Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2018

Przegląd tygodnia #1 - promocje, kosmetyki, filmy i seriale.

Heeej!


Jest niedziela to i jest pierwszy przegląd tygodnia! Będzie filmowo, serialowo i kosmetycznie.

Na pierwszy rzut idą promocje w Sephorze, Douglasie i Rossmannie. 

SEPHORA miała promocję -25%/-30% na kosmetyki do makijażu. Niższa zniżka była dla większości konsumentów, ta wyższa dla posiadaczy złotej karty Sephora. I nie obeszłoby się bez problemu oczywiście - jak to ja. Zamarzył mi się zestaw paletek cieni Zoeva - wpisałam kod, cena odjęła się. Przechodząc do wyboru dostawy, cena nadal była z obniżką. I co jak potwierdziłam? Cena wróciła do początkowej...ja to mam szczęście co? Zamówienia anulować nie można, więc mówię zadzwonię na infolinię - musiałam czekać do 02.01.2017r.
Zadzwoniłam, zaproponowano mi w ramach zadośćuczynienia doładowanie konta na Sephorze na równowartość rabatu, jaki powinien się odliczyć i jak będę robiła kolejne zakupy - rabat powinien naliczyć się automatycznie. No zobaczymy - nie spodziewałam się takiego rozwiązania, ale w rezultacie jestem zadowolona. Myślę nad perfumami, o których dowiecie się w kolejnej notce, więc na pewno zniżka się przyda :) Promocja zakończyła się 31.12.2017r.


Druga okazja, z której nadal możecie skorzystać to wyprzedaż. Produkty przecenione są nawet o 50%. Poniżej wstawię Wam screeny produktów, którymi warto się zainteresować. 




Zestaw miniproduktów do ust marki Kat Von D w cenie 39,99zł. 
Online już wyprzedany, ale możecie szukać stacjonarnie. 




Rozświetlacze do twarzy marki Becca (różne odcienie) w cenie 69,99zł.
Dostępne online jeszcze dwa kolory TUTAJ

Paletka matowych cieni TOO FACED w cenie 79,90zł
Dostępna online TUTAJ

ROSSMANN - w gruncie mowa o cenach na do widzenia. Wyprzedawane są produkty marki Manhattan, Sally Hansen czy Vis Plantis - seria Basil Element. Ceny produktów zaczynają się już od 4,99zł. Jeśli więc jesteście fankami odżywek Sally Hansen, czy też serii do włosów Elfa Pharm, albo pudrów czy podkładów Manhattan - nie zwlekajcie! Zamówienia możecie złożyć online i odebrać w dowolnej drogerii, lub też udać się do sklepu stacjonarnego i poczynić zakupy. Ja z pewnością będę polować na pudry i produkty do włosów. Odżywek nie potrzebuje do paznokci, bo i tak najczęściej mam hybrydy - a i odżywek w razie co kilka w zapasie się znajdzie :)






DOUGLAS, gdzie otrzymujecie rabat -30% na cienie, pomadki, błyszczyki, lakiery i mascary z kodem: MUP12. Kiedyś skorzystałam z podobnej promocji kupując pomadki MAC-a. Bardzo się opłaca z tego skorzystać, jeśli marzy Wam się jakiś pierwszy Maczek do kolekcji. Ja mam póki co trzy kolory - Faux, Velvet Teddy (moja ulubiona) i Mehr. Wszystkie są świetne - chciałam zakupić  dodatkowo Ruby Woo, nad którą jest tyle zachwytów i jest ponoć nie do zdarcia!  W dodatku piękna czerwień - niestety w Douglasie jej nie ma dostępnej, bo zapewne bym skorzystała z zakupu :)

Z kosmetyków i kuszenia byłoby na tyle - pokażę Wam zakupy jak tylko wszystko będę miała już w rękach. Co do paletek - zrobię z pewnością odrębny post, wraz ze swatch'ami. Chcę dodatkowo wprowadzić serię makijaży dla laików, ale do tego potrzebuję zrobić blendę i rozmyślam nad zakupem lampy pierścieniowej. Może polecicie jakąś w dobrej cenie, adekwatnej do jakości? Wiem, że bez lampy zdjęcia makijaży będą przekłamane, stąd taki mam plan. 

Kolejnym tematem, który chciałabym poruszyć w tym tygodniku to filmy i seriale, jakie ostatnio obejrzałam i w dwóch zdaniach napiszę, co o nich myślę. 

FILMY

  • Pierwszy Śnieg
Szef elitarnej ekipy detektywów (Michael Fassbender) prowadzi skomplikowane śledztwo. Wraz z nadejściem zimy ginie kolejna osoba. Detektyw boi się, że do miasta powrócił seryjny morderca. Z pomocą znakomitej rekrutki (Rebecca Ferguson) zaczyna łączyć stare sprawy kryminalne z nowymi brutalnymi zdarzeniami. Wie, że musi rozwiązać zagadkę, zanim spadnie kolejny pierwszy śnieg.

Lekki kryminał, w którym cały czas się coś dzieje. Niestety nie trzyma cały czas w napięciu. Większość akcji rozgrywa się na początku i na końcu filmu, wyjaśniając kto, jak i dlaczego mordował. Ma na Filmweb ocenę 5,5 w skali 10 stopniowej. Według mnie ocena jest dosyć sprawiedliwa, bo nie porwał mnie jakoś znacznie, jednak oglądałam gorsze produkcje. Jak dla mnie zasługuje na 5 :) Przyjemny, zagadkowy - nie czytałam książki, ale podobno film z książką ma niewiele wspólnego i jest kiepski. Ale szczerze? Który film odzwierciedla idealnie książkę? Zawsze musi być miejsce na reżyserskie fantazje. 



  • Geostorm

Kiedy katastrofalne w skutkach zmiany klimatu zaczynają zagrażać istnieniu Ziemi, rządy wszystkich państw świata jednoczą siły i tworzą program o kryptonimie Dutch Boy Program. Obejmuje on sieć satelitów otaczających całą planetę, które uzbrojono w technologie z dziedziny geoinżynierii zaprojektowane, aby powstrzymywać powstawanie klęsk żywiołowych. Po dwóch latach niezakłóconego działania system ochronny zaczyna szwankować. Zadanie usunięcia awarii zostaje powierzone dwóm braciom, którzy od dawna nie utrzymują ze sobą kontaktu. Muszą oni zdążyć rozwiązać problem, zanim olbrzymich rozmiarów geoburza pochłonie całą planetę.

Jeśli lubicie filmy o katastrofach, kosmitach, dziwnych wynalazkach i ratowaniu świata przez USA musicie go obejrzeć. Ja uwielbiam Armageddon, Dzień Niepodległości, Apollo 13, Pojutrze, czy Titanica. Ten film opowiada o odkrywcy i twórcy sieci satelitów, które mają chronić ziemię przed wszelakimi klęskami żywiołowymi. Nagle ktoś spiskuje i chce doprowadzić do zniszczenia sieci, doprowadzając do tzw. geoburzy, która sukcesywnie niszczyć będzie ziemię. W filmie gra Gerard Butler, którego możecie kojarzyć z filmu P.S. Kocham Cię. Uwielbiam go za grę aktorską, za akcent i za profesjonalizm. Według Filmweb Geostorm otrzymał notę 5,6 w skali 10 - stopniowej. Według mnie film jest lepszy niż Pierwszy Śnieg, a więc zasługuje na 6 punktów. 


  • To
Kiedy w mieście Derry w stanie Maine zaczynają znikać dzieci, grupa dzieciaków musi stawić czoła swoim największym lękom. Na ich drodze staje nikczemny klaun o imieniu Pennywise, który zapisał się na kartach historii jako morderca lubujący się w zadawaniu bólu. Film oparty jest na motywach niezwykle popularnej powieści Stephena Kinga pod tym samym tytułem, która przeraża czytelników od dziesięcioleci.

No i tutaj najgorsze przeżycie dla mnie. Zarzekałam się, że nigdy tego nie obejrzę - dlaczego? Ponieważ chłopiec w żółtym płaszczyk pędzący w deszczu za papierową żaglówką i klaun, który go atakuje to mój koszmar z dzieciństwa. Była kiedyś stara wersja tego filmu i prawdopodobnie rodzice go oglądali. Przez lata im mówiłam o tym obrazku, który widziałam przed oczami - słysząc, coś Ci się przyśniło, jaki klaun, jaki żółty płaszczyk. I tak oto klaun pojawił się w moim życiu ponownie po tylu latach - sprawa się wyjaśniła. To była ekranizacja powieści Stephena Kinga - TO! Postanowiłam się zmierzyć z tym i obejrzałam - nawet dwukrotnie. Klaun jest przerażający, paskudny i nadal mi nie przeszło ;P To taka ciekawostka z mojego życia ;P 

Film opowiada o grupce dzieci, które walczą ze złem. Wyruszyli w poszukiwaniu brata , który w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął i nikt nie wie gdzie, co i jak się wydarzyło. Sukcesywnie giną kolejne dzieci, którym Pennywise obiecuje, że będą się unosić...Dla fanów mocnych wrażeń oraz lubiących zakryć oczy, czy też podskoczyć na kanapie - duże przeżycie. Dla tych, których nie przerażają horrory - będą dobrze się bawić podczas oglądania. Jest to film z tych, które warto obejrzeć i samemu wydać na jego temat opinię. Filmweb ocenia go na 6,9 w skali 10 stopniowej. Wg mnie zasługuje na 7.




SERIALE

  • Stranger Things
W nocy 6 listopada 1983 w Hawkins w stanie Indiana w tajemniczych okolicznościach znika dwunastoletni Will Byers. Joyce, jego matka, chce za wszelką cenę odnaleźć syna, część mieszkańców uważa jednak, że oszalała. Komendant miejscowej policji, Jim Hopper, rozpoczyna oficjalne śledztwo w sprawie zaginięcia. Następnego dnia w miasteczku pojawia się tajemnicza dziewczynka z nadprzyrodzonymi umiejętnościami, zdająca się posiadać wiedzę na temat tego, gdzie podział się Will. Kiedy mieszkańcy Hawkins zaczną zbliżać się do prawdy, będą musieli zmierzyć się nie tylko ze złowrogą rządową agencją, ale też znacznie bardziej podstępną siłą, która chce zniszczyć ich wszystkich

Serial dostępny na platformie Netflix.com, gdzie miesięcznie płacicie pewnego rodzaju abonament. Ja skorzystałam z darmowego miesiąca na próbę i zdążyłam obejrzeć dwa seriale, w tym ten. Czytałam i słyszałam o nim dużo dobrego, więc bez wahania zdecydowałam się rozpocząć serialową ucztę. I szczerze? Serial jest tak wciągający, że codziennie oglądałam po kilka odcinków, a jak musiałam iść spać to zastanawiałam się, co takiego będzie w kolejnym. Serial o grupce przyjaciół (jeden z młodych aktorów grał także w filmie TO), fanatyków gier. Jeden z chłopców niespodziewanie zaginął i banda rozpoczyna poszukiwania. Serial pełen emocjonujących wrażeń, przygód i niespodzianek, gdzie zacierają się dwa światy. Według mnie jest to najlepszy serial, jaki miałam okazję oglądać w ostatnim czasie. Na Filmweb ma ocenę 8,5 na 10 możliwych. Według mnie serial zasługuje na mocną 10! Koniecznie dajcie znać, czy znacie, czy mieliście okazję oglądać i co o nim myślicie.  



  • Dark

"Dark" to niezwykła saga rozgrywająca się we współczesnych Niemczech. Zaginięcie dwojga małych dzieci wydobywa na światło dzienne skrywane sekrety czterech rodzin i zaburzone relacje pomiędzy ich członkami. Wypadki przedstawione w dziesięciu godzinnych odcinkach przybierają nadprzyrodzony obrót niepozostający bez związku z wydarzeniami, które miały miejsce w miasteczku w 1986 r.

Serial równie wciągający, co poprzedni. Niemniej jednak w pewnych sytuacjach tak pokręcony, że można się zagubić co jest prawdą, co się wydarzyło w przeszłości, co teraz, a co może się wydarzyć. 
Serial wymaga sporego skupienia, nie można przerywać oglądania, bo zgubicie wątek ;) Serial o przenoszeniu się w czasie, wpływie decyzji z przeszłości na czas teraźniejszy. Igranie z przeszłością może wprowadzić zamęt i niekontrolowane konsekwencje. 
Jest motyw zaginięcia chłopca, samobójstwa ojca i poszukiwaniach odpowiedzi na nurtujące pytania. Jednak im więcej chcesz wiedzieć, tym bardziej możesz tego żałować. Trochę psychologiczny, trochę zagadkowy, trzeba mieć otwarty umysł. Filmweb dał mu 8,5 na 10 możliwych. Z uwagi na zawiłość wątków i wrażenie, że reżyser sam się zaplątał w swoim scenariuszu, daję 8. Nie mniej jednak chętnie obejrzę kolejny sezon, bo zapewne się pojawi. Wskazywałoby na to zakończenie ostatniego odcinka. 



Ostatni tydzień, jak widzicie minął mi filmowo i kosmetycznie. Dodatkowo leniłam się przez kilka dni w domu, wykorzystując zaległy urlop z zeszłego roku. Odpoczywałam, chodziłam na siłownię i pisałam dla Was, a także spędzałam czas na poznawaniu nowości kinowych i serialowych. 

Z dodatkowych informacji - testuję właśnie stronę LEGIMI.pl  korzystając z pierwszego miesiąca na próbę. Łatwa, poręczna strona, z której można na półkę ściągać książki na Kindle i czytać w ramach dostępnego abonamentu. Jeśli będziecie chcieli napiszę Wam moje wrażenia z korzystania z platformy po miesiącu oraz dam znać, czy pozostawiłam abonament, czy tez z niego zrezygnowałam.

Dajcie koniecznie znać w komentarzach, co myślicie o takiej serii na blogu. Jakie macie propozycje na posty - co chcielibyście poczytać oraz czy interesują Was takie krótkie recenzje filmów, seriali, a może książek? Będę brała Wasz sugestie i pomysły pod uwagę przy kolejnych notkach. 

A tymczasem życzę Wam udanego wieczoru i przyjemnego tygodnia!



Czytaj dalej »

sobota, 14 czerwca 2014

Denko kwiecień - maj. UWAGA - post tasiemiec!

Witajcie!

Mamy już czerwiec, więc przyszedł czas na pokazanie Wam puste opakowania, wśród których znalazłam perełki, ale i bubelki.

Nie przedłużając zapraszam do dalszej części - zaznaczam, że trochę tego będzie ;)

KOLOR ZIELONY - kupię ponownie, chętnie wrócę do produktu w przyszłości
KOLOR POMARAŃCZOWY - przyjemniaczek, może kiedyś trafi w moje ręce ponownie
KOLOR CZERWONY - nie kupię/nie użyję ponownie

UMILACZE KĄPIELI

Kawior do kąpieli BINGO SPA - recenzja TUTAJ


Żel pod prysznic B&BW White Citrus - pięknie pachnący, rześki, odświeżający, dobrze pieniący się i mega wydajny żel. Jak na 88ml starczył na dość długi okres czasu. 

Żel pod prysznic Kalina i Melisa BIAŁY JELEŃ - recenzja TUTAJ

Płyn do kąpiel Jabłko & Wanilia ISANA - dość przyjemny, dobrze pieniący się, ale zapach mógłby być nieco lepszy, ponadto kosztuje bardzo niewiele (około 6 zł w promocji). 

Żel pod prysznic słodkie migdały i biała glinka BINGO SPA - recenzja TUTAJ



Żel z aloesem Bio YVES ROCHER - bardzo świeży, wydajny, dobrze pieniący się żel. 

Szampon&żel dla dzieci BALEA - recenzja TUTAJ

Żel pod prysznic B&BW Pure Paradise - kolejny orzeźwiający, z nutką delikatnej słodyczy, wyczuwam też morski aromat, chętnie wypróbowałabym balsam o tym zapachu. 



 PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Szampon do włosów Yves Rocher - bardzo dobry, orzeźwiający, dobrze oczyszczał włosy, nie podrażniając przy tym skóry głowy.

Szampon i odżywka do włosów z serii Pielęgnacja PILOMAX - recenzja TUTAJ

Maska do włosów suchych i zniszczonych GoGo KALLOS - poza miłym dla nosa zapachem nie posiadała innych walorów.

Maska z serii Regeneracja PILOMAX - recenzja TUTAJ

Olejek łopianowy ze skrzypem polnym Green Pharmacy - bardzo przyjemny dla włosów, nabłyszczał, zmiękczał i odżywiał. Mam jeszcze wersję z olejkiem arganowym - ciekawe jak się sprawdzi. 


Kuracja proteinowa do włosów MARION - recenzja TUTAJ

Zabieg laminowania MARION - recenzja TUTAJ

Szampon koloryzujący Joanna - bardzo lubię te saszetki, dzięki którym można szybko odświeżyć kolor włosów, nie niszcząc ich nadmiernie. Włosy po zastosowaniu mają żywy kolor, pięknie się błyszczą i wyglądają bardzo zdrowo. Niestety może trochę farbować skórę głowy :P

Dwa szampony Bani Agafii w saszetkach. Nie powaliły mnie na kolana, dobrze się pieniły, przyzwoicie pachniały, nie przesuszały skóry głowy, dobrze oczyszczały włosy. Niestety w tym przypadku forma saszetki trochę niedopracowana ;/ Na 6 zamówionych saszetek 3 doszły do mnie popękane, szampon wylewał się bokami, a saszetka się rozwarstwiała. Nigdy więcej tego typu opakowań ;/ 

Szampony może wypróbuję inne, ale w normalnym opakowaniu - saszetkom mówię NIE.

PIELĘGNACJA CIAŁA

Diamentowy peeling-masaż myjący Eveline Slim Exteme 4D - bardzo przyjemny, dobrze pieniący się, wygładzający i wydajny żel. Dobrze oczyszczał, delikatnie przy tym złuszczając martwy naskórek. 

Serum intensywnie wyszczuplające+ujędrniające Eveline Slim Extreme 3D - bardzo lubię te mazidła do ciała, ale ten efekt chłodzący chyba już mi się trochę znudził. Obecnie używam serum do pośladków - które nie dość, że nie chłodzi, ani nie grzeje to w dodatku ma zupełnie inny zapach, niż większość produktów Eveline z serii wyszczuplającej. Eveline mnie zaskakuje ;)

Olej arganowy ETJA- nie mogłam przekonać się do tego zapachu ;/ zużywałam do kąpieli, by trochę nawilżyć i zmiękczyć skórę, chętnie wypróbuje inne wersje - najbardziej mam ochotę na olej avocado, macadamia i ze słodkich migdałów. Do tego raczej nie wrócę - mimo wszechstronności i mnóstwa zalet. 

PIELĘGNACJA TWARZY, RĄK I CIAŁA

Płyn micelarny BeBeauty - recenzja TUTAJ

Zmywacz do paznokci ISANA - chyba najczęściej używany przeze mnie zmywacz

Suchy olejek NUXE - recenzja TUTAJ

Krem do twarzy NUXE - recenzja TUTAJ

Pianka do twarzy La Roche-Posay - bardzo delikatna, kremowa, doskonale oczyszczająca, w dodatku mega wydajna. 

Zimowy peeling do rąk rozgrzewający - recenzja TUTAJ


HIGIENA

Pasta do zębów Vademecum - beznadziejna, po umyciu czułam jakbym wcale nie myła zębów ;/

Antyperspirant Garnier - jak dla mnie KWC, od dawna nie stosuję innego dezodorantu, mam zawsze kilka w zapasie, bo nie zamierzam szukać zamienników. Próbowałam różnych marek, niestety żadna nie spisywała się na tyle satysfakcjonująco, bym zaprzestała stosować GARNIERA.

Aktywne serum do rzęs na dzień L'biotica - niestety nie spisał się zupełnie, moje rzęsy nie stały się firankami, nie wydłużyły się, ani nie pogłębił się ich kolor. 

Regenerujący krem do rzęs L'biotica - recenzja TUTAJ

Ziaja BLOKER - bardzo dobrze blokuje przed potem, zapomniałam już co znaczy ten problem. 

Colgate Total advanced sensitive - bardzo przyzwoita pasta, delikatna, sto razy lepsza od Vademecum

Żel do golenia ISANA - recenzja TUTAJ


 KOLORÓWKA ITP.

Fixing loose powder ESSENCE - bardzo przyzwoity, dobrze matujący, sypki puder. Niedrogi, przy tym mega wydajny.

Maska do twarzy z kompleksem algowym BingoSpa - recenzja TUTAJ

Krem BB BIELENDA - recenzja TUTAJ



Puder matujący All matt plus CATRICE - przyzwoity puder, dobrze dopasowywał się do cery, nie podkreślał suchych skórek, efekt matujący przez kilka godzin, starczył na długo. 

Tusz Wibo DOLLS LASH - całkiem niezły, rozdzielał, nie sklejał i nieco zagęszczał rzęsy. 

Tusz Lovely curling pump up - bardzo dobry tusz w niskiej cenie, podkręca, zagęszcza, wydłuża i rozdziela rzęsy, nie osypuje się i skleja rzęs.

Tusz Love Story INGRID - nie robi zupełnie nic, albo trafił mi się wyschnięty, albo faktycznie jest kiepski.


Korektory w pędzelku Essence - jak dla mnie bardzo miły korektor, pojawiał się już w denkach, więc oznacza tylko jedno - spisuje się bardzo dobrze na mojej skórze.

Korektor I love stage ESSENCE - skończyła się ważność produktu, ponieważ regularnie stosowałam ESSENCE w pędzelku. Ten krył przyzwoicie, nadawał się też jako baza pod cienie. 

Roll on pod oczy Rival de Loop - termin przydatności także wygasł, przyznam szczerze, że o nim zapomniałam ;P recenzja TUTAJ

Eyeliner Eveline - najlepszy, mega czarny, mega trwały, mega wydajny, mega precyzyjny; choćbym używała innych z podkulonym ogonem zawsze do niego wracam :)

SASZETKOWO

Próbki kremów La Roche Posay, 100% mydełko naturalne z błotem z morza martwego (recenzja TUTAJ), maska nawilżająca ZIAJA (recenzja TUTAJ) i mydełko naturalne Lacura Granate (recenzja TUTAJ), ciepłe bandaże MARION (recenzja TUTAJ).


UFFF...dobrnęliście do końca??? Wyszło mi denko tasiemiec! Nie spodziewałam się, że aż tyle się tego uzbierało. Jak widać sporo było w tych miesiącach sprawdzonych produktów, ale trafiło się też sporo bubli.
Trochę późno ten post się pojawił, ale zrobienie zdjęć tego wszystkiego i sklejenie w całość trochę zajęło mi czasu ;P



Czy znacie jakieś produkty z moich pustaków?

Pozdrawiam,
Aneta

Czytaj dalej »

wtorek, 17 września 2013

Mleczko nawilżające BeBeauty - recenzja.

Witajcie!

Dzisiaj bardzo szybki post na temat kosmetyku, w którym pokładałam wielkie nadzieje, czyli o mleczku nawilżającym do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu od BeBeauty.

Czy sprawdził się tak samo dobrze, jak jego dobrze znany brat - czyli płyn micelarny? Zapraszam na recenzję. 


 OBIETNICE PRODUCENTA:

 Producent opisując mleczko nawilżające zapewnia, że kosmetyk skutecznie oczyszcza skórę normalną i mieszaną z zanieczyszczeń i pozostałości makijażu. Skóra po zastosowaniu mleczka ma być dokładnie oczyszczona, nawilżona i orzeźwiona.

Składniki zawarte w mleczku mają za zadanie nawilżyć (ekstrakt z lotosu i d-panthenol), złagodzić podrażnienia (d-panthenol), przyspieszyć regenerację naskórka (witamina E), oczyścić i odświeżyć (ekstrakt z lotosu).

Producent zaleca nanieść niewielką ilość mleczka i rozprowadzić po powierzchni twarzy i oczu okrężnymi ruchami, po czym delikatnie zetrzeć zwilżonym wacikiem kosmetycznym lub spłukać ciepłą wodą.

MOJA OPINIA:
Mleczko zamknięte jest w dokładnie takim samym opakowaniu jak płyn micelarny. Posiada ten sam otwór, którym możemy wydobyć odpowiednią ilość mleczka.
Konsystencja jest delikatna, kremowa, w sam raz, by dobrze wydobywać ją z buteleczki. Butelka zawiera 200ml produktu, dzięki przeźroczystym ściankom widać, ile produktu zużyłyśmy, a ile pozostało nam do dyspozycji.

Mleczko ma neutralny, delikatny zapach, nie drażniący i dość przyjemny dla nosa. Stosowałam to mleczko na dwa sposoby. Zgodnie z zaleceniami producenta nakładałam na skórę twarzy i oczu mleczko, po czym zmywałam ciepłą wodą. Niestety sam proces musiałam bardzo szybko przeprowadzać, gdyż mleczko po dostaniu się do oczu powodowało wystąpienie niesamowitego pieczenia i każda sekunda pogłębiała ten dyskomfort. Po umyciu twarzy ciepłą wodą oczy były podrażnione i zaczerwienione. Fakt - mleczko dobrze oczyszczało, ale jedynie skórę twarzy, bo wokół oczu wyraźnie zauważalny był efekt pandy ;/ Niezbędne było ponowne oczyszczenie okolic oczu innym kosmetykiem, który łagodnie działał na te okolice. Stąd też spróbowałam zastosować go w inny sposób, czyli wacik, wylanie niewielkiej ilości na jego powierzchnię i przetarcie delikatnie twarz i okolice oczu. Niestety efekt dokładnie taki sam - czyli niedomyte, rozmazane i szczypiące oczy.


Jako, że mleczko było ledwo dwa razy użyte postanowiłam zużyć je jedynie do oczyszczania skóry twarzy, ze szczególnym naciskiem na OMIJANIE OKOLIC OCZU. Do tego mleczko nadawało się doskonale. 
Gdyby nie ten mankament w postaci podrażniania oczu, mleczko nazwałabym dobrym produktem w niskiej cenie, ale z uwagi na ten jakże ważny minus muszę stwierdzić, że mleczko niestety nie sprawdziło się tak, jak tego oczekiwałam.
Zdecydowanie wolę używać płynu micelarnego, który doskonale oczyszcza zarówno twarz, jak i oczy nie narażając jednocześnie tych okolic na podrażnienia.

Ale w związku z tym, że szkoda byłoby mi wyrzucić nowo otwartego produktu - do twarzy używałam właśnie mleczka, a do oczu płynu micelarnego.

Podsumowując, daję mu ocenę 5/10 za dobre oczyszczenie, nawilżenie, odświeżenie, mega wydajność i poręczne opakowanie.
Niestety za niedokładny demakijaż oczu, powodowanie podrażnienia i szczypania oraz za rozmazywanie i brak komfortu podczas używania ocena jest taka, a nie inna. 

SKŁAD: 

Miałyście to mleczko? Polubiłyście się z nim, czy raczej nie?


ANETA

Czytaj dalej »

niedziela, 1 września 2013

Maska algowa do twarzy BingoSpa - recenzja.

Witajcie!

Dzisiaj trzeci i ostatni produkt, który miałam okazję testować dzięki BingoSpa, czyli maskę z kompleksem algowym do cery normalnej. 



OD PRODUCENTA:

 Cena: 10zł / 120g

"Maseczka BingoSpa stworzona została z ekstraktu alg  Ascophyllum, Spirulina, Nori, Laminaria i Morszczyn.
Opakowanie algowej maseczki BingoSpa dostarczy Twojej skórze: 3600 mg ekstraktu algowego i 2400 mg kolagenu.
Dzięki bogactwu odżywczych i kondycjonujących składników zawartych w algach morskich skóra jest zregenerowana, dotleniona i nawilżona, równomiernie zostają wygładzone zmarszczki. Cera nabiera promiennego wyglądu".


MOJA OPINIA:10/10 

Maska zamknięta jest w okrągłym, plastikowym opakowaniu z zakręcaną pokrywką. Opakowanie mieści w sobie 120 g galaretowatej, przypominającej żel do włosów maski.

Maska jest bezzapachowa, bezbarwna i wypełniona pęcherzykami powietrza. 


Aplikacja na twarz jest bezproblemowa, wystarczy nabrać niewielką ilość na palec i delikatnie rozprowadzić na całej powierzchni twarzy - omijając oczywiście okolice oczu i ust. 


Od razu po nałożeniu czuć wyraźne schłodzenie skóry i lekkie przyjemne mrowienie. Przypuszczam, że taki efekt jest dowodem na to, że maska działa. Maskę najlepiej pozostawić na około 15 minut (zdarzało mi się dłużej), po czym pozostałości zmyć ciepłą wodą. U mnie większość jakby się wchłaniała - niewiele jest do zmycia, aczkolwiek dzięki wodzie buzia nie lepi się i nie jest ściągnięta.


Skóra twarzy po zmyciu maski jest bardzo gładka i przyjemna w dotyku, wyraźnie wygładzona i nawilżona. Najlepiej stosować ją tuż po peelingu - wtedy skóra nabiera niewiarygodnej gładkości. W połączeniu z kremem - efekt nieziemski!


Dzięki opakowaniu zużycie maski do samego końca nie jest żadnym problemem. Maska jest bardzo wydajna, przy stosowaniu minimum 2 razy w tygodniu starcza na naprawdę długi okres czasu. Mam ją już ponad miesiąc, a ubytku nie widzę.

Regularne stosowanie sprawi, że nasza skóra nabierze blasku, będzie wyglądała zdrowo i młodo. Będzie delikatna, nawilżona i promienna.

PLUSY:
* wygodne, poręczne opakowanie
* wydajność
* świetnie wygładza i nawilża
* cera nabiera zdrowego wyglądu i blasku

MINUSY:
* nie zauważyłam


Kosmetyk można kupić TUTAJ


Czytaj dalej »

Szampon bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli BingoSpa - recenzja.

Witajcie!

Dzisiaj recenzja drugiego kosmetyku BingoSpa, jakim jest szampon do włosów bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli.


OD PRODUCENTA:

"SLS i SLES to skrót nazw dwóch detergentów, powszechnie stosowanych w kosmetyce. Odpowiednio jest to: laurylosiarczan sodu oraz etoksylowany laurylosiarczan sodu. Sa to składniki stosowane od kilkudziesieciu lat. Wbrew pogłoskom, mitom i zwykłym przekłamaniom, stosowanie SLS i SLES w kosmetykach nigdy nie budziło wątpliwości organizacji nadzorujących bezpieczeństwo kosmetyków. 


Niektóre osoby z wrażliwą skórą głowy lub posiadające delikatne włosy, mogą czuć dyskomfort po zastosowaniu szamponów z tradycyjnymi detergentami. Szampon BingoSpa bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli stworzyliśmy z myślą o takich osobach.

Olej morelowy zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, kwas oleinowy i linolowy, a także witaminę A oraz składniki mineralne, które dbają o prawidłowe funkcjonowanie skóry głowy oraz zdrowy wygląd włosów. Nawilżające i zmiękczające działanie oleju z pestek moreli zwiększa elastyczność włosów, zwiększa odporność na rozdwajanie się końcówek, nadaje włosom jedwabisty blask i miękkość".
                      
 Cena: 12zł / 100ml


MOJA OPINIA: 7/10

Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła to - pojemność. Nie spodziewałam się, że szampony mogą być tak malutkie ;) Aczkolwiek - nie liczy się ilość a jakość. Czy w tym przypadku sprawdza się to powiedzenie?  
Szampon umieszczony został w malutkiej, poręcznej buteleczce z grubszego plastiku (niż z przypadku jedwabiu) o pojemności 100ml. Trochę wyglądem przypomina mi syrop - ma podobną zabezpieczoną zakrętkę (dzięki czemu mamy pewność, ze nikt wcześniej jej nie otwierał). 

Mimo grubszego tworzywa, z jakiego zostało wykonane opakowanie wydostanie zawartości z wnętrza nie sprawia żadnego problemu, a to dlatego, że szampon jest bardzo rzadki.

Pierwsze użycie było trochę niefortunne, bo nie spodziewałam się takiej konsystencji i spora ilość szamponu wylądowała w spływie na dnie wanny. Następne razy były bardziej czujne i uważałam podczas aplikacji na dłoń.



Szampon rzadki o zabarwieniu lekko żółtawym, co można zaobserwować w nakrętce. Mimo takiej płynnej konsystencji nie trzeba było wylewać bardzo dużo szamponu na dłoń, by dokładnie umyć włosy (zresztą zbyt duża ilość na dłoni spłynęłaby do wanny). Wystarczyło naprawdę odrobinę szamponu wydostać z buteleczki, spienić na dłoniach i rozprowadzić na lekko wilgotnych włosach. 


 Szampon bardzo dobrze się pienił, dokładnie oczyszczał włosy i był delikatny dla skóry głowy. Nie zauważyłam dodatkowego przesuszenia czy podrażnienia. Włosy po wyschnięciu były sypkie, błyszczące i delikatnie pachnące. Subtelny zapach otulał włosy i wyczuwalny był na nich cały dzień.
Stosowałam go zarówno bez maski, czy odżywki - nie zauważyłam dodatkowego plątania włosów, ale rozczesywanie mimo to nie było przyjemnością (zawsze zapominam rozczesać włosy przed myciem, stąd późniejsza katorga).

Podsumowując - szampon bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jak to mówią - mała rzecz a cieszy, aczkolwiek 12zł za tak małą pojemność to trochę za dużo jak dla mnie.

PLUSY:
* delikatny i przyjemny zapach
* dobrze się pieni i oczyszcza  
* nie podrażnia skóry głowy
* nie plącze, ale i nie ułatwia rozczesywania
* włosy są miękkie w dotyku i błyszczące

MINUSY:
* zbyt mała pojemność
* za rzadka konsystencja, która przez nieuwagę może wylądować w większości w wannie


Kosmetyk można kupić TUTAJ



Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...