wtorek, 16 maja 2017

ANX Total Repair - płynne złoto i płynne szkło. Czy odżywki do paznokci marki Bielenda są godne uwagi?


Witajcie!

Nie od dzisiaj wiadomo, że piękne i zadbane dłonie to wizytówka każdej kobiety. Jeśli dłonie są nawilżone, skóra miękka i delikatna w dotyku aż przyjemnie na takie dłonie się patrzy. Nic nie rzuca się w oczy bardziej niż suche, spierzchnięte dłonie i niezadbane paznokcie z suchymi, niejednokrotnie postrzępionymi i suchymi skórkami. Znacie to zjawisko? Zimą skóra dłoni wymaga zaawansowanej pielęgnacji, a sam krem nie wystarcza, by wszystko wyglądało jak należy. Jeśli mamy już wypielęgnowane dłonie - czas na paznokcie. I tutaj sprawa wygląda różnie - niektórym wystarczy oliwka, dzięki którym skórki będą w dobrej kondycji oraz bezbarwny lakier, a innym niezbędna wydaje sie odżywka do paznokci. 


Owszem są hybrydy, które zapewniają nieskazitelny manicure przez 1-2 tygodnie, jednak jeśli płytka paznokci nie jest w dobrej kondycji - nawet hybrydy będą wyglądały niekorzystnie. Dodatkowo, gdy zdarza się Wam zdjąć hybrydy bez użycia acetonu - wiadomo jak na tym cierpią paznokcie. Niestety przyznam się Wam, że zdarzyło mi się kilkukrotnie taką zbrodnię dokonać, na czym mocno ucierpiała płytka paznokci. Paznokcie wręcz uginały się i były cienkie jak papier - uwierzcie mi masakra! Wiem jak cierpią pazurki, a ja im to robię. Całe szczęście w takich chwilach na ratunek przychodzą różnego rodzaju odżywki, które mają za zadanie odbudować, zregenerować, wzmocnić i poprawić kondycję naszych pazurków. W moje ręce ostatnio wpadły dwa świetne produkty, które uratowały moje dłonie od katastrofy (dosłownie). Mowa tutaj o produktach marki Bielenda, która po raz kolejny mnie nie zawiodła, wręcz przybyła na ratunek. Odżywki do paznokci serii ANX Total Repair Płynne Złoto i Płynne Szkło, bo o nich tutaj będzie mowa, to moje ostatnie odkrycia!

ODŻYWKA ANX TOTAL REPAIR PŁYNNE ZŁOTO



OD PRODUCENTA:


SUBTELNY LEKKO MLECZNY ODCIEŃ odżywki ZE ZŁOTYMI DROBINKAMI nadaje paznokciom pięknego naturalnego blasku.
  1. poprawia kondycję zniszczonych paznokci
  2. wyrównuje bruzdy, nierówności i uszkodzenia płytki paznokciowej
  3. niweluje przebarwienia
  4. nabłyszcza
  5. tworzy powłokę przed uszkodzeniami mechanicznymi
  6. zapobiega łamaniu, kruszeniu i rozdwajaniu paznokci
  7. zwiększa szansę na zdrowszy wzrost paznokcia
  8. sprawia, że zniszczone, matowe paznokcie odzyskują gładką powierzchnię i lśniący połysk
  9. szybko schnie
  10. daje subtelne, naturalne wykończenie

MOJA OPINIA:


Pierwsza rzecz, która bardzo przypadła mi do gustu to dość precyzyjny pędzelek, który dokładnie pokrywa płytkę paznokcia już po jednym pociągnięciu. Lakier rozprowadzany jest równomiernie, dzięki czemu mamy zapewniony dokładny manicure. Odżywka ma lekko mleczny kolor, co widać już przy jednej warstwie. Jako, że nie lubię "gołych" paznokci w moim przypadku nawet odżywkę nakładam w dwóch, trzech warstwach, dzięki czemu mam delikatny, pudrowy odcień na powierzchni paznokci, a mleczne zabarwienie dodaje im subtelnego i eleganckiego wykończenia. Odżywka schnie szybko, dzięki czemu nawet te dwie, czy trzy wartwy nie pochłaniają dużej ilości czasu podczas malowania. To, co zauważalne jest od razu to nabłyszczenie - paznokcie nabierają zdrowego, błyszczącego wyrazu. Po dwóch tygodniach regularnego używania zauważyłam, że płytka stała się twardsza i odporniejsza na złamania. Po miesiącu ich struktura została ujednolicona, wyrównane zostały bruzdy po "zrywanej" hybrydzie. Przebarwienia zmniejszyły się, dzięki czemu koloryt płytki ujednolicił się. Odżywka utrzymuje się na płytce 2-3 dni, po czym należy pomalować paznokcie ponownie. Regularność przy tego typu produktach to podstawa, ponieważ bez tego nie spodziewajmy się żadnych efektów. Odżywka jest bardzo wydajna, dzięki czemu starczy na minimum 2-3 miesiące użytkowania. Nie zauważyłam póki co, by odżywka zmieniała swoją konsystencję - nie gęstnieje. Poza tym przy tak namiętnym użytkowaniu nie ma na to szansy ;) Buteleczka wykonana ze szkła, które bardzo cieszy oko. Wg mnie opakowania bardzo ciekawie zostały zaprojektowane, co zachęca zarówno do zakupu, jak i stosowania na co dzień. 

ODŻYWKA ANX TOTAL REPAIR PŁYNNE ZŁOTO



 OD PRODUCENTA:

DELIKATNY RÓŻOWY KOLOR odżywki pokrywa paznokcie pięknym naturalnym odcieniem.
  1. wyrównuje bruzdy, nierówności i uszkodzenia płytki paznokciowej
  2. daje dodatkowe wzmocnienie przed uszkodzeniami mechanicznymi
  3. nadaje subtelne, naturalne wykończenie
  4. odświeża kolor paznokci
  5. niweluje przebarwienia
  6. idealnie zastępuje lakier
  7. nabłyszcza
  8. szybko schnie
  9. utrzymuje się do 7 dni
  10. może być stosowana do french manicure

MOJA OPINIA:

Wg mnie odżywka od poprzedniczki różni się jedynie odcieniem, który pojawia się na płytce paznokcia po jej zastosowaniu. Tutaj podobnie - do subtelnego i delikatnego efektu wystarcza jedna warstwa, która nadaje paznokciom zdrowego blasku i naturalnego efektu. Z uwagi na różowe zabarwienie, na każdej płytce będzie wyglądała dobrze. Dla lepszego efektu używałam tak samo dwóch lub trzech warstw, by wzmocnić efekt końcowy. Tak jak zaleca producent odżywka nadaje się do wykonania french manicure. Paznokcie wyglądają schludnie, czysto, zdrowo i bardzo elegancko. Odżywka schnie równie szybko, utrzymuje się na paznokciach około dwóch, trzech dni. Mimo, że odżywki mają inne nazwy i wedle producenta kilka różnych właściwości, jak dla mnie działanie mają zbliżone. Różnią się efektem końcowym, które dają tuż po aplikacji. Jak dla mnie zarówno mleczne, jak i różowe wykończenie jest mile widziane, więc obie wersje przypadły mi do gustu. 


Podsumowując, odżywki poprawiły stan moich paznokci po nieudolnym zdejmowaniu hybryd (nie zdjęłam ich, bo nie potrafię, a z czystego lenistwa). Wiem, że takie ich traktowanie znacznie obniża ich odporność na uszkodzenia, niszczy je i sprawia, że wyglądają okropnie. Nawet odżywka przez pierwszy tydzień nie była w stanie zamaskować tragicznego stanu, do jakiego doprowadziłam je zdejmowaniem hybryd bez acetonu. Na przyszłość warto poświęcić te 10-15 minut i cieszyć się zdrowo wyglądającymi paznokciami odpowiednio je traktując, niż walczyć o ich zdrowy wygląd i poprawę kondycji przez kolejny miesiąc. Jednak, gdyby nie odżywki moje paznokcie byłyby nadal w opłakanym stanie, a tego bym nie zniosła dłużej. Paznokcie stały sę twardsze, trochę bardziej odporne na uszkodzenia, ich koloryt ujednolicił się, przez co zniknęły dziwne odbarwienia. Struktura płytki została odbudowana i zniknęły dziwne bruzdy, zagłębienia i fale. Są twarde, gładkie i ładnie się prezentują. Warto było czekać, ale nie warto było doprowadzać ich do takiego stanu. Plusem tych odżywek jest fakt, że nie posiadają w składzie formaldehydu, co zapewne ucieszy wiele kobiet. Ja co prawda nie miałam nigdy uczulenia na ten składnik, ale gdy można przy produkcji uniknąć jego zastosowania to warto to wykorzystać, dzięki czemu więcej kobiet będzie mogło poznać te odżywki na własnych paznokciach. 


O odżywkach możecie poczytać poniżej:

Zachecam też do odwiedzenia marki na Facebooku:

Oraz na Instagramie:



Czytaj dalej »

środa, 26 kwietnia 2017

Duet do włosów marki Pharmaceris - peeling H-stimupeel i szampon H-sensitionin.

Witajcie!




Dzisiaj przedstawię Wam duet do włosów marki Pharmaceris. Dzięki portalowi ofeminin.pl kolejny raz miałam okazję poznać nowe dla mnie produkty. Jako, że markę Pharmaceris poznałam dzięki szamponowi przeciw wypadaniu włosów, który swoją drogą bardzo przypadł mi do gustu, ucieszyłam się na wieść o możliwości testowania z nowej serii Pharmaceris H

Przybliżę Wam dzisiaj oczyszczający peeling trychologiczny H - STIMUPEEL oraz micelarny szampon kojąco-nawilżający H - SENSITONIN






OD PRODUCENTA:

Trychologiczny peeling skutecznie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar zrogowaciałego naskórka tworzące na skórze głowy tzw. warstwę krystalizacyjną. Odblokowuje ujścia mieszków włosowych i przywraca skórze fizjologiczną równowagę, stanowiąc pierwszy, niezbędny krok we właściwej pielęgnacji skóry głowy z problemem wypadania włosów i łupieżu. Peeling oparty na komplementarnym działaniu enzymatycznych i mechanicznych składników złuszczających (papaina, łupiny z pestek moreli) dogłębnie oczyszcza skórę głowy (łupież, sebum, lakiery do włosów), zmniejszając tendencję do przetłuszczania się włosów.

Naturalna formuła, zawierająca piroktonian olaminy, o właściwościach antybakteryjnych i regulujących procesy rogowacenia naskórka, zmniejsza niekorzystną mikroflorę w obrębie łusek i skutecznie zwalcza objawy łupieżu oraz zapobiega jego nawrotom.

Kofeina, znana z właściwości wydłużających cykl życia włosa, poprawia mikrocyrkulację skóry głowy oraz dotlenia komórki, umacniając korzeń włosa. W rezultacie wzmacnia włosy, zmniejsza ich wypadanie, łysienie oraz stymuluje i przyspiesza ich naturalny wzrost.

Mocznik zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia skóry głowy, zapobiegając przesuszeniom.

Stosowanie peelingu zwiększa przyswajalność substancji aktywnych innych preparatów używanych w pielęgnacji skóry głowy, podnosząc ich skuteczność. Peeling znacznie poprawia kondycję skóry głowy i włosów, unosząc je u nasady, nie obciążając ich i nie przetłuszczając. Drobinki peelingujące łatwo się wypłukują z powierzchni skóry głowy.


MOJA OPINIA: 

Peeling do skóry głowy jedni znają, inni słyszą po raz pierwszy. Szczerze mówiąc słyszałam już dawno o peelingach, skłaniałam się do zakupu tego typu produktu, jednak nigdy nie było mi z zakupem po drodze. Odkąd poznałam ten peeling żałuję jednej rzeczy - że tyle czasu zwlekałam z wypróbowaniem tego cudownego niezbędnika! Peeling Pharmaceris umieszczony jest w tubie o pojemności 125ml, wykonanej z dosyć plastycznego plastiku, dzięki czemu aplikacja jest bezproblemowa i wyciskanie produktu na głowę nie sprawia problemów. Kolejnym udgodnieniem jest idealny aplikator, który niesamowicie ułatwia precyzyjną aplikację w miejsca, w które powinien zostać zaaplikowany. Dzięki niemu unikamy rozprowadzania peelingu na włosach, a skupiamy się na partii, która najbardziej nas interesuje - skóra głowy. 

Peeling ma konsystencję budyniu o kremowym zabarwieniu. Widać, że peeling jest bogaty w dużą ilość drobinek z łupin pestek moreli. Pozwala to na dosyć dokładne i precyzyjne oczyszczenie powierzchni skóry głowy. Mimo tak sporej ilości złuszczających elementów peeling jest bardzo delikatny, nie podrażnia nawet wrażliwej skóry. 

Rozprowadza się bezproblemowo (na uprzednio zwilżonej skórze głowy) dokładnie oczyszczając jej powierzchnię. Dodatkowo działa relaksująco, dzięki wykonywanemu przy okazji złuszczania masażu - połączenie przyjemnego z pożytecznym.  Taki masaż poprawia ukrwienie skóry, wpływając na lepszy wzrost nowych włosów oraz przyswajalność uzywanych później produktów nawilżających. 

Wg mnie idealnie przygotowuje skórę głowy na dalsze zabiegi, jakimi są kolejno umycie włosów i oczyszczenie jej z pozostałości po peelingu. Produkt dobrze się spłukuje, nie pozostawia "piachu" na głowie. Dokładne, dwukrotne mycie włosów całkowicie usuwa z głowy pozostałości peelingu. Peeling złuszcza martwy naskórek, skóra głowy jest oczyszczona, ale nie podrażniona. 





OD PRODUCENTA:

Szampon oparty na wyjątkowo delikatnej formule micelarnej, skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy, zapewniając jej niezbędny poziom nawilżenia. Przywraca jej naturalną fizjologiczną równowagę, minimalizując ryzyko wystąpienia podrażnień.

Wyciąg z lnu, betaina i alantoina zmniejszają nadreaktywność skóry głowy, a w połączeniu z piroktonianem olaminy łagodzą jej podrażnienia, niwelując pieczenie, swędzenie i chroniczne łuszczenie się.

D-pantenol intensyfikuje działanie kojące, a ochronne proteiny pszenicy wnikają w uszkodzone miejsca nawilżając i wyraźnie wzmacniając włosy na całej ich długości.

Szampon wygładza włosy, zabezpiecza przed rozdwajaniem. Ultra-łagodna baza myjąca, o wysokim współczynniku tolerancji i biozgodna z pH skóry.

MOJA OPINIA:

Szampon ma dosyć płynną, ale nie za rzadką konsystencję. Doskonale rozporwadza się na skórze głowy i na włosach. Niewielka ilość wystarcza, by dokładnie umyć włosy średniej długości. Przy wcześniejszym zastosowaniu peelingu konieczne jest umycie włosów dwukrotnie - pierwszy raz do oczyszczenia skóry głowy z drobinek oraz suchego naskórka, a drugi do oczyszczenia włosów na całej długości. 

Szampon ma subtelny i neutralny zapach, dzięki czemu mycie jest przyjemnością. Z uwagi na dosyć dobre pienienie się, szampon jest dosyć wydajny, dzięki czemu starczy na dłużej. 

Produkt oczyszcza włosy bardzo dokładnie, aż do efektu skrzypiących włosów. Jednak mimo to, włosy nie plączą się i nie ma większych problemów z ich rozczesywaniem. Ja jednak zawsze pamiętam o użyciu odżywki, by nie wyrywać włosów, które i tak czasem wypadają w nadmiarze. 

Włosy pięknie się błyszczą, są lekkie i ładnie się układają. Nie ma problemów z szybkim przetłuszczaniem. Zauważyłam wręcz, że stosowane w duecie z peelingiem zachowują dłużej świeżość. 

Szampon działa delikatnie, przez co nie ma mowy o nieprzyjemnym uczuciu swędzenia czy pieczenia, co niestety przy szamponach innych marek zdarzało się niejednokrotnie. 

Łupież został zminimalizowany, a nawet zneutralizowany (w przypadku mojego faceta) a w moim przypadku skóra jest nawilżona, pozbawiona suchego naskórka. Nic mi się nie sypie w głowy, nic mnie nie swędzi i nie piecze.

Szampon jest odpowiedni dla wrażliwców, nie zauważyłam oznak uczuleniowych. Jak dla mnie produkt godny polecenia - zwłaszcza w duecie z peelingiem. 


Podsumowanie:

Świetny duet dla wymagającego konsumenta, który poszukuje nie tylko niezawodnego, innowacyjnego produktu, ale też takiego, który błyskawicznie działa i efekty widoczne są już po pierwszym użyciu. Pierwszy raz miałam okazję używać peelingu do skóry głowy i wiem jedno - od dzisiaj ten produkt na stałe zagości w mojej codziennej pielęgnacji. Peeling doskonale oczyścił, wygładził i pozbawił skóry głowy martwego naskórka. Skóra głowy od pierwszego użycia doskonale została oczyszczona, dzięki czemu działanie szamponu było spotęgowane. Peeling dzięki drobinkom złuszczającym nie tylko oczyszczał, ale i przyjemnie masował głowę, co sprawiało, że zabieg należał do tych przyjemnych. Sprawdził się zarówno przy długich włosach, jak i krótszych (u mojego partnera). Skóra nie została podrażniona, ale mimo wszystko czuć było dokładne jej oczyszczenie. Zapach delikatny i bardzo neutralny powodował, że stosowanie peelingu należało do miłego rytuału pielęgnacyjnego. Stosowany dwa razy w tygodniu przyczynił się zdecydowanie do mniejszego przetłuszczania włosów, łupież u mojego partnera został zniwelowany, a włosy dłużej utrzymywały swą świeżość. 

Szampon z kolei to idealne dopełnienie pielęgnacji włosów. Po zastosowaniu peelingu i lekkim spłukaniu go wodą, stosowałam szampon, który pieniąc się usunął pozostałe drobinki z głowy oczyszczając jednocześnie skórę głowy, jak i włosy. Suche miejsca na skórze głowy zniknęły, włosy po zastosowaniu aż skrzypiały. Niezbędne zdecydowanie po zastosowaniu tego duetu było użycie odżywki, by zapobiec splątaniu włosów. Szampon dobrze się pieni, dokładnie oczyszcza i działa bardzo delikatnie nawet przy wrażliwej skórze głowy. Nie podrażnia, włosy są błyszczące, dłużej pozostają świeże,a dodatkowo skóra głowy nie swędzi i łupież zostaje zmniejszony, a nawet zostaje zniwelowany. Duet oceniam bardzo dobrze. Szampon jest dość wydajny, więc starczy na dłużej. Peeling z uwagi na swoją gęstszą konsystencję oraz właściwości złuszczające zużywa się szybciej - powinien starczyć przy dłuższych włosach i cięższym dostępie do skóry głowy na około 6-8 użyć, natomiast przy włosach krótkich myślę, że spokojnie na minimum 10 zastosowań wystarczy. Polecam z czystym sumieniem wrażliwcom oraz osobom borykajacym się z problemem łuszczącej się skóry czy łupieżem. Produkty są wydajne i przystępne cenowo. 


Recenzje innych Ekspertek z Klubu Ofeminin możecie przeczytać TUTAJ


Znacie te produkty? Zaciekawiły Was? A może znacie inne peelingi, które są warte uwagi - chętnie poznam tego typu produkty innych marek. 


Czytaj dalej »

wtorek, 25 kwietnia 2017

Rimmel Volume Shake, czyli niewysychający tusz.

Witajcie!

Jeśli chodzi o tusze do rzęs w moim przypadku sytuacja wygląda następująco - albo rzęsy po zastosowaniu wyglądają fenomenalnie, albo przyzwoicie, albo tak jakby nie były pociagnięte żadnym tuszem. Wszystko zależy od kondycji moich rzęs oraz od etapu wzrostu na jakim obecnie są rzęsy. Przy stosowaniu regularnie odżywki do rzęs - większość tuszy daje radę, jeśli odżywka używana jest przeze mnie mniej regularnie tylko tusze sprawdzone dają radę. Każde inne sprawiają, że moje oko jest łyse. 


źródło : https://pl.rimmellondon.com


Akurat tusz Rimmel wpadł w moje ręce w momencie, gdy trochę rzęs wypadło, wyrosły nowe krótsze i ich gęstość była średnio zadowalająca. Kiedyś miałam moment, ze sporo rzęs wypadło - pozostały nowe krótsze i niezależnie jakim tuszem byłyby pomalowane, wyglądałam jakbym nie miała rzęs. Więc ten moment był idealnym na przetestowanie możliwości tuszu Volume Shake. Pierwsze spotkanie było lekkim zawodem, ponieważ odzwyczaiłam się od zwykłej szczoteczki (przywykłam do silikonowych) i nieudolnie wsadziłam ją sobie do oka. Szczoteczka jest pokaźnych romiarów, opakowanie tuszu jest cięższe niż dotychczas mi znane, więc trzeba pewnie trzymać ją w ręku, by nie zrobić sobie krzywdy. Przy kolejnych spotkaniach użytkowanie było już prostsze i aplikacja nie sprawiała większych problemów. Trzeba się z nią zapoznać i przywyknąć do jej gabarytów.  
Plusem tuszu jest to, że dzięki wstrząśnięciu przed każdym użyciem mamy pewność o dobrej konsystencji, która za każdym użyciem powinna być taka sama. 



źródło:  https://pl.rimmellondon.com

Tusz ma kolor nasyconej czerni, przez co rzęsy są podkreślone, wyraziste i spojrzenie nabiera wyrazu. Tusz stosowany łącznie z odżywką Eveline pięknie podkreśla każdą rzęsy, nie skleja i pogrubia. Należy uważać z ilością, ponieważ łatwo przesadzić i rzęsy posklejają się i utworzą się nieestetyczne grudki. Stosowany z umiarem potrafi nadać spojrzeniu charakteru i rzęsy są wydłużone i wizualnie pogrubione. Przy rzadkich rzęsach spektakularnych efektów nie będzie, jednak wg mnie i tak są zadowalające. Rzęsy są rozdzielone, wydłużone i pogrubione, czyli takie, jakie być powinny ;)






OD PRODUCENTA:


Wstrząśnij, żeby zachować świeżość produktu!

Opatentowana technologia Shake-Shake pomaga zachować świeżość maskary. Szczoteczka zaprojekotowana jest w sposób, który pozwoli Ci na uzyskanie pięknego wachlarza rzęs.


• Przełomowa technologia Shake-Shake, która pomaga zachować świeżość produktu

• Niesamowita objętość bez grudek

• Maskara pozostaje świeża od pierwszego do ostatniego użycia.

Opatentowana technologia Shake-Shake pozwoli Ci cieszyć się niesamowitą objętością na dłużej!





PODSUMOWANIE: 

Pierwszy raz spotkałam się z tego typu rozwiązaniem w maskarze. Jest to swego rodzaju odkrywcze i innowacyjne rozwiązanie, które rozwiązuje problem szybko wysychającego tuszu. Nowością dla mnie albo raczej powrotem do przeszłości jest zwykła szczoteczka - nie silikonowa. Dotychczas odkąd pojawiły się na rynku szczoteczki silikonowe - tylko takie gościły w mojej kosmetyczce. Na ich korzyść przemawiało zdecydowanie idealne rozczesywanie, rozdzielanie, wydłużanie i pogrubianie rzęs przy jednoczesnym braku sklejania. Miłym zaskoczeniem jest dla mnie powrót do standardowej szczoteczki - miła odmiana od nawyku. Zaskoczeniem jest także możliwość wstrząśnięcia tuszem, by konsystencja pozostała jak przy pierwszym użyciu - jest to zdecydowanie plus, ponieważ często zdarza się, że tusz szybko wysycha i po miesiacu trzeba zmieniać go na nowy. 

Faktycznie konsystencja jest przy każdym użyciu taka jak po pierwszym otwarciu. Tusz nie jest za rzadki, nie jest też za gesty, co sprawia że nie tworzy grudek na rzęsach. Jednak trzeba nauczyć się z nim obchodzić, ponieważ jest trochę ciężki, szczoteczka też jest dość obszerna co przy niewprawionej ręce może spowodować, że szczotka będzie w oku na na rzęsach. Należy szczoteczkę delikatnie omiatać wzdłuż rzęs, by nie zrobiły się grudki, ani pajęcze nóźki. Rzęsy przy wprawnej ręce mogą stać się lekko podkręcone i wydłużone oraz pogrubione. Musimy jednak pamiętać o rozwadze i nie kłaść zbyt dużo warstw, ponieważ zamiast ładnego spojrzenia będziemy mieć karykaturalne rzęsy, które modne już nie są. Rzęsy są czarne, a spojrzenie nabiera wyrazistego spojrzenia. Wg mnie tusz jest godny wypróbowania. 


Inne opinie Ekspertek z Klubu Ofeminin możecie przeczytać TUTAJ


Czytaj dalej »

sobota, 18 marca 2017

Bazy w kulkach BIELENDA Make-up Academie. Lumiere, Pearl i Bronze Base.

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was post o trzech muszkieterach, czyli o perłowych bazach w kulkach marki Bielenda. Czy faktycznie się sprawdzają? Czy są godne uwagi? Czy oprócz pięknych wizualnie buteleczek możemy też liczyć na spektakularne efekty na skórze?
O tym wszystkim dowiecie się poniżej - zapraszam do lektury ;)

Najpierw wspomnę, co takiego producent obiecuje i jak opisuje swoje bazy, a następnie każdą z nich opiszę wedle swoich spostrzeżeń. 

Trio składa się z trzech baz:

MAKE-UP ACADEMIE LUMIERE BASE perłowa baza pod makijaż, efekt rozświetlenia
MAKE-UP ACADEMIE PEARL BASE różowa baza pod makijaż, efekt poprawy kolorytu
MAKE-UP ACADEMIE BRONZE BASE brązująca baza pod makijaż, efekt słonecznej cery







OD PRODUCENTA:

Żelowo-perłowa rozświetlająca baza pod makijaż to idealny sposób na dodanie blasku i wizualne odświeżenie cery, przy jednoczesnej poprawie jej nawilżenia.

Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.

BIAŁA PERŁA rozświetla i rozjaśnia naskórek, poprawia jego wygląd, delikatnie koryguje i nadaje cerze młodzieńczego blasku.

Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt wypoczętej, rozjaśnionej i rozświetlonej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.





OD PRODUCENTA:

Żelowo-perłowa poprawiająca koloryt baza pod makijaż to idealny sposób na uatrakcyjnienie wyglądu szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery, przy jednoczesnym podniesieniu jej poziomu nawilżenia.

Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.

RÓŻOWA PERŁA wizualnie poprawia wygląd i koloryt naskórka, delikatnie go rozświetla i nadaje cerze promiennego dziewczęcego blasku.

Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt zrelaksowanej i zadbanej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.




OD PRODUCENTA:

Żelowo-perłowa baza pod makijaż to idealny sposób na nadanie skórze słonecznego blasku przy jednoczesnym jej nawilżeniu.

Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.

ZŁOTA PERŁA wizualnie ożywia i rozświetla cerę, nadając jej słonecznej poświaty i ciepłego odcienia.

Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt wypoczętej i rozświetlonej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.


MOJA OPINIA:

Na wstępie warto zaznaczyć, że bazy mają przepiękne, przyciągające wzrok i jednocześnie cieszące oko i kobiecą próżność szklane buteleczki z wygodnym dozownikiem w postaci pompki. Każda buteleczka zawiera aż 30ml produktu, który składa się z bezbarwnej, żelowej bazy oraz zanurzonych w niej perłowych kulek w kolorze srebrnym, różowym i brązowo-złotym. Aby produkt nie wylewał się nieproszony - pompka dodatkowo wyposażona jest w blokadę, którą zwolnić możemy przekręcając lekko w bok. Po naciśnięciu pompki naszym oczom ukazuje się niejednolita baza, która wydobyła się z wnętrza butelki na naszą dłoń. Perły pod wpływem zassania zmieniają konsystencję na płynną, aby ułatwić rozprowadzanie produktu na powierzchni twarzy. 

Po pierwsze - każda z baz ma przepiękny, lekko perfumowany zapach. Najbardziej do gustu przypadła mi pod tym względem baza perłowa i różowa. Oczywiście brązowa pachnie równie ładnie, jednak w tej klasyfikacji zajmuje trzecią notę. 

Po drugie - konsystencja baz jest lekka, lejąca (ale nie za rzadka), różniąca się miedzy sobą kolorem. Baza Lumiere lekko połyskuje i jest o zabarwieniu srebrnym, baza Pearl jest subtelnie pudrowa, a Bronze - ma barwę ciepłą o zabarwieniu brązowo - pomarańczowym. 


Lumiere Base daje natychmiastowy efekt delikatnego rozświetlenia cery, bez tandetnego błyszczenia. Baza wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając na powierzchni twarzy niekomfortowego uczucia lepkości. Cera jest nawilżona, promienna oraz wygląda młodzieńczo i zdrowo. Drobinki rozświetlające rozpraszają się na skórze, przez co twarz nie błyszczy się jak obsypana brokatem. Jest to efekt delikatny, bez zbędnej przesady. Zapach przepiękny otula całą twarz, przez co używanie tego produktu to czysta przyjemność. Świetnie współgra z moją cerą, nie przetłuszcza, nie podrażnia i nie powoduje niepożądanych efektów ubocznych. Bazę można stosować solo, nałożoną na krem lub też pod podkład czy krem BB. Nałożona solo rozpromienia cerę, dzięki czemu wygląda na wypoczętą i zrelaksowaną, na krem do twarzy dodatkowo nawilża i dodaje zdrowego blasku, a pod podkład rozświetla makijaż, który wygląda na bardziej naturalny, nie jest płaski a jednocześnie dłużej się utrzymuje na twarzy. Jeśli rozsmarujemy bazę na twarzy dostrzeżemy lekkie błyszczące drobinki, które w słońcu pięknie się mienią tworząc pełną blasku buźkę. Baza jest bardzo wydajna, wystarczy jedna pompka, by pokryć nią całą powierzchnię twarzy. Spokojnie starczy na miesiąc-dwa intensywnego użytkowania. 


Pearl Base to pierwsza baza, którą miałam okazję testować. Kupiłam ją z ciekawości i pod wpływem pozytywnych opinii pojawiających się na blogach, czy Instagramie. Zaskoczył mnie niesamowicie zapach produktu - raczej spodziewałam się bezzapachowego kosmetyku, który przede wszystkim będzie przedłużał trwałość makijażu, lekko go tuningując. Zapach to coś, co mocno wyróżnia te produkty i umila ich codzienne stosowanie. Tej bazy używałam podobnie jak wersji Lumiere - solo, na krem lub pod podkład. W każdej z ról spisywała się świetnie. Ta wersja dodatkowo ujednolica koloryt skóry i sprawia, że staje się promienna i dziewczęca. W tej bazie efekt jest trochę subtelniejszy - wydaje mi się, że drobinki są nieco mniej widoczne, przez co rozświetlenie słabsze. Pearl Base działa trochę jak serum, wspomaga codzienną pielegnację, dając uczucie nawilżenia i wygładzenia skóry. Baza nie jest tłusta, ma lekką formułę, dzięki czemu twarz nie świeci się, ale też nie klei. Współgra dobrze z kremem BB, makijaż utrzymuje się dłużej i nie roluje się podczas nakładania. 


Bronze Base to najbardziej zaskakująca baza z tej trójki. Jako jedyna daje lekki kolor na twarzy, niestety trochę pomarańczowy, co może jasnym cerom przeszkadzać. Plusem jest to, że baza nie barwi na stałe, a tylko podczas rozprowadzania jej na twarzy. Po kilku minutach stapia się ze skórą, nie pozostawiając dziwnego odcienia na jej powierzchni. Jednak wchłania się najdłużej ze wszystkich, co może nie budzić uznania. Ja znalazłam na nią patent, który używam za każdym razem, gdy się maluję. Na pompkę kremu BB daję pompkę Bronze Base i lekko mieszam tworząc jednolitą konsystencję. Następnie nakładam gąbeczką na twarz i dzięki temu mam nieco mniejsze krycie, większe nawilżenie i subtelniejszy makijaż. Baza i krem BB tworzą wg mnie idealne zestawienie, jeśli zależy nam na rozświetleniu, wyrównaniu kolorytu i cieplejszym makijażu. Krem BB jest zmodyfikowany, a nasz makijaż ocieplony. Makijaż z zastosowaniem tego połączenia trzyma się dosyć długo, cera jest promienna, zdrowo wyglądająca i ujednolicona. 

Podsumowując - jak dla mnie bazy zasługują na miano dobrych, godnych polecenia produktów. Jeśli szukamy stosunkowo niedrogiej bazy (cena regularna to 29,99zl jednak często można kupić o połowę taniej), która przedłuży trwałość makijażu a dodatkowo przy tym nada jej promiennego, zdrowego wyglądu i ujednolici koloryt skóry warto wypróbować bazy marki Bielenda. Spośród tej trójki najlepsza jest wg mnie Lumiere Base, następnie Pearl Base i na końcu Bronze Base. Jednak niezmiernie się cieszę, że miałam okazję poznać je bliżej i porównać ich działanie. Niby bardzo do siebie podobne, a jednak nieco inne dają efekty. Plusem i ogromnym atutem jest zapach - przypadnie do gustu osobom, które lubią pachnące bazy, kremy czy inne produkty do twarzy. Jeśli ktoś jest zwolennikiem produktów bezzapachowych, nie będzie to dla niego pozytywnym aspektem. I kolejna rzecz - opakowanie i te piękne perły - no nie idzie im się oprzeć ;)



Znacie te bazy? Któraś szczególnie przypadła Wam do gustu, czy nie zrobiła na Was żadnego wrażenia? A może macie innych faworytów z innych marek?  Koniecznie piszcie w komentarzach! 





Czytaj dalej »

wtorek, 21 lutego 2017

Maseczki Bielenda Carbo Detox - opinia zbiorcza.

Witajcie!

Dzisiaj post maseczkowy, krótki, ale na temat. Przedstawię Wam trzy kultowe maseczki, które opanowały swego czasu Blogosferę i Instagram. Mowa tutaj o maseczkach CARBO DETOX od Bielendy. Trzy maseczki do trzech typów cery. Ja wypróbowałam wszystkie i co o nich myślę? Zapraszam do lektury ;)




OD PRODUCENTA:

Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan i kondycję skóry dojrzałej: cienkiej, szarej, pozbawionej jędrności i blasku. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża, rewitalizuje, wygładza i ujędrnia i naskórek, doskonale nawilża. Błyskawicznie poprawia koloryt skóry, usuwa widoczne na twarzy ślady zmęczenia i stresu, przywracając cerze energię, witalność i blask.

AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce, działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry.  Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Węgiel wyrównuje koloryt skóry i  zwalcza wolne rodniki, opóźniając procesy starzenia skóry.

CZERWONE WINOGRONA, bogate źródło naturalnych polifenoli, wykazują unikatowe, silne działanie antyrodnikowe, chronią skórę przed zbyt wczesnym starzeniem się i agresją zanieczyszczonego środowiska. Napinają, detoksykują i łagodzą podrażnienia. W winogronach można znaleźć miedź, chrom i cynk – pierwiastki, które wpływają na elastyczność skóry. Z kolei zawarty w nich potas decyduje o jej jędrności, a mangan i żelazo nadają cerze ładny, zdrowy koloryt.



OD PRODUCENTA:

Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan skóry suchej i wrażliwej. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża, nawilża i regeneruje.  Ujędrnia i wzmacnia cienki, delikatny naskórek.

AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce, działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry.  Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Wyrównuje koloryt skóry, przeciwdziała powstawaniu zmarszczek.

W mikroskopijnym organizmie ALG CHLORELLA zawarta jest niezwykła energia biologiczna, ponad 70 substancji o wysokim znaczeniu dla organizmu człowieka: mikroelementy, białka, aminokwasy, kwasy tłuszczowe, witaminy i chlorofile. Algi oczyszczają skórę z toksyn, pobudzają mikrokrążenie, stymulują syntezę kolagenu i elastyny, odnawiają komórki skóry, poprawiają koloryt cery, redukuja zaczerwienia, intensywnie nawilżają i odżywiają skórę.



OD PRODUCENTA:

Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan skóry mieszanej i tłustej; szarej, z przebarwieniami i rozszerzonymi porami. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża i zwęża pory, działa przeciwtrądzikowo, redukuje poziom sebum.

AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce, działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zapchane pory, wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.

GLINKA ZIELONA posiada silne właściwości ściągające, dezynfekujące i gojące. Skutecznie wchłania szkodliwe bakterie i toksyny z powierzchni skóry, oczyszcza i zamyka pory, zmniejsza wydzielanie sebum, wzmacnia i rozświetla skórę. Bogata w makro i mikroelementy, działa regenerująco i odżywczo na skórę, dostarczając jej całe bogactwo pierwiastków.



MOJA OPINIA:

Pozwoliłam sobie na opinię zbiorczą, ponieważ są to według mnie maseczki o działaniu bardzo do siebie zbliżonym. Żadna z nich nie spowodowała u mnie podrażnienia, uczulenia, czy nieprzyjemnego uczucia ściagnięcia, czy szczypania. Na skórze nie zauważyłam zaczerwienienia po ich zastosowaniu, przez co mogę stwierdzić, że wszystkie były dla mojej cery dosyć łaskawe - mimo, że mam cerę podatną na dziwne efekty uboczne. 
W przypadku tych produktów śmiało stwierdzam - skóra jest bezpieczna. 

Po pierwsze maseczki są w wygodnych saszetkach o pojemności 8g każda, co spokojnie wystarcza na pokrycie twarzy bez zbędnych prześwitów - pojemność idealna na jedno użycie. Jednak saszetki mają to do siebie, że podczas używania produktu ubrudzone zawartością są nie tylko ręce lub pędzel (służące do nakładania maseczki), ale i wszystko co znajduje się w pobliżu. Ciekawym i poręcznym rozwiązaniem byłoby uważam stworzenie tych maseczek w wygodnych i poręcznych tubkach o pojemności powiedzmy 30-50ml, co Wy na to? Ja osobiście twierdzę, że byłoby to doskonałe posunięcie dla Bielendy. Saszetki jak najbardziej niech zostaną - dla tych, którzy chcą wypróbować, a potem kupic produkt pełnowymiarowy. Ja z pewnością po taką tubkę bym sięgnęła z przyjemnością - z uwagi na poręczność, higienę i estetykę, a dodatkowo oszczędność. Po co kupować kilka, jak można byłoby kupić jedną - to taka moja mała sugestia. 

Druga rzecz - zapach. Nie wiem jak Wy, ale mi bardzo te maseczki przypadły do gustu, jeśli chodzi o walory zapachowe. Jakoś tak pachną delikatnie perfumami. Wiem, że im mniej zapachu, tym lepiej dla produktu. Jednak, czy nie używa Wam się przyjemniej czegoś, co nie tylko dobrze działa, ale i przy tym pięknie pachnie?

Trzecia kwestia, czyli konsystencja - jest dosyć gęsta, ale na tyle kremowa, by podczas nakładania pędzlem nie spadała z niego na podłogę, czy też nie spływała po policzkach na koszulkę ;P

Maseczki mają ciemnoszare zabarwienie, z wyglądu przypominają szarą glinkę rozrobioną z wodą. Są ciemne, jednak zdecydowanie nie jest to czerń. Świetnie się rozprowadzają na powierzchni, ładnie pokrywając całą twarz. Nakładając musimy uważać, by nie wprowadzić produktu do oczu - jakieś niespodziewane wrażenia w takich sytuacjach są zdecydowanie zbędne. 

Maseczki z każdą kolejną minutą sukcesywnie zastygają na twarzy. Miejsca pokryte najcieńszą warstwą zastygają najszybciej, a grubszą wolniej. Na twarzy powinny być około 10-15 minut, im czas dłuższy, tym mniejszy komfort jej noszenia na twarzy. Z uwagi na to, że maseczka zastyga, nasza mimika jest ograniczona. Każde zmarszczenie twarzy, czy wypowiadane słowa sprawiają, że odczuwalne jest nieprzyjemne uczucie ścięgnięcia skóry - nawet ma się wrażenie, jakby skóra pękała szarpiąc za sobą mikrowłoski na twarzy. Dlatego też nie zalecam trzymania jej na twarzy dłużej niż zaleca producent.

Maseczkę zmywa się parę minut, brudząc wszystko dookoła - dlatego też zalecam zmywanie jej nad wanną, najlepiej podczas kąpieli ;) Wasza umywalka i podłoga będą bezpieczne i ochronione przed czarnymi smugami ;) Ja dodatkowo do zmywania używam gąbeczek do tego przeznaczonych, dzięki czemu usuwanie jej jest prostsze, przyjemniejsze i sprawniejsze. 

Po zmyciu maseczki i osuszeniu twarzy ręcznikiem pierwsze co rzuca się w oczy to niesamowicie gładka, oczyszczona i miękka w dotyku, a przy tym zmatowiona skóra. Pory w typowych miejscach są zmniejszone, wszelkie zanieczyszczenia usunięte, a twarz odżywiona. Maseczki działają złuszczająco, regenerująco i ściągajaco. Drobne ranki są wysuszone i oczyszczone, przez co gojenie jest przyśpieszone, zaczerwienienia zniwelowane i złagodzone. Twarz jest zdezynfekowana, zagojona i ma ładny, zdrowy koloryt. Maseczki działają natychmiastowo, przez co idealne są do stosowania przed większym wyjściem. Jeśli mamy na twarzy drobne zmiany - warto sięgnąć po wersję zieloną, jeśli cera jest zmęczona i zanieczyszczona - wersja do cery dojrzałej sprawdzi się idealnie, jeśli cera jest poszarzała i zależy nam na odżywieniu i poprawieniu kolorytu - wersja niebieska to jest to. 

Wiem, że te maseczki wzbudziły i wzbudzają do dzisiaj wiele zachwytów, ale i kontrowersji. Wiele osób się burzy, że są to maseczki węglowe, a węgla znikoma ilość. Jak dla mnie świetne jest to, że maseczki się sprawdzają, działają na skórę i tak wiele osób je chwali nie bez powodu. Wiele osób twierdzi, że woli zrobić maseczkę domową z glinki i ja tego absolutnie nie neguje - każdy stosuje to, co lubi i jak mu wygodnie. Ja bardzo lubię maseczki z glinki, czy też algowe. Jednak takie gotowe produkty mają swój niepodważalny atut - są gotowe i idealne w podróży. Można zabrać je ze sobą wszędzie i zawsze mieć pod ręką. Kto w podróży będzie się bawił w rozrabianie glinek, czy robienie domowych maseczek? Jak dla mnie maseczki Bielendy są bardzo dobrym produktem i idealnym w każdej sytuacji - no może nie są dobrym pomysłem na wieczór z ukochanym przy lampce wina, ale przed randką - czemu nie ;) 

A Wy jak oceniacie maseczki Bielendy? Lubicie je, czy w Waszym przypadku są to nietrafione produkty? A może któraś z Was jeszcze ich nie zna? 

Jak dla mnie - maseczki węglowe są bardzo dobre i chętnie poznam pozostałe produkty z serii Carbo Detox które niedawno weszły do sprzedaży.








Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...