sobota, 18 marca 2017

Bazy w kulkach BIELENDA Make-up Academie. Lumiere, Pearl i Bronze Base.

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was post o trzech muszkieterach, czyli o perłowych bazach w kulkach marki Bielenda. Czy faktycznie się sprawdzają? Czy są godne uwagi? Czy oprócz pięknych wizualnie buteleczek możemy też liczyć na spektakularne efekty na skórze?
O tym wszystkim dowiecie się poniżej - zapraszam do lektury ;)

Najpierw wspomnę, co takiego producent obiecuje i jak opisuje swoje bazy, a następnie każdą z nich opiszę wedle swoich spostrzeżeń. 

Trio składa się z trzech baz:

MAKE-UP ACADEMIE LUMIERE BASE perłowa baza pod makijaż, efekt rozświetlenia
MAKE-UP ACADEMIE PEARL BASE różowa baza pod makijaż, efekt poprawy kolorytu
MAKE-UP ACADEMIE BRONZE BASE brązująca baza pod makijaż, efekt słonecznej cery







OD PRODUCENTA:

Żelowo-perłowa rozświetlająca baza pod makijaż to idealny sposób na dodanie blasku i wizualne odświeżenie cery, przy jednoczesnej poprawie jej nawilżenia.

Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.

BIAŁA PERŁA rozświetla i rozjaśnia naskórek, poprawia jego wygląd, delikatnie koryguje i nadaje cerze młodzieńczego blasku.

Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt wypoczętej, rozjaśnionej i rozświetlonej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.





OD PRODUCENTA:

Żelowo-perłowa poprawiająca koloryt baza pod makijaż to idealny sposób na uatrakcyjnienie wyglądu szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery, przy jednoczesnym podniesieniu jej poziomu nawilżenia.

Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.

RÓŻOWA PERŁA wizualnie poprawia wygląd i koloryt naskórka, delikatnie go rozświetla i nadaje cerze promiennego dziewczęcego blasku.

Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt zrelaksowanej i zadbanej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.




OD PRODUCENTA:

Żelowo-perłowa baza pod makijaż to idealny sposób na nadanie skórze słonecznego blasku przy jednoczesnym jej nawilżeniu.

Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.

ZŁOTA PERŁA wizualnie ożywia i rozświetla cerę, nadając jej słonecznej poświaty i ciepłego odcienia.

Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt wypoczętej i rozświetlonej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.


MOJA OPINIA:

Na wstępie warto zaznaczyć, że bazy mają przepiękne, przyciągające wzrok i jednocześnie cieszące oko i kobiecą próżność szklane buteleczki z wygodnym dozownikiem w postaci pompki. Każda buteleczka zawiera aż 30ml produktu, który składa się z bezbarwnej, żelowej bazy oraz zanurzonych w niej perłowych kulek w kolorze srebrnym, różowym i brązowo-złotym. Aby produkt nie wylewał się nieproszony - pompka dodatkowo wyposażona jest w blokadę, którą zwolnić możemy przekręcając lekko w bok. Po naciśnięciu pompki naszym oczom ukazuje się niejednolita baza, która wydobyła się z wnętrza butelki na naszą dłoń. Perły pod wpływem zassania zmieniają konsystencję na płynną, aby ułatwić rozprowadzanie produktu na powierzchni twarzy. 

Po pierwsze - każda z baz ma przepiękny, lekko perfumowany zapach. Najbardziej do gustu przypadła mi pod tym względem baza perłowa i różowa. Oczywiście brązowa pachnie równie ładnie, jednak w tej klasyfikacji zajmuje trzecią notę. 

Po drugie - konsystencja baz jest lekka, lejąca (ale nie za rzadka), różniąca się miedzy sobą kolorem. Baza Lumiere lekko połyskuje i jest o zabarwieniu srebrnym, baza Pearl jest subtelnie pudrowa, a Bronze - ma barwę ciepłą o zabarwieniu brązowo - pomarańczowym. 


Lumiere Base daje natychmiastowy efekt delikatnego rozświetlenia cery, bez tandetnego błyszczenia. Baza wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając na powierzchni twarzy niekomfortowego uczucia lepkości. Cera jest nawilżona, promienna oraz wygląda młodzieńczo i zdrowo. Drobinki rozświetlające rozpraszają się na skórze, przez co twarz nie błyszczy się jak obsypana brokatem. Jest to efekt delikatny, bez zbędnej przesady. Zapach przepiękny otula całą twarz, przez co używanie tego produktu to czysta przyjemność. Świetnie współgra z moją cerą, nie przetłuszcza, nie podrażnia i nie powoduje niepożądanych efektów ubocznych. Bazę można stosować solo, nałożoną na krem lub też pod podkład czy krem BB. Nałożona solo rozpromienia cerę, dzięki czemu wygląda na wypoczętą i zrelaksowaną, na krem do twarzy dodatkowo nawilża i dodaje zdrowego blasku, a pod podkład rozświetla makijaż, który wygląda na bardziej naturalny, nie jest płaski a jednocześnie dłużej się utrzymuje na twarzy. Jeśli rozsmarujemy bazę na twarzy dostrzeżemy lekkie błyszczące drobinki, które w słońcu pięknie się mienią tworząc pełną blasku buźkę. Baza jest bardzo wydajna, wystarczy jedna pompka, by pokryć nią całą powierzchnię twarzy. Spokojnie starczy na miesiąc-dwa intensywnego użytkowania. 


Pearl Base to pierwsza baza, którą miałam okazję testować. Kupiłam ją z ciekawości i pod wpływem pozytywnych opinii pojawiających się na blogach, czy Instagramie. Zaskoczył mnie niesamowicie zapach produktu - raczej spodziewałam się bezzapachowego kosmetyku, który przede wszystkim będzie przedłużał trwałość makijażu, lekko go tuningując. Zapach to coś, co mocno wyróżnia te produkty i umila ich codzienne stosowanie. Tej bazy używałam podobnie jak wersji Lumiere - solo, na krem lub pod podkład. W każdej z ról spisywała się świetnie. Ta wersja dodatkowo ujednolica koloryt skóry i sprawia, że staje się promienna i dziewczęca. W tej bazie efekt jest trochę subtelniejszy - wydaje mi się, że drobinki są nieco mniej widoczne, przez co rozświetlenie słabsze. Pearl Base działa trochę jak serum, wspomaga codzienną pielegnację, dając uczucie nawilżenia i wygładzenia skóry. Baza nie jest tłusta, ma lekką formułę, dzięki czemu twarz nie świeci się, ale też nie klei. Współgra dobrze z kremem BB, makijaż utrzymuje się dłużej i nie roluje się podczas nakładania. 


Bronze Base to najbardziej zaskakująca baza z tej trójki. Jako jedyna daje lekki kolor na twarzy, niestety trochę pomarańczowy, co może jasnym cerom przeszkadzać. Plusem jest to, że baza nie barwi na stałe, a tylko podczas rozprowadzania jej na twarzy. Po kilku minutach stapia się ze skórą, nie pozostawiając dziwnego odcienia na jej powierzchni. Jednak wchłania się najdłużej ze wszystkich, co może nie budzić uznania. Ja znalazłam na nią patent, który używam za każdym razem, gdy się maluję. Na pompkę kremu BB daję pompkę Bronze Base i lekko mieszam tworząc jednolitą konsystencję. Następnie nakładam gąbeczką na twarz i dzięki temu mam nieco mniejsze krycie, większe nawilżenie i subtelniejszy makijaż. Baza i krem BB tworzą wg mnie idealne zestawienie, jeśli zależy nam na rozświetleniu, wyrównaniu kolorytu i cieplejszym makijażu. Krem BB jest zmodyfikowany, a nasz makijaż ocieplony. Makijaż z zastosowaniem tego połączenia trzyma się dosyć długo, cera jest promienna, zdrowo wyglądająca i ujednolicona. 

Podsumowując - jak dla mnie bazy zasługują na miano dobrych, godnych polecenia produktów. Jeśli szukamy stosunkowo niedrogiej bazy (cena regularna to 29,99zl jednak często można kupić o połowę taniej), która przedłuży trwałość makijażu a dodatkowo przy tym nada jej promiennego, zdrowego wyglądu i ujednolici koloryt skóry warto wypróbować bazy marki Bielenda. Spośród tej trójki najlepsza jest wg mnie Lumiere Base, następnie Pearl Base i na końcu Bronze Base. Jednak niezmiernie się cieszę, że miałam okazję poznać je bliżej i porównać ich działanie. Niby bardzo do siebie podobne, a jednak nieco inne dają efekty. Plusem i ogromnym atutem jest zapach - przypadnie do gustu osobom, które lubią pachnące bazy, kremy czy inne produkty do twarzy. Jeśli ktoś jest zwolennikiem produktów bezzapachowych, nie będzie to dla niego pozytywnym aspektem. I kolejna rzecz - opakowanie i te piękne perły - no nie idzie im się oprzeć ;)



Znacie te bazy? Któraś szczególnie przypadła Wam do gustu, czy nie zrobiła na Was żadnego wrażenia? A może macie innych faworytów z innych marek?  Koniecznie piszcie w komentarzach! 





Czytaj dalej »

wtorek, 21 lutego 2017

Maseczki Bielenda Carbo Detox - opinia zbiorcza.

Witajcie!

Dzisiaj post maseczkowy, krótki, ale na temat. Przedstawię Wam trzy kultowe maseczki, które opanowały swego czasu Blogosferę i Instagram. Mowa tutaj o maseczkach CARBO DETOX od Bielendy. Trzy maseczki do trzech typów cery. Ja wypróbowałam wszystkie i co o nich myślę? Zapraszam do lektury ;)




OD PRODUCENTA:

Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan i kondycję skóry dojrzałej: cienkiej, szarej, pozbawionej jędrności i blasku. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża, rewitalizuje, wygładza i ujędrnia i naskórek, doskonale nawilża. Błyskawicznie poprawia koloryt skóry, usuwa widoczne na twarzy ślady zmęczenia i stresu, przywracając cerze energię, witalność i blask.

AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce, działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry.  Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Węgiel wyrównuje koloryt skóry i  zwalcza wolne rodniki, opóźniając procesy starzenia skóry.

CZERWONE WINOGRONA, bogate źródło naturalnych polifenoli, wykazują unikatowe, silne działanie antyrodnikowe, chronią skórę przed zbyt wczesnym starzeniem się i agresją zanieczyszczonego środowiska. Napinają, detoksykują i łagodzą podrażnienia. W winogronach można znaleźć miedź, chrom i cynk – pierwiastki, które wpływają na elastyczność skóry. Z kolei zawarty w nich potas decyduje o jej jędrności, a mangan i żelazo nadają cerze ładny, zdrowy koloryt.



OD PRODUCENTA:

Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan skóry suchej i wrażliwej. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża, nawilża i regeneruje.  Ujędrnia i wzmacnia cienki, delikatny naskórek.

AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce, działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry.  Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Wyrównuje koloryt skóry, przeciwdziała powstawaniu zmarszczek.

W mikroskopijnym organizmie ALG CHLORELLA zawarta jest niezwykła energia biologiczna, ponad 70 substancji o wysokim znaczeniu dla organizmu człowieka: mikroelementy, białka, aminokwasy, kwasy tłuszczowe, witaminy i chlorofile. Algi oczyszczają skórę z toksyn, pobudzają mikrokrążenie, stymulują syntezę kolagenu i elastyny, odnawiają komórki skóry, poprawiają koloryt cery, redukuja zaczerwienia, intensywnie nawilżają i odżywiają skórę.



OD PRODUCENTA:

Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym błyskawicznie poprawia stan skóry mieszanej i tłustej; szarej, z przebarwieniami i rozszerzonymi porami. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę z toksyn, odświeża i zwęża pory, działa przeciwtrądzikowo, redukuje poziom sebum.

AKTYWNY WĘGIEL zwany czarnym diamentem w kosmetyce, działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnez: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zapchane pory, wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.

GLINKA ZIELONA posiada silne właściwości ściągające, dezynfekujące i gojące. Skutecznie wchłania szkodliwe bakterie i toksyny z powierzchni skóry, oczyszcza i zamyka pory, zmniejsza wydzielanie sebum, wzmacnia i rozświetla skórę. Bogata w makro i mikroelementy, działa regenerująco i odżywczo na skórę, dostarczając jej całe bogactwo pierwiastków.



MOJA OPINIA:

Pozwoliłam sobie na opinię zbiorczą, ponieważ są to według mnie maseczki o działaniu bardzo do siebie zbliżonym. Żadna z nich nie spowodowała u mnie podrażnienia, uczulenia, czy nieprzyjemnego uczucia ściagnięcia, czy szczypania. Na skórze nie zauważyłam zaczerwienienia po ich zastosowaniu, przez co mogę stwierdzić, że wszystkie były dla mojej cery dosyć łaskawe - mimo, że mam cerę podatną na dziwne efekty uboczne. 
W przypadku tych produktów śmiało stwierdzam - skóra jest bezpieczna. 

Po pierwsze maseczki są w wygodnych saszetkach o pojemności 8g każda, co spokojnie wystarcza na pokrycie twarzy bez zbędnych prześwitów - pojemność idealna na jedno użycie. Jednak saszetki mają to do siebie, że podczas używania produktu ubrudzone zawartością są nie tylko ręce lub pędzel (służące do nakładania maseczki), ale i wszystko co znajduje się w pobliżu. Ciekawym i poręcznym rozwiązaniem byłoby uważam stworzenie tych maseczek w wygodnych i poręcznych tubkach o pojemności powiedzmy 30-50ml, co Wy na to? Ja osobiście twierdzę, że byłoby to doskonałe posunięcie dla Bielendy. Saszetki jak najbardziej niech zostaną - dla tych, którzy chcą wypróbować, a potem kupic produkt pełnowymiarowy. Ja z pewnością po taką tubkę bym sięgnęła z przyjemnością - z uwagi na poręczność, higienę i estetykę, a dodatkowo oszczędność. Po co kupować kilka, jak można byłoby kupić jedną - to taka moja mała sugestia. 

Druga rzecz - zapach. Nie wiem jak Wy, ale mi bardzo te maseczki przypadły do gustu, jeśli chodzi o walory zapachowe. Jakoś tak pachną delikatnie perfumami. Wiem, że im mniej zapachu, tym lepiej dla produktu. Jednak, czy nie używa Wam się przyjemniej czegoś, co nie tylko dobrze działa, ale i przy tym pięknie pachnie?

Trzecia kwestia, czyli konsystencja - jest dosyć gęsta, ale na tyle kremowa, by podczas nakładania pędzlem nie spadała z niego na podłogę, czy też nie spływała po policzkach na koszulkę ;P

Maseczki mają ciemnoszare zabarwienie, z wyglądu przypominają szarą glinkę rozrobioną z wodą. Są ciemne, jednak zdecydowanie nie jest to czerń. Świetnie się rozprowadzają na powierzchni, ładnie pokrywając całą twarz. Nakładając musimy uważać, by nie wprowadzić produktu do oczu - jakieś niespodziewane wrażenia w takich sytuacjach są zdecydowanie zbędne. 

Maseczki z każdą kolejną minutą sukcesywnie zastygają na twarzy. Miejsca pokryte najcieńszą warstwą zastygają najszybciej, a grubszą wolniej. Na twarzy powinny być około 10-15 minut, im czas dłuższy, tym mniejszy komfort jej noszenia na twarzy. Z uwagi na to, że maseczka zastyga, nasza mimika jest ograniczona. Każde zmarszczenie twarzy, czy wypowiadane słowa sprawiają, że odczuwalne jest nieprzyjemne uczucie ścięgnięcia skóry - nawet ma się wrażenie, jakby skóra pękała szarpiąc za sobą mikrowłoski na twarzy. Dlatego też nie zalecam trzymania jej na twarzy dłużej niż zaleca producent.

Maseczkę zmywa się parę minut, brudząc wszystko dookoła - dlatego też zalecam zmywanie jej nad wanną, najlepiej podczas kąpieli ;) Wasza umywalka i podłoga będą bezpieczne i ochronione przed czarnymi smugami ;) Ja dodatkowo do zmywania używam gąbeczek do tego przeznaczonych, dzięki czemu usuwanie jej jest prostsze, przyjemniejsze i sprawniejsze. 

Po zmyciu maseczki i osuszeniu twarzy ręcznikiem pierwsze co rzuca się w oczy to niesamowicie gładka, oczyszczona i miękka w dotyku, a przy tym zmatowiona skóra. Pory w typowych miejscach są zmniejszone, wszelkie zanieczyszczenia usunięte, a twarz odżywiona. Maseczki działają złuszczająco, regenerująco i ściągajaco. Drobne ranki są wysuszone i oczyszczone, przez co gojenie jest przyśpieszone, zaczerwienienia zniwelowane i złagodzone. Twarz jest zdezynfekowana, zagojona i ma ładny, zdrowy koloryt. Maseczki działają natychmiastowo, przez co idealne są do stosowania przed większym wyjściem. Jeśli mamy na twarzy drobne zmiany - warto sięgnąć po wersję zieloną, jeśli cera jest zmęczona i zanieczyszczona - wersja do cery dojrzałej sprawdzi się idealnie, jeśli cera jest poszarzała i zależy nam na odżywieniu i poprawieniu kolorytu - wersja niebieska to jest to. 

Wiem, że te maseczki wzbudziły i wzbudzają do dzisiaj wiele zachwytów, ale i kontrowersji. Wiele osób się burzy, że są to maseczki węglowe, a węgla znikoma ilość. Jak dla mnie świetne jest to, że maseczki się sprawdzają, działają na skórę i tak wiele osób je chwali nie bez powodu. Wiele osób twierdzi, że woli zrobić maseczkę domową z glinki i ja tego absolutnie nie neguje - każdy stosuje to, co lubi i jak mu wygodnie. Ja bardzo lubię maseczki z glinki, czy też algowe. Jednak takie gotowe produkty mają swój niepodważalny atut - są gotowe i idealne w podróży. Można zabrać je ze sobą wszędzie i zawsze mieć pod ręką. Kto w podróży będzie się bawił w rozrabianie glinek, czy robienie domowych maseczek? Jak dla mnie maseczki Bielendy są bardzo dobrym produktem i idealnym w każdej sytuacji - no może nie są dobrym pomysłem na wieczór z ukochanym przy lampce wina, ale przed randką - czemu nie ;) 

A Wy jak oceniacie maseczki Bielendy? Lubicie je, czy w Waszym przypadku są to nietrafione produkty? A może któraś z Was jeszcze ich nie zna? 

Jak dla mnie - maseczki węglowe są bardzo dobre i chętnie poznam pozostałe produkty z serii Carbo Detox które niedawno weszły do sprzedaży.








Czytaj dalej »

poniedziałek, 20 lutego 2017

Zestaw Timewise od Mary Kay - recenzja zbiorcza.

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was recenzję zbiorczą zestawu marki Mary Kay. A dokładnie przybliżę Wam Zestaw™ TimeWise® do skóry normalnej/suchej.

Z marką spotkałam się po raz pierwszy przy okazji testowania tych właśnie produktów. Nigdy wcześniej nie miałam okazji ich poznać, jedynie czytałam opinie - swoją drogą bardzo pochlebne. Lubię marki sprawdzone, do których zawsze chętnie powracam - nie ograniczam się mimo to do poznawania nowości. W tym przypadku bardzo się cieszę, że produkty te trafiły w moje ręce - a dlaczego, dowiecie się poniżej. 


OD PRODUCENTA:

Cudowny Zestaw™ TimeWise® dostarcza skórze niewiarygodnych właściwości przeciwdziałających starzeniu się skóry, aby pomóc zachować jej młodzieńczy wygląd. Zestaw czterech niewiarygodnych produktów dostarcza skórze 11 właściwości przeciwdziałających starzeniu się skóry w jednym zestawie:oczyszczanie, złuszczanie, odświeżenie, pobudzenie, nawilżanie, wygładzenie, ujędrnianie, ochrona, odnowa i redukcja drobnych linii i zmarszczek. Jest odpowiedni dla osób o skórze wrażliwej i tych z bardzo wrażliwą skórą.* Cudowny Zestaw™ TimeWise® zawiera:

Mleczko TimeWise® 3-w-1
Łączy w sobie korzyści zapobiegające starzeniu się skóry plus połączenie trzech podstawowych korzyści pielęgnacyjnych w jednym produkcie, który oczyszcza, złuszcza i odświeża – aby przywrócić skórze młodzieńczy wygląd.

Nawilżająca Emulsja Przedłużająca Młodość TimeWise®
To formuła, w skład, której wchodzi mieszanka humektantów i silne antyoksydanty, strzegą komórki skóry przed negatywnym wpływem wolnych rodników, które mogą przyśpieszyć starzenie się skóry. Używanie tego preparat w połączeniu z Mleczkiem 3-w-1 TimeWise® przywraca skórze blask i gładkość. Nawilża skórę do 10 godzin, a jednocześnie kontroluje nadmierne wydzielanie sebum.

Serum na Dzień z filtrem SPF 30 TimeWise®*
Serum na Dzień z filtrem SPF 30 TimeWise® i Serum na Noc TimeWise® dostarczają skórze ekskluzywny system Pronewal® System, który działa całą dobę, aby zapewnić skórze niezbędną ochronę w ciągu dnia, a w nocy wspomóc jej odnowę.

Serum na Noc TimeWise®
W swoim składzie zawiera peptyd, który przeciwdziała starzeniu się skóry i pobudza produkcje nowego kolagenu, aby przywrócić skórze gładkość i jędrność. 

Wszystkie produkty zawarte w Cudownym Zestawie™ TimeWise® zostały przebadane dermatologicznie i klinicznie, są odpowiednie dla skóry wrażliwej, nie uczulają i nie podrażniają, są beztłuszczowe, bezzapachowe i hipoalergiczne.


MOJA OPINIA:



Mleczkiem produkt jest tylko z nazwy, ponieważ w rzeczywistości jest to nic innego jak żel do mycia twarzy. Mleczko z zasady jest lejące, barwy białej, o raczej kremowej konsystencji. Ten produkt zdecydowanie takim nie jest. Jest to produkt należący do gamy tych delikatniejszych produktów myjących. Myje skórę twarzy bardzo subtelnie, nie podrażniając jej. Produkt zawiera drobinki, które raczej są dosyć niewielkie i w niewielkiej ilości. Podczas używania mleczka czuć jednak to subtelne muskanie na twarzy. Bez obaw, krzywdy tym produktem z pewnością sobie nie zrobimy. Właściwości myjące tego produktu jak dla mnie są wystarczające i jestem pewna, że skóra po jego zastosowaniu jest oczyszczona. Uważam, że do codziennego stosowania nadaje się idealnie. Poza tym jest to dosyć wydajny produkt, dzięki czemu wiem, że pozostanie w mojej łazience na dłużej. 
Wygodna tubka, wykonana z dosyć elastycznego tworzywa ułatwia aplikację.  Wewnątrz tubki znajdziemy 127g produktu. 
Jak dla mnie produkt spełnia swoje zadanie, oczyszcza skórę i odświeża ją, nie wpływając niekorzystnie na jej stan. Skóra jest świeża i gotowa na dalsze kroki pielęgnacyjne. 





Po serum oczekiwałam konsystencji żelowej, olejowej lub gęstej i kremowej. Tutaj kolejne zdziwienie, ponieważ serum na dzień przypomina bardziej mleczko. Jest rzadkie, białe i lekko barwiące. Typowy produkt zawierający filtr SPF. W tym przypadku mamy produkt 2w1 - mamy ochronę przed promieniowaniem oraz nawilżenie i odżywienie dla skóry. Serum przeznaczone jest do stosowania na dzień, z uwagi na zawartość dość wysokiego filtra. Idealny produkt na każdą porę roku, świetnie sprawdza się także przy kuracji kwasowej. Gdy musimy chronić twarz przed szkodliwym promieniowaniem oraz chcąc zabezpieczyć cerę przed przebarwieniami. Serum wtapia się w skórę idealnie, lekkie bielenie skóry widoczne jest tylko na początku aplikacji. Po wsmarowaniu w twarz produkt wchłania się w nią błyskawicznie, pozostawiając ją lekko zmatowioną i gładką. Dzięki dozownikowi w postaci pompki ułatwia użytkowanie, nic się nie zmarnuje i używa się tyle, ile potrzebujemy. 
Serum powinno używać się po wstępnym jej oczyszczeniu za pomocą mleczka (żelu). Z uwagi na skoncentrowaną formułę jest dosyć odżywczy, a przy tym idealne współpracuje z innymi produktami. Makijaż trzyma się doskonale, nic się nie błyszczy, nie roluje i zbiera w zmarszczkach. Ma bardzo subtelny zapach, raczej typowy dla produktów przeciwsłonecznych z filtrem. Serum znajduje się w buteleczce z pompką, ma pojemność 29ml. Kolejny wydajny produkt. 





Ehh ten produkt skradł moje serce już przy pierwszym użyciu. Ta szklana, przeźroczysta buteleczka, gdzie na pierwszy plan wychodzą te cudowne, kolorowe perełki zanurzone z żelowej bazie uzależnia. Uwielbiam tak pięknie prezentujące się produkty i nawet, jeśli działanie byłoby średnie - z uwagi na wygląd, byłabym w stanie to wybaczyć ;)

Ale do sedna - koniec z wyglądem. Perełki wraz z naciśnięciem pompki, zmieniają się z płynną, żelową formułę - czyli połączenie żelu i zatopionych w nim kulek. Jedna pompka w zupełności wystarcza na pokrycie cienką warstwą całej powierzchni twarzy. Serum stosowane na noc nie pozostawia na skórze lepkiej warstwy, wchłania się błyskawicznie. Twarz jest odżywiona i delikatnie pachnąca. W buteleczce znajdziemy 29ml, co wg mnie powinno starczyć na kilka tygodni, a nawet miesięcy. 




Nawilżająca Emulsja Przedłużająca Młodość TimeWise®
Ostatnim produktem podlegajacym mojej skromnej ocenie jest emulsja przedłużająca młodość - brzmi fajnie, prawda? Otóż emulsja to krem o lekkiej konsystencji, o subtelnym zapachu - jak cała seria zresztą pachnie bardzo delikatnie. Niewielka znowu ilość wystarcza do pokrycia zarówno twarzy, jak i dekoltu. Produkt świetnie nawilża, wygładza. Cera jest mięciutka, promienna i odżywiona. Krem jest wydajny, w moim przypadku współpracuje świetnie z każdym podkładem oraz z kremem BB. Nic się nie rozmazuje, nic nie spływa, nic nie zbiera w załamaniach. Skóra jest zmatowiona, makijaż utrzymuje się tak samo długo - nie zauważyłam, by skóra szybciej się błyszczała. Krem nie powoduje nieprzyjemnego uczucia lepkości, wchłania się dobrze, nie podrażnia. Emulsja znajduje się w poręcznej tubce o pojemności 88ml. 



Podsumowanie 

Zdecydowanie polecam używać produkty z różnych linii w zestawach. Pojedyńcze produkty z danej serii nie przyniosą na pewno oczekiwanych efektów, a używane łącznie mogą sprawić, że skóra będzie w zdecydowanie lepszej kondycji. Z pewnością faworytem tego zestawu jest serum z zanurzonymi w żelu perełkami - zarówno wyglądem, jak i działaniem zaskoczyło mnie najmilej. Cały zestaw w łazience prezentuje się niezwykle profesjonalnie i w pewnym względzie luksusowo. Jest to zestaw idealny do kompleksowej pielegnacji skóry wymagającej nawilżenia, odżywienia i nadania skórze blasku i promiennego wyglądu. Producent obiecuje, że zestaw czterech produktów dostarcza skórze 11 właściwości przeciwdziałających starzeniu się skóry w jednym zestawie: oczyszczanie, złuszczanie, odświeżenie, pobudzenie, nawilżanie, wygładzenie, ujędrnianie, ochrona, odnowa i redukcja drobnych linii i zmarszczek. 
Zestaw z całą pewnością zadba o złuszczenie martwego naskórka, ale dosyć delikatnie, nie podrażniając przy tym cery; oczyści, odświeży i pobudzi skórę, dzięki żelowi do mycia twarzy; serum na dzień i na noc zapewni ochronę przed szkodliwym promieniowaniem, nawilży skórę , wygładzi ją i delikatnie ujędrni; a przy regularnym i konsekwentnym stosowaniu zadba o regenerację i odbudowę zniszczeń skóry - jakimi są drobne zmarszczki, czy bruzdy. Zredukuje i znieweluje te drobniejsze zmiany, z większymi trzeba już zawalczyć dogłębniej. Jednak do młodej, zmęczonej, zszarzałej i pozbawionej energii cery sprawdzi się idealnie. Codzienne przebywanie w pomieszczeniue klimatyzowanym w moim przypadku zdecydowanie nie służy mojej skórze - często pojawiały się na niej zaczerwienienia, przesuszenia, czy ziemisty odcień. Zestaw Timewise od Mary Kay pozwolił uporać się z tym problemem i już te defekty nie są zauważalne, a przynajmniej zminimalizowane. 



Czytaj dalej »

niedziela, 19 lutego 2017

Motywujące profile fajnych babek na Instagramie, które polecam!


Witajcie!


Dzisiaj mam dla Was zupełnie nowy, nietypowy post. Otóż z uwagi na fakt, że oprócz bloga mam też swoje konto na FB, Snapczacie oraz Instagramie chciałabym Wam przedstawić kilka fantastycznych, motywujących i szalonych wojowniczek, które obserwuję codziennie na Instagramie. Dzięki takim właśnie osobom wraca wiara we wzajemne wspieranie, motywowanie i dawanie kopniaków do działania. Uwierzcie mi na słowo, z nimi nie usiedzicie nawet przez chwilę na kanapie, a każdy kolejny baton będzie wzbudzał w Was poczucie winy. Bo w życiu i byciu fit ważna jest nie tylko samodyscyplina i wiara we własne możliwości - motywowanie, wspieranie się nawzajem jest równie istotne. Gdy dopadł Was leń, niechęć, macie gorszy dzień - wpadajcie do dziewczyn, a gwarantuje, że siła i moc wróci ze zdwojoną siłą. 

Dzięki tym babkom będziecie miały chęć do zmiany na lepsze i co najważniejsze nie będzie to takie trudne, jak Wam się wydaje ;) 


Zapraszam Was do krainy Fit Fighterek ;D


Agata @agatkalik 

Aktywna mama, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Uważacie, że bycie mamą uniemożliwia Wam dbanie o siebie? Nic bardziej mylnego - ona udowadnia, że można być mamą i można być fit, godząc wszystkie obowiązki. Ja nie mam dzieci i wstyd mi powiedzieć - nie mam czasu na trening! Czy można tak dobrze wyglądać jako mama? Owszem! I Agata jest na to idealnym przykładem. 

Dla tych, które nie posiadają konta na IG polecam zajrzeć na Facebooka - codzienna dawka motywacji i kuchennych inspiracji gwarantowana: WonderMums 



Karolina @mama__emilki

Kolejna wojowniczka - fit mamuśka. Jak widać dla chcącego nic trudnego - codziennie pokazuje, że bycie mamą to nie przeszkoda w dbaniu o siebie, swoje zdrowie i lepszą sylwetkę. Nie ma wymówek - podziwiam i jestem pełna szacunku do takich osób. Samodyscyplina, samozaparcie i wytrwałość to cechy godne pozazdroszczenia.



Emilka @emilia.bialek

Jeśli ktoś ma swoje konto na Instagramie, ogląda profil Ewy Chodakowskiej lub chociaż czyta magazyn Be Active - wie, kim jest Emilka. Jest to kobieta, która walczy o siebie od lat. Jak każda miała swoje lepsze i gorsze chwile, ale co najważniejsze - nie poddała się, dzięki czemu jest teraz tu, gdzie jest. Jest ciepła, zawsze uśmiechnięta, pełna pozytywnych emocji. Pozytywna wariatka! Uwielbiam ją za naturalność i przede wszystkim za bycie sobą. Nikogo nie udaje, nie przechwala się, zasłużyła sobie na wszystko swoją ciężką pracą. Takich ludzi potrzeba więcej! Brawo! ;)


Ewa @mum_ewka_konewka

To jest słuchajcie kobieta orkiestra. Mama dwójki dzieci, prowadzi własną firmę (gdzie swoją drogą można kupić jedyne w swoim rodzaju sportowe opaski do włosów oraz inne fantastyczne akcesoria), gotuje świetne potrawy - co najlepsze w 100% zdrowe. Znajdziecie na jej profilu same pyszności i mnóstwo motywacji. Jest to kobieta otwarta, zabawna, prawdziwa i fenomenalna. Potrafi pogodzić wszystkie obowiązki - nie zapominając o tym co ważne.

Dla tych, które nie posiadają konta na IG polecam zajrzeć na Facebooka - codzienna dawka motywacji i kuchennych inspiracji gwarantowana: WonderMums 



Kasia @biegnij_po_zdrowie

Chcecie zacząć biegać i nie wiecie jak zacząć? Ona Wam podpowie, pomoże i zmotywuje. Codziennie pokazuje, jak można dbać o siebie o każdej porze roku - latem, czy zimą. Nie ma rzeczy niemożliwych i nawet w mrozie bieganie może sprawiać przyjemność. Nie wierzycie? Wpadajcie do Kasi :)


Weronika @ikulaaa

Weronika to szalona i mega pozytywna dziewczyna. Jeśli myślicie, że macie w swojej szafie dużo legginsów - mylicie się ;) Ikulaaa ma ich niezliczoną ilość - codziennie motywuje, każdego dnia w innym komplecie sportowym. Jeśli szukacie fajnych, ciekawych wzorów, sportowych marek godnych polecenia - tutaj to znajdziecie. Jednak wiadomo - na ubraniach nie opiera się aktywność. Można u niej znaleźć ciekawe szablony, comiesięczne wyzwania, do których w każdej chwili możecie przyłączyć. W zdrowym ciele zdrowy duch - z Weroniką to pewniak!


Kasia @kasia_z86

Kolejna mama i kolejna inspirująca postać. Patrząc na jej kaloryfer popadam w kompleksy. Jak można mieć taki brzuch? Oto dowód na to, że można. Godzi obowiązki dnia codziennego z wykorzystaniem czasu tylko dla siebie. Udowadnia, że przez pot i łzy można dojść do tak fantastycznego efektu. Niejedna singielka wygląda gorzej niż ta spełniona mama i żona. Mi wstyd, a Wam?


Renata @renikh

Kolejna inspirująca osoba. Młoda mama, która codziennie udowadnia, że dbanie o piękny, zdrowy wygląd nie jest proste, ale możliwe. Ciężka praca popłaca. Można być wspaniałą żoną, fantastyczną mamą i przy tym zadbaną i spełnioną kobietą. Pięknie wyglądające i zdrowe posiłki, dodające kopa zdjęcia - połączenie idealne dla osób szukających dowodów na to, że warto.


Co myślicie o takich notkach? Jest to pierwsza porcja motywujących profili, które koniecznie musicie odwiedzić - jestem pewna, że nie pożałujecie. Co najważniejsze - dlaczego mój wybór padł na te osoby? A to dlatego, że przede wszystkim są to normalne dziewczyny, nie celebrytki, nie gwiazdy. Są to dziewczyny, które uwielbiam pod każdym względem i patrzę z każdym dniem z zachwytem na ich rozwój. Ponadto są to osoby, które chciałabym poznać osobiście i mam nadzieję, że uda się to zrealizować. Wiem, że spędziłabym świetnie czas, czerpiąc z ich pozytywnej energii wszystko co najlepsze. 

Dodatkowo muszę przyznać, że po napisaniu tej notki - wstyd mi teraz będzie powiedzieć chociaż raz - nie chcę mi się, nie mam czasu. Przecież to przejaw lenistwa i przy tych kobietach - jestem taka malutka. Wierzę, że kiedyś będę mogła powiedzieć sobie - jestem z siebie dumna. Bo Wy dziewczyny - jesteście wielkie !! 


Czytaj dalej »

sobota, 18 lutego 2017

Ulubieńcy niekosmetyczni, czyli o gadżetach towarzyszących mi każdego dnia.

Witajcie!

Dzisiaj post o ulubionych gadżetach zeszłego roku, czyli co mi towarzyszyło i co towarzyszy do dnia dzisiejszego. Gorąca piątka: Kindle Paperwhite 2, Foreo Luna 2, Polar M400, iPod Shuffle, iPhone 6S Plus


1.Kindle Paperwhite 2

Codzienny towarzysz w domu, w drodze, na przerwie w pracy. Idealne wykorzystanie każdej wolnej minuty. Jest poręczny, wygodny, lekki, cieniutki i praktyczny. Możesz mieć przy sobie kilka książek bez obaw o swój kręgosłup. Zmieści się do każdej torebki. Nadal lubię zapach książek i czytam książki w wersji papierowej. Kindle można wziąć wszędzie tam gdzie książki to ciężki bagaż - w podróż do autobusu, do pociągu czy samochodu. Możesz używać o każdej porze dnia - rano, po południu, czy wieczorem. Dzięki praktycznemu podświetleniu, nie musisz zapalać lampki nocnej, ponieważ wystarczy podświetlenie ekranu. Wzrok się nie męczy, co jest dla mnie bardzo istotne. Zauważyłam też pewną zależność - książki w wersji elektronicznej czytam dłużnej i wzrok nie jest tak zmęczony, jak przy czytaniu książki w wersji papierowej przy lampce. Też tak macie? Wg mnie to dosyć osobliwe zjawisko, natomiast nie ukrywam - zadowalające. Niejednokrotnie miałam tak, że książkę elektroniczną potrafiłam przeczytać jednym tchem, a dlaczego? Ponieważ nie patrzę aż tak często na poziom przeczytania w %, przez co zanim się obejrzę - książka skończona. 
Nadal lubię i często kupuję standardowe książki - chociażby dlatego, że niektóre nie są dostępne w wersji elektronicznej, albo też zależy mi na tym, by mieć w swojej biblioteczce książkę z uwagi na kilka aspektów wizualnych - piękną oprawę, czy wartościową treść. Nie oszukujmy się - papier to papier, pozostanie z nami na zawsze, a wersja elektroniczna niekoniecznie. Podobnie zresztą wygląda to ze zdjęciami - zdjęcia w albumie to jednak pamiątka i ogląda się je przyjemniej, a na komputerze - sami powiedzcie, to zupełnie co innego. Nie mniej jednak - czytnik to coś fenomenalnego! Nie mówię, że każdy powinien go mieć. Ja natomiast cieszę się, że jestem posiadaczką Kindle - z uwagi na wygodę, komfort i praktyczność. 

2. Foreo Luna 

Ehh co mogę napisać na temat tego urządzenia. Otóż - jest miłość wielka od pierwszego użycia. Szczerze - trochę sceptycznie i z niedowierzaniem podchodziłam do tego typu urządzeń w dodatku kosztujących krocie. Myślałam - tak, na pewno to kolejny przereklamowany produkt i bezużyteczny. Sama nie kupiłabym Foreo Luny, ponieważ wg mnie kosztuje za dużo. Jednak dostałam go w prezencie, więc stwierdziłam OK - zobaczymy co ten cudak potrafi. Po pierwsze - mam go już ponad rok - na początku używałam sporadycznie, bo jakoś nie chciało mi się poznawać go bliżej. Po kilku miesiącach stwierdziłam - no dobra maleńki, czas na przygodę. Ładowany był tylko raz odkąd go wyjęłam z opakowania. Używam 2-3 razy w tygodniu od kilku miesięcy i bateria nadal działa?! Nie mam pojęcia jak to działa. No i co stwierdzam - najlepszy prezent do pielęgnacji twarzy EVER! Cera jest gładka, nieskazitelnie czysta - zero zaskórników, zero suchych skórek, promienny i zdrowy wygląd. Stosuję go obecnie z żelem Biolaven i jestem zachwycona. Świetnie wygładza, oczyszcza i rozpromienia skórę. Na nosie, czole i pliczkach nie ma mowy o suchym skórkach. Używam niecodziennie, ponieważ nie jest to zalecane, ale wiem, że niektórzy używają jej codziennie i efektów ubocznych nie zauważyli. Jak dla mnie taka częstotliwość jest wystarczająca, dzięki czemu mogę pozwolić sobie także na jakiś peeling w ciągu tygodnia. Jednak wierzcie - bez peelingu też obeszłoby się. Kocham, polecam i nie oddam!! Teraz Foreo wypuściła mini Lunę, która jest przeurocza i naprawdę malutka. Jeśli ktoś jest ciekawy jak działa szczoteczka soniczna - polecam zakupić sobie wersję najmniejszą, ponieważ jest najtańsza. A jak już ją poznacie - nie będziecie chciały się z nią rozstać. 

Do kupienia TUTAJ Foreo Luna 2
Do kupienia TUTAJ Foreo Luna mini 2
Do kupienia TUTAJ  Foreo Luna Play



3. Polar M400

Jeśli ktoś lubi sport, aktywność fizyczna nie jest mu obca, a dodatkowo motywuje go widok liczby spalonych kalorii - musicie mieć konieczie takiego cudaka u siebie! Jest funkcjonalny, bardzo stylowy, wygodny i dość długo działający przy umiarkowanej aktywności fizycznej. Długo zastanawiałam się nad jego zakupem, czytałam mnóstwo opinii, pytałam innych użytkowników, odwiedzałam blogi sportowe i fora. Owszem zdarzały się opinie mniej pochlebne, jednak nigdzie nie natknęłam się na negatywną opinię na temat Polara M400. Postanowiłam, że sprawię sobie w prezencie i odkładałam na niego pieniądze, ponieważ cena bywała różna, natomiast średnio w granicach 500zł (bez pasa CARDIO) do nawet 900zł (z pasem CARDIO). Sami przyznacie, że kwota do niskich nie należy. Jednak liczyłam się z większym wydatkiem i postanowiłam na niego odłożyć. Ku mojemu pozytywnemu zdziwieniu zakupiłam go w Decathlonie za 599zł już z pasem ;) Najtaniej ze wszystkich możliwych sklepów. Do tej pory jest dostępny online (stacjonarnie raczej w wersji białej niespotykany). W wersji białej, czarnej, różowej i niebieskiej - takie są dostępne kolory. Jak się spisuje? Świetnie jako zegarek, jako motywator, jako trener zaganiający do pracy, jako pulsometr. Mierzy tętno, liczy spalone kalorie, liczy czas spędzony na treningu, ma wiele opcji treningowych - bieganie, trening w budynku, spacer, pływanie i wiele innych. Dodatkowo Polar ma praktyczną aplikację dostępną na komputer oraz telefon, gdzie możecie ustawić swój profil aktywności, wybrać dyscypliny, jakie Was interesują, przeglądać swoje postępy oraz analizować treningi z tygodnia, miesiąca czy nawet dłuższego okresu czasu. Jak dla mnie idealne dla osób aktywnych - jeśli jesteście raczej typem kanapowca, wystarczy Wam zwykły pulsometr ;)

Możecie kupić TUTAJ


4. iPod Shuffle

Niezastąpiony, poręczny, wygodny, niezbędnik każdego zwolennika muzyki. Idealny na spacer, na rower, czy siłownię. Dla każdego i wszędzie. Uwielbiam za praktyczność, sporą pojemność, dobry dzwięk i wygodę w użytkowaniu. Co tu dużo pisać - muzyka może być z Tobą wszędzie tam, gdzie nie chcesz zabierać ze sobą telefonu. Dodatkowo ciekawe rozwiązanie z klipsem, dzięki czemu można przypiąć podczas treningu do koszulki, czy legginsów. Słuchawki długie, dobrze trzymają się w uszach. Wygląd minimalistyczny i idealny dla mnie. Muzykę łatwo przenieść z komputera do urządzenia poprzez usługę iTunes. 

Do kupienia TUTAJ

5. iPhone 6S Plus

I wisienka na torcie - idealny, wyczekany i wymarzony telefon. Wygląda pięknie, jest bardzo praktyczny i uniwersalny. Robi piękne zdjęcia, nagrywa filmy w doskonałej jakości. Mój codzienny towarzysz. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że mój egzemplarz przy niskich temperaturach i niskim poziomie baterii się wyłącza. Jednak idzie wiosna - mam nadzieję, że to rozwiąże problem. Pisałam o całej sytuacji w innej notce, gdzie wylałam całą swoją żółć odnośnie obsługi i praktyk stosowanych przez punkty Apple. Na pewno telefon oddam do serwisu (innego niż iSpot), ale wszystko w swoim czasie. Gdyby nie ten mankament - wszystko byłoby idealnie. Trochę mnie to zniechęciło to marki Apple, jednak telefon tak bardzo lubię, że mimo to nie zamieniłabym go na żaden inny. Coś w tym jest - jak już raz będziesz mieć w rękach iPhone, nie wrócisz do innego.

Do kupienia TUTAJ



Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...