Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Nimm2 pod prysznicem? Czemu nie.

Witajcie!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją żelu, który zna już każde z Was. Unikatowy, oryginalny i przypominający nieco dzieciństwo produkt, a jaki? O tym poniżej.


Za każdym razem, gdy otwierałam opakowanie i przykładałam mojego nosa - skojarzenie jedno, konkretne, na tyle wyraźne, że aż sama byłam w szoku. Nie poczułam tego na konferencji, a dopiero w zaciszu domowym, w mojej maleńkiej łazience. Cukierki owocowe Nimm2 - znacie, wiecie jak pachną, jak smakują? 


A tymczasem tu nie mowa o cukierkach, a o produkcie, który umilał mi wiele kąpieli. Mowa tutaj o żelu pod prysznic Le Petit Marseiliais Werbena i Cytryna. Myślicie, że zwariowałam? Otóż nie - tak mi się kojarzy zapach produktu LPM i nic tego nie zmieni :) Ciekawa jestem, czy Wam chociaż odrobinę przypomina cukierki, a może po prostu miałam na nie ochotę i stąd to skojarzenie?! Skoro wiecie czym pachnie ten żel, przechodzimy do sedna.


Opakowanie duże, bo aż 400ml w kolorze soczystej pomarańczy. Konsystencja dość płynna, łatwo się wydobywało z opakowania do samego końca. Żel był dość wydajny i doskonale się pienił. Nie wysuszał i nie podrażniał skóry. Skóra po kąpieli pachniała jeszcze jakiś czas. Co tu będę się rozpisywać - choćby nawet i przesuszał nieco skórę będę do niego wracać z przyjemnością, z uwagi na zapach przypominający mi soczyste cuksy pełne owocowego nadzienia:D



A gdyby tego było mało - na Konferencji z marką LPM mieliśmy niepowtarzalną okazję stworzyć swoją małą Prowansję i zamknąć ją w słoiczku - w postaci solnego lub cukrowego peelingu.


Przepis na peeling wg LPM: 
  • 200g cukru trzcinowego/soli morskiej
  • ok. 100ml oleju ze słodkich migdałów
  • skórka starta z jednej cytryny
  • 10 kropli olejku cytrynowego
  • 10 kropli olejku z werbeny
  • 20 g koralowca







Peeling z samych naturalnych składników, bez zbędnych dodatków, z olejkami eterycznymi to recepta na piękne, gładkie, pachnące ciało. Z żelem był to duet idealny. Peeling zdzierał zrogowaciały naskórek, wygładzał i pielęgnował skórę, przy tym ją natłuszczając. Skóra po takim zabiegu była każdorazowo idealnie przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Gładka, pozbawiona suchych skórek, dodatkowo umyta żelem z tej linii zapachowej idealnie przygotowana była do nawilżania, czy masażu. Chociaż ja osobiście przyznam, że po takim peelingu dodatkowy masaż czy nawilżenie nie były potrzebne. Sam zabieg złuszczający zapewniał skórze idealny masaż, a zawartość dużej ilości oleju ze słodkich migdałów świetnie nawilżała, zmiękczała i natłuszczała skórę. 


Czytaj dalej »

środa, 31 grudnia 2014

Peeling do ciała Soczysta Malina od Bielendy - recenzja.

Witajcie!

O tym, że lubię peelingi już mówiłam nie raz, nie dwa - powtórzę zatem ponownie. PEELINGI UWIELBIAM i każda nowość, jaką mam okazję przetestować mnie cieszy. Po takim wstępie wiadomo już, jaki produkt poddany zostanie mojej ocenie. Bohaterem tej notki będzie Cukrowy peeling do ciała BIELENDY Soczysta Malina. Czy faktycznie było soczyście? O tym poniżej. 



Opakowanie to plastikowy, zakręcany słoiczek o pojemności 200g w różowej, landrynkowej tonacji kolorystycznej. Peeling jest dodatkowo zabezpieczony wewnątrz folią aluminiową, dzięki której mamy pewność o świeżości produktu. Powiem szczerze, że to opakowanie mnie urzekło :D Nie jestem może miłośniczką różowego koloru, ale ten peeling tak mi się spodobał wizualnie, że nie czekałam długo z jego otwarciem - chciałam jak najszybciej poznać zapach tego cudeńka. 

Zapach owocowy, słodki, świeży - jednym słowem cudowny. Choćby był beznadziejny jako peeling - zachowałabym go jedynie dla zapachu. Gdy otworzyłam opakowanie mój nos poczuł zapach mamby owocowej - aż zachciało się słodkiego ;) Dobra wiadomość dla łasuchów - ten smakołyk nie tuczy, ale za to mocno uzależnia. Podczas stosowania zapach nie zmienia się w chemiczny, nie ulatnia się, wręcz rozprzestrzenia po całej łazience. 



Konsystencja dość zbita, ze sporą ilością drobinek cukru. Drobinki całkiem okazałe, wyczuwalne podczas użytkowania. Przy kontakcie ze skórą suchą - mógłby być za ostry, ale przy wilgotnej skórze masaż z użyciem tego peelingu to czysta przyjemność. Drobinki cukru podczas peelingu rozpuszczają się, ale nie całkowicie. Peeling pozostawia tłustą warstewkę po spłukaniu wodą. Dla mnie nigdy to nie było problemem, więc absolutnie mi to nie przeszkadza. Poza tym zawsze peeling wykonuję na początku kąpieli, następnie biorę prysznic, więc tak czy owak - tłusta warstwa zmywa się wraz z pianą żelową ;)

Kolor jak widać na załączonych zdjęciach - mocno różowy, z nutką delikatnego fioletu. 


Wydajność wg mnie bardzo duża, o ile zużywamy go jedynie na określone partie ciała. Ja stosuję peeling głównie do ud i pośladków, więc peeling zużywa się stosunkowo wolno. Wiadomo, że podczas złuszczania nie zapominam o kolanach, czy łokciach, ale nie zmniejsza to wydajności peelingu. 

Efekty działania jak dla mnie świetne. Przede wszystkim zapach zawładnął moim zmysłem węchu - nawet jak nie robię peelingu, to lubię go sobie czasem powąchać (wiem, jak to brzmi). Peeling jest dość gruboziarnisty, ale w tym wszystkim łagodny. Używany na wilgotnej skórze złuszcza dokładnie to, co powinien złuścić - usuwa martwy, nagromadzony naskórek, natychmiastowo wygładzając skórę. Gdy skóra jest sucha, peeling może nieco podrażnić co wrażliwsze miejsca, ale znam takich, co na sucho się peelingują - wtedy dopiero czują złuszczanie ;P Zawartość substancji oleistych sprawia, że peeling sunie bezproblemowo po ciele, pozostawiając ochronną otoczkę, także po spłukaniu wodą. Na szczęście efekt natłuszczonego ciała znika natychmiast po umyciu. Skóra po wyjściu z wanny jest gładka, miękka i delikatna w dotyku, a dodatkowo cudownie pachnie. Peeling przy standardowym użytkowaniu starcza na wiele aplikacji.


ZALETY:
- ZAPACH!!!
- wydajność
- świetne właściwości złuszczające, dzięki dużej zawartości cukru
- poręczne i spore opakowanie
- wygładza
- natłuszcza
- zmiękcza
- pielęgnuje


WADY:
- dla mnie brak



Podsumowując peeling uważam za świetny produkt! Cudownie pachniał, dobrze złuszczał martwy naskórek, nie podrażnił i nie uczulił. Na skórze pozostawała delikatna tłusta warstewka, ale dla mnie to nie problem. Zawsze peeling jest pierwszym krokiem podczas kąpieli, wraz z pianą spłukiwana jest tłusta warstwa. Ciało po zastosowaniu było wygładzone, delikatne i gładkie w dotyku. 



Czytaj dalej »

czwartek, 6 listopada 2014

Peeling do ciała Love Me Green - recenzja.

Witajcie!

Fakt, że lubię peelingi pod każdą postacią jest chyba powszechnie znany. Jeśli jeszcze o tym nie wiecie - mam bzika na punkcie peelingów i w mojej łazience nieustannie pojawiają się jakieś nowości. Ostatnio wpadły do mojego koszyka dwie nowości z Farmony - opakowania mnie urzekły, oby zawartość była równie czarująca :D
Jak otrzymałam poniższy peeling banan na mych ustach pojawił się olbrzymi. Ta recenzja poświęcona będzie soczyście pachnącemu cudakowi - mianowicie Peelingowi do ciała Love Me Green



Opakowanie to płaski, plastikowy słoiczek z zakręcaną pokrywą. Jest przeźroczyste, dzięki czemu widać ile jeszcze produktu zostało. Wewnątrz znajdziemy 200ml peelingu. Minusem na wstępie jest brak folii zabezpieczającej od środka. Jak tylko dostałam peeling, wszystko wkoło było zatłuszczone ;/ Niestety można byłoby pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu. Biorąc pod uwagę fakt, że peeling jest z dużą zawartością oleju - folia zabezpieczająca zapobiegałaby wyciekaniu olejków ze środka. Łatwo się wydobywa produkt z pojemnika, ale należy uważać, by woda nie dostawała się do środka podczas użytkowania. 


Zapach mega owocowy, cytrusy wręcz kipią z tego peelingu. Czuć soczystą, słodką pomarańczę, z nutką kwaskowatości. Uwielbiam takie owocowe połączenia. Nie jest w żaden sposób męczący, za mocny, czy przytłaczający. Jest idealnie wyważony, unosi się w łazience jeszcze długo po użyciu. Takie produkty uwielbiam, ponieważ dla mnie zapach ma duże znaczenie - używanie tego peelingu jest czystą przyjemnością. 




Konsystencja cukrowo-olejowa. Widać tutaj dwie fazy: płynną i stałą. Przy nakładaniu dobrze jest nabrać po trosze jednej i drugiej. Dzięki fazie olejowej peeling gładko sunie po skórze, a faza cukrowa mocno zdziera martwy naskórek. Peeling ma bardzo duże kryształki cukru, które z olejkami tworzą mocny zdzierak. Wystarczy delikatny masaż, by drobinki cukru pod wpływem ciepła delikatnie się rozpuściły. Jednakże wielkość kryształków cukru sprawia, że nie rozpuszczają się całkowicie (no chyba, że masaż trwałby ponad 10 minut). 

Wydajność przystępna. Biorąc pod uwagę, że peeling stosuje jedynie na uda i pośladki, peeling starcza mi na ponad 10 zastosowań. Gdybym używała peeling na całe ciało - starczyłby zapewne na 4-5 użyć maksymalnie. 


ZALETY:
- naturalny skład
- mocny zdzierak
- idealnie wygładza skórę
- pozostawia skórę miękką i delikatną
- cuuuuuuuuuuuudowny owocowy, rześki, pobudzający i odświeżający zapach, który unosi się w całej łazience
- zadowalająca wydajność

WADY:
- słabe zabezpieczenie opakowania (brak folii może powodować wyciekanie olejku)
- pozostawia skórę tłustą, konieczny jest prysznic po użyciu
- cena około 80 zł zdecydowanie nie zachęca, w tej chwili jest w promocji za 49,90 TUTAJ  (niestety to nadal dużo;/)


Podsumowując peeling dobrze złuszczał martwy naskórek, nie podrażnił i nie uczulił. Na skórze pozostawała tłusta warstewka, ale prysznic problem rozwiązywał. Najpierw peeling, potem kąpiel i po tłustej warstwie nie pozostawał ślad. Ciało po zastosowaniu jest gładkie, delikatne i pięknie pachnące. Soczysty i owocowy zapach mocno przypadł mi do gustu i z chętnie kupiłabym go ponownie, ale w tej cenie mogę mieć kilka równie ładnie pachnących peelingów. Peeling powinien leżeć w jednej pozycji, nie powinno się go przechylać, ani przenosić, bo możemy wytłuścić wszystko wkoło. Zawartość olejków bowiem podczas transportu wylewa się przez przepuszczające denko. Producent powinien pomyśleć o wewnętrznym zabezpieczeniu, co zapobiegałoby wylewaniu się olejków z wnętrze pojemnika. Przy używaniu jedynie na uda i pośladki starczy na ponad dwa miesiące stosowania - przy 1 użyciu w tygodniu. Peeling zdecydowanie polecam i jeśli będziecie miały okazję go wypróbować - koniecznie wykorzystajcie tą szansę. Zapach z pewnością uwiedzie także Was ;)





Za cenę i niedopracowane opakowanie odejmuję punkty. Reszta w pełni mnie zadowala i cieszę się, że miałam okazję poznać coś nowego na swojej skórze. 



Czytaj dalej »

piątek, 26 września 2014

Peeling do ciała z papają FENNEL - recenzja.

Witajcie!


Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć produkt, który zużyłam całkiem niedawno. Mowa o cukrowym peelingu do ciała z papają marki FENNEL

Miałyście okazję już poznać dwa produkty, którym poświęciłam osobne recenzje. Opisywałam już peeling o zapachu lodów truskawkowych, który pokochałam od pierwszego użycia oraz masełko do ciała o zapachu grejpfruta, który spisał się całkiem nieźle. 
Tym razem przyszła pora na kolejny zdzierak - czy wywarł na mnie duże wrażenie? O tym dowiecie się poniżej.

Wybierając bowiem ten produkt oczekiwałam mega owocowego zapachu, który będzie niesamowicie pobudzał i dawał kopa energetycznego na cały dzień. Czy taki właśnie produkt otrzymałam? Niestety nie do końca. 


Opakowanie nieco inne niż w przypadku poprzednika. Tamto było zaokrąglone, wyższe i zawierało aż 300g produktu. Ten scrub ma płaskie opakowanie, o pojemności 200g. To co łączy te peelingi do zakręcane wieczko oraz folia aluminiowa wewnątrz opakowania, która zabezpiecza produkt przed niechcianymi paluchami. Na etykiecie, która znajduje się na dnie opakowania są wszelkie dane dotyczące peelingu, niestety pod wpływem wilgoci, jaka panuje w łazience podczas kąpieli - napisy nieco się rozmyły (co widać na jednym z poniższych zdjęć). Wieczko ma nieregularną powierzchnię, co ułatwia odkręcenie produktu podczas kąpieli.

Zapach niestety bardzo mnie rozczarował. Oczekiwałam bomby owocowej, a dostałam jakiś mdły, zepsuty owoc. Wyczuwalna była w nim nuta pudrowa, jakiś bliżej nieokreślony kwiat, a owocowej nuty niestety brak ;/ Być może spowodowane było to tym, że peeling zaczęłam stosować dwa miesiące przed końcem terminu ważności. Peeling był ważny do 08.2014, a zaczęłam używać go w czerwcu. Tak sobie to tłumaczę, nie otwierałam go wcześniej, więc nie mógł zapach się utlenić. Powiem tyle - jestem zawiedziona zapachem, ale może to moja wina? Jeśli produkt jest świeży - może zapach ma ładny?! Dajcie mi znać, jeśli któraś z Was go miała - jak pachniał? 


Konsystencja dość zbita, z dość sporą ilością drobinek cukru. Drobinki nie były bardzo duże, aczkolwiek wyczuwalne podczas używania. Przy kontakcie ze skórą konsystencja zmieniała się. Peeling dość gładko sunął po ciele, jednakże stosowany na słabo nawilżoną skórę spadał do wanny - jakby się kruszył. 

Wydajność średnia. Zużyłam go po 6 użyciach - może też dlatego tak szybko, bo zapach mi nie odpowiadał ;P Gdyby był mocno owocowy chciałabym zatrzymać go na dłużej, więc i oszczędniej bym go stosowała ;) Używałam peeling na całe ciało, w celu usunięcia martwego naskórka ze wszystkich możliwych suchych miejsc - głównie skupiając się na udach, pośladkach, kolanach i łokciach. 


ZALETY:
- dobrze złuszczał martwy naskórek
- wygładzał i nawilżał skórę
- w tym przypadku mniejsza pojemność była atutem
- poręczne opakowanie

WADY:
- mdły, bliżej nieokreślony zapach
- kiepska wydajność
- zbita i krucha konsystencja



Podsumowując peeling dobrze złuszczał martwy naskórek, nie podrażnił i nie uczulił. Na skórze pozostawała delikatna tłusta warstewka, ale mi to nie przeszkadzało. Peeling zawsze stosowałam na początku kąpieli, potem używałam żelu pod prysznic, więc tłusta warstwa była zawsze spłukiwana. Ciało po zastosowaniu było wygładzone, delikatne i gładkie w dotyku. Niestety peeling zawiódł mnie swoim dziwnym zapachem - nie tego oczekiwałam. Miało być soczyście-owocowo, a było nudno i mdło. Należało ostrożnie się z nim obchodzić podczas używania, ponieważ mógł się kruszyć i spadać na dno wanny/prysznica. Skóra powinna być mocno zwilżona, by peeling delikatnie się zmiękczył i płynnie rozprowadzał się po skórze. Peeling spisał się nieźle, pewnie wróciłabym do niego ze względu na przyzwoite działanie, ale zapach to u mnie kwestia bardzo ważna, więc nie zawita już w mojej łazience. 



Peeling możecie dostać w sklepie firmowym FENNEL w cenie 23zł

Miałyście ten produkt? Polubiłyście się z nim, czy niekoniecznie?



Czytaj dalej »

środa, 15 stycznia 2014

Scrub do ciała o zapachu lodów truskawkowych FENNEL - recenzja.

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat peelingu do ciała marki Fennel. 


Recenzji poddam Scrub do ciała o zapachu lodów truskawkowych. 


Producent pisze o nim tak: 

Nowy ekscytujący sposób na przywrócenie skórze jędrności i gładkości. Naturalne drobinki delikatnie usuwają martwy naskórek, oczyszczają skórę i pobudzają mikrokrążenie. Odżywcze właściwości truskawek nadają skórze jędrność, witalność i zdrowy wygląd. Dzięki peelingowi skóra lepiej wchłania substancje aktywne zawarte w kremach i balsamach.

MOJA OPINIA:

Opakowanie  to zakręcany słoiczek, wykonany z twardego plastiku w kolorze różowym - pojemność 300g.  Kolor opakowania doskonale odzwierciedla zawartość, jaka kryje się wewnątrz opakowania. Na wieczku umieszczono etykietę z nazwą produktu, opatrzoną smakowitą fotografią. Na sam widok człowiek staje się głodny. Peeling jest dodatkowo zabezpieczony folią aluminiową, która utwierdza użytkownika, że nikt paluchów tam wcześniej nie wkładał. Niestety trzeba uważać na opakowanie - ja niestety dostałam z pękniętym dnem (nie wiem co robiono z przesyłką podczas jej transportu). Trochę to smutne, zwłaszcza, że przez to ulatnia się szybciej woń i kosmetyk raczej szybciej straci na przydatności. Stąd też muszę go szybko wykończyć :)


Zapach interesował mnie najbardziej, jak tylko wybrałam ten produkt spośród wielu innych. Zastanawiałam się, czy zapach będzie sztuczny, przepełniony chemią, czy przyjemny - w porywach do smakowity :D  Tutaj się nie zawiodłam. Zapach jest obłędny! Nie czuć w nim nawet odrobiny chemii, zarówno w słoiczku pachnie rewelacyjnie, jak i podczas stosowania. Chyba nawet lody truskawkowe nie pachną tak ładnie jak ten peeling ;) Bardziej przypomina mi połączenie truskawek z mambą i cukierkiem alpenliebe :D Wierzcie lub też nie - ale takiego zapachu chciałabym więcej ;) Mogłabym mieć taki żel pod prysznic, szampon bądź balsam do ciała. Zapach jest intensywny, przepełnia całą łazienkę na długie godziny, nie będąc jednocześnie mdłym czy duszącym. Koniecznie musicie go wypróbować, albo chociaż powąchać! Jestem pewna, że przepadniecie! <3


Konsystencja zdziwiła mnie na początku - przesyłka doszła do mnie, jak na zewnątrz było mroźno. Peeling miał bardzo stałą konsystencję, którą można byłoby kruszyć w palcach. Gdy nabrało temperatury pokojowej, stało się przyjemnym, aczkolwiek nadal o konsystencji dość gęstej i zbitej zdzierakiem. Peeling jest w kolorze różowym, zawierającym w sobie mnóstwo drobinek peelingujących, które dość intensywnie masują nasze ciało, nie powodując jednocześnie podrażnień. 


Wydajność jest bardzo wysoka. Niewiele potrzeba nałożyć peelingu na dłonie, by rozprowadzić na tych partiach, które wymagają złuszczenia. Ja stosuję przede wszystkim na uda i pośladki, plus ewentualnie łokcie, czyli tam, gdzie złuszczanie jest najbardziej potrzebne. Użyłam kilkukrotnie, ale ubytku wielkiego nie widzę. Myślę, że ten piękny zapach zostanie ze mną jeszcze jakiś czas ;)

Efekty stosowania są świetne. To znaczy peeling prócz tego, że cudownie pachnie, rozpieszczając przy tym zmysły, doskonale złuszcza martwy naskórek. Ciało po kilkuminutowym masażu dokładnie spłukuję. Biorąc pod uwagę, że w składzie zawarte są oleje - ciało po spłukani pokryte jest tłustą warstewką. Mi osobiście to w ogóle nie przeszkadza, ponieważ peeling robię zawsze przed docelową kąpielą. Więc tak naprawdę tłusta warstwa zmywana jest razem z żelem pod prysznic. Co można zauważyć już po pierwszym użyciu? Ciało jest idealnie gładkie, mięciutkie i delikatnie zaróżowione. Poprawione jest ukrwienie, ciało wygląda zdrowiej i korzystniej. Po tym peelingu nie jest już konieczne dodatkowe nawilżanie, aczkolwiek skóra jest przygotowana do kolejnych zabiegów kosmetycznych. 


PLUSY:
* zapach i konsystencja
* działanie nawilżające i wygładzające
* ciało wygląda zdrowo i promiennie
* jest bardzo wydajny
* śliczne opakowanie przykuwające wzrok

MINUSY:
* nie zauważyłam

Ocena końcowa: 10/10 
Podsumowując moją recenzję mogę powiedzieć tylko jedno - koniecznie go wypróbujcie! Pięknie pachnie, relaksuje i odpręża, nadaje skórze zdrowego wyglądu i sprawia, że jest aksamitnie gładka. Dzięki zakręcanemu słoiczkowi wydobędziemy peeling do ostatniej drobinki peelingującej. Zdziera martwy naskórek, nie podrażniając przy tym skóry. Jest wydajny, dzięki czemu można cieszyć się walorami peelingu dłużej. Polecam ;) 

Gdy tylko będziecie mieć okazję - koniecznie wypróbujcie.

Pozdrawiam,
Aneta



Czytaj dalej »

sobota, 4 maja 2013

Cukrowy peeling do ciała HEAN Natura - recenzja.


Dzisiaj przybliżę Wam nieco kosmetyk, z którym się polubiłam - jednak dopiero za drugim podejściem.

Na ruszt idzie cukrowy peeling ujędrniający marki HEAN Natura z limonką i żeń-szeniem. 

Opakowanie:
Żel ukryty jest w przeźroczystej butelce o pojemności 200 ml. Opakowanie zwykłe z zamknięciem posiadającym zatrzask. Dzięki takiej bezbarwnej konstrukcji doskonale widać, ile produktu pozostało. Zatrzask jest solidnie wykonany. Mimo, iż peeling stoi na głowie nic się nie wydobywa na zewnątrz. Możemy być spokojne o jego zawartość ;)


Właściwości:























Stosowanie:

Kiedy dusza zapragnie :) ja z reguły takie zabiegi stosowałam wieczorem, by kompleksowo zadbać o ciało, ale ze względu na swój zapach idealnie sprawdziłby się też o poranku. 

Moje wrażenia:


Opakowanie - zwyczajne, proste, bezbarwne - ale mimo to wygodne i praktyczne, nie wysuwa się z dłoni podczas aplikacji. .

Konsystencja - nie za rzadka, lekko żelowa o zabarwieniu zielonkawym. Podczas wydobywania na dłoń wyraźnie zauważalne są zdzierające drobinki w kolorze niebieskim. 


Wydajność - jak napisałam na wstępie do żelu podchodziłam dwukrotnie. Nie wiem dlaczego odłożyłam go na półkę po pierwszej próbie. Jednak cieszę się z powrotu do niego. Używałam go co drugi, trzeci dzień - by nie przesadzić ze zdzieraniem ;P Starczył mi na trzy tygodnie regularnego stosowania. Niewielką ilość wystarczyło wydobyć na dłoń, by zedrzeć martwy naskórek z ciała. W związku ze swoimi właściwościami antycellulitowymi stosowałam go jedynie na uda i pośladki. Reszcie powierzchni wystarczył zwykły żel pod prysznic.

Ogólne wrażenia -  bez wątpienia zapach to główny atut tego peelingu. Świeży limonkowy zapach pobudzał zmysły i umilał kąpiel. Lubię, kiedy peeling ma konsystencję żelową lub galaretowatą, dzięki czemu nie spływa podczas używania z dłoni i z ciała. Peeling stosowałam na wcześniej delikatnie zwilżone ciało. Peeling miał wtedy lekki poślizg i łatwo się rozprowadzał. Drobinki złuszczające były dość spore (w końcu to peeling cukrowy), przez co efekt był silniejszy i bardziej zauważalny. Osobiście lubię mocne zdzieraki, a ten według mnie do takich należy. Nie oznacza to jednak, że ciało jest podrażnione czy obolałe. Wręcz przeciwnie - pojawiało się jedynie delikatne zaczerwienienie, które zanikało już podczas dalszej kąpieli. Podczas masowania ciała wokół roztacza się niesamowicie świeży i owocowy zapach. Można śmiało stwierdzić, że zapach jest faktycznie limonkowo-cukrowy. Nie czułam żadnej chemii, czy sztucznej i nieprzyjemnej woni. Masaż tym peelingiem to czysta przyjemność i dla ciała, i dla zmysłów. Pierwsze zauważalne efekty to niesamowicie wygładzona skóra oraz nawilżenie. Skóra po masażu staje się świeża i delikatnie ożywiona - czuć delikatne uczucie schłodzenia (bez obaw nie utrzymuje się to długo). Skóra po takim zabiegu jest gotowa na przyjęcie balsamu bądź masła (najlepiej o właściwościach ujędrniających). Nie zauważyłam może wyszczuplenia, ale skóra stała się zdrowsza, gładsza i bardziej jędrna. Dodatkowo przy regularnych ćwiczeniach oraz stosowaniu serum ujędrniającego zauważyłam większe napięcie skóry na pośladkach i udach oraz delikatne wygładzenie cellulitu, który wcześniej był bardziej zauważalny. 

Skład dla zainteresowanych:



Plusy:

* zapach świeży i bardzo naturalny
* przyzwoita wydajność
* niska i przystępna cena (około 8-9zł za 200ml)
* konsystencja żelowa
* dobry zdzierak
* pozostawia skórę delikatnie natłuszczoną i pachnącą
* gładka, bardziej jędrna i napięta skóra

Minusy:
* nie zauważyłam ;P

Moja ocena: 8/10 


Za cenę, zapach, przyjemną konsystencję i dobre efekty. Jak dla mnie jest to bardzo dobry zdzierak w przystępnej cenie. Natomiast jakby peeling miał faktycznie właściwości modelujące sylwetkę (o których wspominał producent) dałabym 10 ;D

Znacie markę Hean i ten peeling, czy widzicie pierwszy raz? :D


Pozdrawiam,
Aneta

Czytaj dalej »

środa, 20 lutego 2013

Domowe spa...z pomocą jakich kosmetyków warto umilić sobie wieczór

Biorąc pod uwagę, że jestem na urlopie postanowiłam trochę się zrelaksować, odprężyć i na maksa o siebie zadbać :)

Wczoraj umiliłam sobie wieczór domowymi zabiegami - z pomocą oczywiście kosmetyków. 

Biorąc pod uwagę, że miałam czas by czekać i pozwolić wchłonąć się co poniektórym kosmetykom - zadbałam o ręce, twarz i włosy.

Od włosów począwszy:

- nałożyłam sobie olejek Vatiki (wkrótce zrecenzuję, bo nie mogę jeszcze zbyt jasno określić jego cudownych właściwości - za krótki czas użytkowania) na włosy, oczywiście głowę owinęłam folią i na to turban z ręcznika (teraz mam czepki, więc folię sobie daruję); całość na głowie trzymałam chyba ze 3 godziny...

w efekcie włosy były miękkie, błyszczące i gładkie. Nie wiem jak często musiałabym stosować różnego rodzaju kuracje do włosów, by przestały się puszyć. Głównym powodem, dla którego postanowiłam o nie zadbać bardziej jest fakt codziennego prostowania ;/ ale niestety - moje włosy bez użycia prostownicy wyglądają po prostu KOSZMARNIE! Dlatego pokładam wielkie nadzieję w olejowaniu włosów...

Twarz potraktowałam ze wszystkich stron:

- najpierw zrobiłam sobie peeling całej twarzy. Do tego zabiegu wykorzystałam peeling gruboziarnisty z minerałami morskimi i drobinkami orzecha. Peeling ten po lewej stronie.

 Niby przeznaczony jest do cery tłustej i mieszanej, a ja mam normalną (podobno). Ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza ani różnicy większej nie robi. Wolę peelingi grubszej ziarnistości, bo przynajmniej wiem, że cały martwy naskórek został zdarty do cna ;)

Muszę go trochę opisać, bo nie mogę się powstrzymać!






Od producenta:


Opakowanie:
Jak widać na załączonym obrazku. Wygodna saszetka o pojemności 10ml. Cena 1,29zł w promocji w Hebe.

Właściwości:
Ścierające, odświeżające i łagodzące podrażnienia.



Stosowanie:
1 - 2 razy w tygodniu dla otrzymania zadowalającego efektu.

Efekty stosowania:
I teraz moja kolej. Nie wiem od czego zacząć, bo w sumie nie chcę by coś umknęło. Bardzo lubię peelingi. Stosuję je dość często, zwłaszcza na ciało. Lubię je za zapach, konsystencję i właściwości, jakie posiadają. Przy tym produkcie czar pryska. Kolor w sumie neutralny, nie ma większego znaczenia, ale ten tutaj ma blado niebieski wręcz szarawy odcień - trochę odpychający. Drobinki są mocno wyczuwalne pod palcami. Peeling rozprowadza się całkiem płynnie po twarzy, ale jak na peeling do twarzy był chyba nieco za ostry (nawet peeling cukrowy do ciała nie ma takich ostrych cząsteczek) - to chyba zasługa tych drobinek orzecha włoskiego (a raczej jego łupiny). I coś co mnie odstraszyło i zniechęciło do siebie to okropny zapach! Jeszcze żaden kosmetyk, który do tej pory stosowałam nie odpychał takim ostrym i ciężkim, specyficznym zapachem. I jeszcze jak na złość utrzymywał się na twarzy po zmyciu - okropieństwo.
Dodatkowo twarz była mocno zaczerwieniona i podrażniona ( w efekcie czego peeling zdarł chyba nie tylko naskórek:P). Ogólnie rzecz biorąc - nie przypadł mi do gustu i jak na moją cerę był za ostry.

Moja ocena: 2/10 

Podsumowując, punkty przyznaję jedynie za właściwości ścierające (zdarłby chyba wszystko z twarzy) i za niską cenę. Z pewnością ponownie tego peelingu NIE KUPIĘ.

Jestem ciekawa jak spisze się ten drugi z duetu. Mam nadzieję, że lepiej ;)

- a po przejściach peelingowych nałożyłam maseczkę Rival de Loop truskawkowo -waniliową.

Sama aplikacja była czymś wspaniałym bo takiej katordze z peelingiem. Maseczka ma pudrowo-różowe zabarwienie. Delikatna i kremowa konsystencja idealnie rozprowadzała się po twarzy, dając ukojenie zmasakrowanej twarzy ;] Ma za zadanie odżywić i wprawić w dobre samopoczucie.


Opakowanie zawiera dwie maseczki po 8 ml. Zawartość pozwala na pokrycie całej twarzy dość obfitą warstwą maski.
Producent zaleca trzymać ją przez 10-15 minut na twarzy po czym pozostałości usunąć wacikiem. Ja trzymałam maseczkę nieco ponad 20 minut, przez co zaczęła mi przysychać na twarzy ;P
W efekcie czego nie dało jej się usunąć wacikiem, tylko zaczęła się rolować i trzeba było zmyć jej nadmiar ciepłą wodą.
Jednak mimo to uważam, że maseczka jak za taką cenę (1,29zł w promocji Rossmanna) bardzo fajnie się sprawdziła. Skóra stała się miękka, nawilżona, odprężona i przede wszystkim ukojona po nieprzyjemnym zdzieraniu ;P

Dokończyłam zabiegi smarując twarz kremem Vichy i poczułam, że twarz odpoczywa :)

No i ostatni element domowego spa, czyli dłonie

Dłonie również poczuły co to peeling, chociaż łagodniejszy. Użyłam kurację z Eveline, w której skład wchodził: peeling do rąk oraz maska-serum do rąk.  Opakowanie rozdzielone, które łatwo za jednym pociągnięciem przedzielić na dwie saszetki (po 6 ml każda).

























Peeling dla wzmocnienia efektu wmasowałam w suchą skórę dłoni (bez zwilżania wodą). Masowałam tak około 15 minut. Po czym zmyłam wszystko ciepłą wodą. Dłonie jeszcze przed nałożeniem maski były wyraźnie wygładzone i aksamitne w dotyku.

Po tym na dłonie nałożyłam serum i też masowałam, aż do wchłonięcia całości. Zawartość saszetki to trochę dużo jak na jedną aplikację, ale masowałam cierpliwie. Po około 12-15 minutach wchłonęło się wszystko. Jednak ręce trochę się lepiły, więc musiałam je przetrzeć dodatkowo chusteczką. 

I tak po kąpieli i kilku godzinach mojego domowego spa poszłam spać z pięknymi włosami, nawilżoną (chociaż delikatnie podrażnioną) twarzą oraz gładkimi i nawilżonymi dłońmi.

Czy Wy też czasem pozwalacie sobie na takie przyjemności i domowe zabiegi?
Jestem ciekawa co Wy wtedy stosujecie i jakie osiągacie efekty.

I na dopełnienie domowego spa kąpiel z dodatkiem kuli do kąpieli.
A oto moi ulubieńcy:




Kule do kąpieli Dairy fun (kupione w promocji za 6,89zł w Rossmannie).









Oraz kule Frizzing bath bombs z Biedronki za 7,99zł. 










Sporo tego co? Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca <3 
Chociaż post jest dłuuuugi :D


Pozdrawiam cieplutko,
Aneta

Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...