i limfa.
Po zakończonym masowaniu, szczotkę kładę na ręczniku włosiem do dołu - by dokładnie wyschła, a cała woda ściekła na ręcznik. Masażer myję szamponem, mydłem, albo jakimś żelem, by usunąć oliwkę. Dokładnie wycieram i też daję mu przeschnąć.
Powiem tak - cellulit nie może długo tego wytrzymać :P Skoro ja ledwo dyszę po takim zabiegu to co dopiero odczuwa mój wróg? Mam nadzieję, że daję mu ostro popalić - a co, niech nie myśli, że jest tu mile widziany :D
Masażery stosuję od paru dni - ale to co widzę, że skóra błyskawicznie wchłania serum. Ciało jest gładkie, miękkie i delikatne w dotyku. Mam zamiar używać regularnie i podzielę się swoimi spostrzeżeniami już wkrótce ;) Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne - co prawda bolesne, ale czego nie robi się dla urody :D
Poza tym myślę, że ten ból minie z czasem - jak ciało się przyzwyczai i szczotka się trochę wyrobi :)
Obydwa produkty zakupiłam w Rossmannie - zielony masażer za 7,99zł a szczotkę za 10,99zł. Także ceny niewygórowane i mam nadzieję, że efektami wkrótce będą mogła się pochwalić.
A tymczasem zmykam poćwiczyć - jak się przerwie ćwiczenia to strasznie trudno do nich wrócić ;/ Przerwałam jakieś 1,5 miesiąca temu i już widać skutki ;/
Czas się spiąć i wrócić do formy!!
Buziaczki dziewczynki i miłego wieczorku Wam życzę ;)
PS - a na dowód tego, że miętusek już gości u mnie - foto z sobotniego grilla.
Z góry wybaczcie za tło - ale jakoś musiałam sobie poradzić :D
Aneta




