sobota, 30 marca 2013

Szampon nawilżająco - regenerujący Z APTECZKI BABUNI, Joanna

Tym razem coś z serii włosowej. Szampon do włosów Joanny Z APTECZKI BABUNI, nawilżająco - regenerujący.




Od producenta i skład:


Dzięki zawartemu ekstraktowi z miodu, włosy staną się silnie nawilżone (wszystko za sprawą cukrów, aminokwasów i witamin). Mleko natomiast jako źródło protein mlecznych odżywi, nawilży i ochroni włosy.


Opakowanie:


Szampon ukryty jest w mlecznej buteleczce o pojemności 300 ml. Opakowanie dość proste w swej konstrukcji, zamknięcie standardowe z zatrzaskiem. Mleczne i nieprzeźroczyste opakowanie trochę utrudnia sprawdzenie, jaka ilość szamponu jeszcze pozostała do zużycia, ale raczej można to wyczuć, gdy podczas aplikacji już nic nie wydobywa się z butelki ;P


Właściwości:


Szampon nawilżająco-regenerujący dzięki zawartości składników naturalnych, korzystnie wpływa na poziom nawilżenia włosów, poprawia ich wygląd i kondycję. W rezultacie: dokładnie i skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy, wygładzi włosy i sprawi, że staną się milsze w dotyku, sprężyste i bardziej lśniące.

Stosowanie:


Niewielką ilość szamponu rozprowadzić na wilgotnych włosach, delikatnie wmasować do uzyskania piany, a następnie obficie spłukać. W razie potrzeby czynność powtórzyć.


Moje wrażenia:


Opakowanie - poręczne, proste w wykonaniu i dobrze trzyma się w ręku podczas aplikowania na głowę. Nawet, gdy ręce były mokre, szampon pewnie trzymał się w dłoni.

Konsystencja - płynna, bezbarwna i niebyt gęsta. Trzeba wylać odpowiednio małą ilość, by szampon nie spłynął z dłoni do wanny. 

Wydajność - przy moim myciu średnio co drugi dzień starczył na miesiąc używania z drobnymi przerwami na inne szampony. Na dłoń musiałam wylać trochę tego szamponu, by spienić całą głowę. 

Ogólne wrażenia - pierwsze co mi się spodobało to bezwzględnie zapach mleczno - waniliowy (trochę jak shake waniliowy w McDonalda). Szampon bardzo fajnie się pienił, roztaczając wkoło przyjemny aromat rozpieszczający zmysły. Dobrze zmywał oleje z głowy oraz maski (które na dłuższy czas pozostawiałam na głowie w wiadomym celu). Zawsze myję włosy dwukrotnie, by mieć pewność, że zostały porządnie oczyszczone ze wszelkich zabrudzeń.

Włosy po umyciu były miękkie, gładkie i delikatne w dotyku. Stały się bardziej błyszczące i podatne na układanie. Zauważyłam też, że były bardziej puszyste i nie stawały się oklapnięte po całym dniu. 
Ostatnio też mam duży problem z mocnym wysuszeniem skóry głowy i staram się uważać na stosowane kosmetyki do pielęgnacji włosów. Nadmiernie pachnące i nafaszerowane różnymi dziwnymi składnikami raczej im nie służą. Plusem jest to, że szampon dodatkowo nie wysuszył mi skóry głowy (bo tego bym nie zniosła), ale raczej dodatkowego nawilżenia niestety nie zauważyłam. Z uwagi na zapach i fakt, że moje włosy go lubią i wyglądają korzystnie po jego używaniu stosować go będę dalej. Jednakże byłoby lepiej, gdyby uporał się też z przesuszoną skórą głowy. Wszystkiego mieć nie można i w tym wypadku to prawda.


Plusy:

* zapach
* wydajność
* nie wysusza dodatkowo skóry głowy
* włosy błyszczą, są miękkie w dotyku i bardziej puszyste
* cena w granicach 5-6 zł za 300 ml jest bardzo przystępna

Minusy:

* nie nawilża dodatkowo skóry głowy
* konsystencja trochę za rzadka

Moja ocena: 7/10 

Z uwagi na fakt, że poszukuję czegoś nie tylko do pielęgnacji włosów, ale i skóry głowy będę poszukiwać dalej. Ogólnie lubię ten szampon i stosować go będę, bo o włosy dba bardzo dobrze.


Miałyście jakiś szampon z Apteczki Babuni godny uwagi? A może polecicie mi jakieś cudo, które pomoże mi uporać się z przesuszoną skórą głowy?


Pozdrawiam,
Aneta

Czytaj dalej »

Eveline Hydra Expert - płyn micelarny 3 w 1


Dzisiaj recenzja płynu micelarnego, który miałam okazję używać ostatnio, czyli Hydra Expert 3 w 1.




Od producenta:


Płyn micelarny bez kompozycji zapachowej wskazany do oczyszczania i demakijażu oczu, twarzy i szyi. Ma zastąpić mleczko i tonik. 

Dzięki swojej lekkiej formule bogatej w składniki nawilżające i łagodzące, daje uczucie natychmiastowego ukojenia skóry.

Skład:

Aqua/Water, Hyaluronic Acid, Glycerin, Polysorbate-20, Aqua/Glycerin/Orchis Mascula Extract, Water/Butylene Glycol/Laminaria Hyperborea Extract, Hdrolyzed Collagen/Hydrolyzed Elastin, Betaine, Panthenol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Allantoin, Polysorbate 20/PEG-20 Glyceryl Laurate/Water/Tocopherol/Linoleic Acid/Retinyl Palmitate, Methylchloroisothiasolinone/Methylisothiasolinon, Disodium EDTA.



Opakowanie:


200ml - w standardzie 150 ml (ten miał 50 ml gratis). Cena w granicach 10-15zł w zależności od sklepu i promocji.


Właściwości:


Dzięki zawartym składnikom, płyn sprawdza się na wielu płaszczyznach. Micele - cząsteczki, które skutecznie usuwają zanieczyszczenia i makijaż (nawet wodoodporny) z powierzchni skóry. Kwas hialuronowy - silnie nawilżająca, naturalna substancja nadaje skórze miękkość, elastyczność i jedwabistą gładkość. Algi laminaria - sole mineralne zawarte w algach wzmacniają strukturę skory, czyniąc ją sprężystą i jędrną. Kompleks witamin A+E+F - głęboko odżywia i regeneruje skórę, zapewniając jej elastyczność. D-PANTHENOL - wpływa na prawidłowy proces regeneracji komórek skóry; działa łagodząco i przeciwzapalnie. Ekstrakt z Orchidei - jest naturalnym źródłem energii dla komórek skóry, zapewnia witalność, jędrność i blask.

Stosowanie:


Oczyścić twarz i szyję wacikiem nasączonym płynem. W przypadku demakijażu oczu przytrzymać przez chwilę nasączony płatek na zamkniętej powiece, czynność powtarzać do momentu, aż wacik pozostanie czysty. Preparat nie wymaga spłukiwania i polecany jest do każdego rodzaju cery, w tym również wrażliwej.

Moje wrażenia:


Płyn znajduje się w przeźroczystym, poręcznym opakowaniu - przez co widzimy, ile zużyłyśmy, a ile preparatu pozostało jeszcze wewnątrz.
Dzięki kształtowi przypominającemu kobiecą figurę, można łatwo i pewnie chwycić butelkę w dłoni bez obawy, że wyślizgnie się z uchwytu. Na zewnątrz opakowania znajdują się najbardziej przydatne informacje, które mogą pomóc przy wyborze produktu. 

Wygląd jest kobiecy i subtelny, mi osobiście się podoba taki minimalizm.
Płyn jest rzadki, w końcu w składzie jest woda ;) Nie ma żadnego zabarwienia, ani zapachu. Chociaż podczas przemywania twarzy w okolicach nosa, wyczuwałam lekko alkoholową nutę. Osobiście mi to nie przeszkadzało, jako, że zapach był bardzo delikatny i nie drażniący. 
Na górze znajduje się zamknięcie typu flip-top. Jest to zamknięcie szczelne, nic się nie wylewa, jednakże otwór do aplikowania produktu jest dość dużej średnicy, przez co musimy uważać, by wacika nie nasączyć zbyt intensywnie. Generalnie nie jest to problemem, wystarczy się przyzwyczaić.


Płyn stosowałam wieczorem do demakijażu i czasem w ciągu dnia do odświeżania cery. Dzięki czemu starczyło mi na prawie dwa miesiące użytkowania. Do codziennego demakijażu potrzebowałam około 4 wacików. Czy to dużo? Jak dla mnie ilość optymalna. Dwa do oczu - jeśli makijaż jakiś mocniejszy potrzebowałam poprawki i do reszty twarzy jeden, a na koniec jeszcze ostatni by pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń. 

Makijaż oczu zmywał przyzwoicie, chociaż wacik trzeba było nieco dłużej potrzymać na zamkniętej powiece (zgodnie z zaleceniami). Gdy płyn dostał się do oka, a makijaż nie był dokładnie jeszcze zmyty - pojawiało się pieczenie (ale nie uważam, żeby była to wina płynu, a raczej roztworu płynu, eyelinera i tuszu do rzęs). Podczas kontaktu z okiem parę razy się spienił, ale to tylko w sytuacji powyżej opisanej mieszanki ;P
Jeśli płatek kosmetyczny nie został przyłożony do powieki w celu rozpuszczenia kosmetyków naocznych, mógł pojawić się "efekt pandy", bo wszystkie kosmetyki zostały skutecznie rozmazane na oczach i pod nimi. U mnie z tym problemu nie było. Z moim makijażem sobie radził wystarczająco. Nie wiem jak z wodoodpornym, bo nie używam tego typu kosmetyków ;)

Jeśli chodzi o twarz po zastosowaniu płynu Hydra Expert. Twarz przyjemnie schłodzona, nie wyczuwałam uczucia ściągnięcia. Cera po przemyciu była mięciutka i przyjemna w dotyku. Zawsze używam kremu do twarzy po demakijażu, ale w sumie nie byłby nawet potrzebny. Skóra nie była przesuszona. Ogólnie rzecz ujmując - skóra po tym prawie dwumiesięcznym użytkowaniu tego płynu, stała się promienna, odżywiona i delikatna w dotyku. Nie zauważyłam poprawy jędrności, bo z tym raczej problemu nigdy nie miałam, ale stała się z pewnością elastyczna. 

Problemowe dla wrażliwych osób może być to delikatne pieczenie, czy pienienie się płynu, a także ten dziwny alkoholowy zapach.  


Plusy:

* przeźroczyste i estetyczne opakowanie
* wydajność
* pozostawia skórę mięciutką, gładką i delikatną
* skóra jest elastyczna i promienna 
* zmywa przyzwoicie
* nie przesusza 

Minusy:

* możliwość wystąpienia pieczenia
* pieni się czasem
* zapach alkoholu wyczuwalny podczas przemywania w okolicach nosa


Moja ocena: 7/10 

Podsumowując - uważam, że płyn micelarny od Eveline jest całkiem przyzwoity w tym przedziale cenowym. Przy stosowaniu się do zaleceń nie sprawia problemów. Jego wydajność sprawiła, że mogłam go dobrze przetestować i wyrobić sobie zdanie na jego temat. Nie wiem, czy kupię ponownie, bo mam inny płyn od tego producenta oraz wiele innych do wypróbowania. Póki co płyn z AA jest lepszy. Czy znajdzie się jego godny zastępca? Czas pokaże ;) 



Miałyście płyn z Eveline? Jakie wrażenia?


Pozdrawiam ciepło,
Aneta




A korzystając z okazji chciałam Wam wszystkim życzyć wytrwałości, ciągłych inspiracji i nowych wyzwań związanych z prowadzeniem bloga. Cieszę, że jestem z Wami! :D

Wesołych Świąt, pełnych spokoju, miłości i radości  Wam życzę kochane!

Źródło: www.tapeteos.pl
Czytaj dalej »

środa, 27 marca 2013

Essence i Catrice - lekkie brązy

Dzisiaj prezentacja dwóch lakierów w odcieniach brązu - Essence (jasny brąz) oraz Catrice (ciut ciemniejsza  wersja). Płytka pociągnięta jest dwiema cienkimi warstwami lakieru.
Essence.



A tak prezentuje się na moich skróconych pazurkach.





Catrice.

I na paznokciach (dziwny efekt zauważyłam - konsystencja jest tak płynna, że lakier podczas malowania spływa w stronę skórek, przez co końcówki paznokci wyglądają jakby lakier się starł ;/ a był świeżo nałożony ;P)






Czy któryś kolor przypadł Wam do gustu, czy raczej nie jest to kolor przez Was lubiany?

Pozdrawiam,
Aneta

Czytaj dalej »

poniedziałek, 25 marca 2013

Liebster Blog Award po raz kolejny - zbiorcze odpowiedzi.

Tym razem dzięki wyróżnieniu od Lychee oraz Dominiki będę miała przyjemność odpowiedzieć Wam na pytania zadane przez dziewczyny. Dziękuję Wam za to i życzę przyjemnego czytania ;)

Pytania od Lychee: 
1. Co nosisz w torebce?
Błyszczyk, wazelinę do ust, wodę toaletową, chusteczki, portfel ;)

2. Jaka jest Twoja ulubiona książka?

Sagę "Zmierzchu" dotychczas ;] a z takich standardowych "Lalkę" B.Prusa :)

3. Lubisz zakupy w lumpeksie?
Generalnie z przyjemnością by sobie tam pomyszkowała, ale nie mam w pobliżu fajnych lumpków z cudeńkami. Zazdroszczę dziewczynom, które za mniej niż 10zł potrafią znaleźć rewelacyjne ubrania.

4. Kosmetyk bez którego nie możesz żyć to...?

Maska do włosów.

5. Co wolisz - płaskie buty czy na obcasie?

Na co dzień raczej płaskie balerinki bądź adidasy, a w pracy obcasy.

6. Gdybyś mogła na 1 dzień stać się inną osobą - kto by to był?

Mężczyzną ;) by poznać meandry ich umysłu :D

7. Jaka jest Twoja ulubiona marka kosmetyczna?

Eveline - większość kosmetyków mam właśnie z tej firmy :)

8. Jakie  3 rzeczy zabrałabyś  na bezludną wyspę?

Dobrą książkę, czerwone wino i krem z filtrem :D

9. Czego w życiu nigdy nie zjesz?

Suszonych i wędzonych robaków!!! Rarytas w niektórych krajach ;/

10. Uprawiasz sport? Jaki? 

Rower, aqua aerobic i fitness. To raczej formy spędzania wolnego czasu aniżeli rodzaje sportów ;)

11. Czy jest kosmetyk, który bardzo chcesz wypróbować, ale cena jest zbyt wysoka?

Meteoryty Guerlain.

Pytania od Dominiki:
1. Jak się relaksujesz?
Wanna i gorąca kąpiel z użyciem kuli do kąpieli, albo w łóżku z książką ;)

2. Ile razy w tygodniu ćwiczysz?
To zależy. Kiedyś ćwiczyłam codziennie, teraz różnie. Ale staram się minimum 4 razy w tygodniu. Jak rozpocznie się wiosna pełną parą to rower wyciągnę i wtedy zawsze, gdy czas mi na to pozwoli ;)

3. Zażywasz jakieś witaminy?
Nie jestem regularna, więc nie. Ostatnio glukozaminę na wzmocnienie stawów kolanowych, ale zaprzestałam.

4. Jaka jest Twoja ulubiona odżywka do włosów?

Od niedawna Biovax regenerująca.

5. Jakie jest Twoje ulubione danie?

Chińczyk w wykonaniu mojego mężczyzny :D

6. Gdzie wybierasz się na wakacje?

Pewnie nigdzie ;/ 

7. Chciałabyś poznać swoją przyszłość?

Boję się ;P więc wolę chyba pozostać w niewiedzy :D

8. W jakim zawodzie pracujesz?

Bankowość.

9. Jaki jest Twój ulubiony film?

Miasto aniołów, Armageddon i Zmierzch :D

10. Jaka jest Twoja ulubiona książka?

Napisałam powyżej ;]

11. Skąd czerpiesz motywacje i inspiracje do prowadzenia bloga?

Od innych dziewczyn :)

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje odpowiedzi.
Nie będę nikogo nominować. Zadam natomiast pytania i chętni mogą odpowiadać w komentarzach. Będzie mi bardzo miło poczytać co nieco na Wasz temat ;)

Oto one:

1. Twoja ulubiona przyprawa, bez której potrawa nie miałaby sensu?
2. W kuchni smakujesz czy gotujesz?
3. Walentynki - obchodzisz, czy raczej spędzasz ten dzień jak każdy inny?
4. Ulubione imię męskie?
5. Kaloryfer czy poduszeczka? Oczywiście chodzi o męską budowę ciała?
6. Herbata zielona, czarna czy może owocowa?
7. Szybki przepis na coś pysznego?
8. Sposób na piękne i zadbane dłonie?
9. Lubisz swoje ciało? Co w nim kochasz, a co byś zmieniła bez wahania?
10. Ulubiony balsam do ciała problematycznego - z cellulitem? (jeśli to Cię nie dotyczy zazdroszczę;])
11. Włosy długie czy krótkie?

Z przyjemnością poznam Wasze odpowiedzi. Zachęcam do odpowiadania i życzę miłego dnia :*


Pozdrawiam,
Aneta


Czytaj dalej »

Małe co nieco - woski Yankee Candle i kremy L'occitane

Moje małe nabytki piątkowo-sobotnie.

Na blogach tyle dobrego czytałam na temat wosków YC, zastanawiałam się - czy one faktycznie są takie rewelacyjne? Stwierdziłam, że spróbuję i ja.

Nie kupiłam ich wiele, bo najpierw muszę przetestować cokolwiek, by móc stwierdzić, czy warto. Biorąc pod uwagę wielkość tych wosków - pomyślałam, że 6 zł to trochę dużo jak za takie maleństwo. Jednak cofam to, co pomyślałam. Kawałek wosku wystarcza, by w domu unosił się intensywny i bardzo przyjemny zapach.

Oto moje nabytki:


Yankee Candle - Black Coconut, jeden z nowszych wesji zapachowych. Poszedł na pierwszy ogień i przyznam, że jest bardzo przyjemny dla noska, chociaż po dłuższym paleniu można odczuwać "ciężar" tego zapachu. Ale jestem bardzo mile zaskoczona - takie maleństwo, a wiem już, że starczy na baaaaaaaaardzo długo ;)

Yankee Candle - Lemon Lavender. Czeka na swoją kolej jak pozostałe trzy wersje zapachowe. Ale pachnie przyjemnie nawet przez tą otoczkę foliową.













Yankee Candle - Mango peach salsa. Wersja owocowa i przyjemna. Mam nadzieję, że polubimy się z tym woskiem ;)















Yankee Candle - Vanilla Lime. Fajne i interesujące połączenie. Ciekawi mnie, jakie wrażenie po sobie zostawi.













Yankee Candle - Wild passion fruit. Kolejny owocowy zapach.
















Generalnie faza owocowa. Teraz zakupiłam świeże i dobrze zapowiadające się wersje zapachowe. Sama jestem ciekawa, jak się sprawdzą i czy pozostaną u mnie na stałe. Wiem tyle - gdy je zakupiłam, z torebki wydobywał się prześliczny zapach. Wiedziałam, że skoro pachną tak intensywnie jeszcze przed użyciem, to w domu będę zachwycona. Póki co pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Myślę, że to nie będą moje jedyne woski Yankee Candle.

Wiem, że Wy też je uwielbiacie, bo czytam o nich na blogach. Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione zapachy? Może przy kolejnych zakupach skorzystam z Waszych porad? ;)

I mam jeszcze jedną fajną informację. W nowym wydaniu Glamour macie kupon, który upoważnia do odebrania 3 próbek po 10 ml kremów L'occitane. Wystarczy wypełnić i udać się do najbliższego punktu markowego. Kremiki są ślicznie zapakowane - także L'occitane się postarało. Dzięki temu można wypróbować je i może skusić się na pełnowartościowe kremy?

A tak oto się prezentują w opakowaniu i z osobna:










Krem do rąk Kwiat Wiśni














Krem do rąk z masłem Shea 


Krem do rąk Pivoine Flora


















A czy Wy odebrałyście już swoje próbki kremów? ;)


Pozdrawiam, 
Aneta.
Czytaj dalej »

niedziela, 24 marca 2013

Migdałowy olejek do kąpieli L'occitane - recenzja

Dzisiaj przedstawię Wam produkt, który sprawił, że zwariowałam! :D

Migdałowy olejek do kąpieli L'occitane.

Od producenta:

Olejek przeistacza się w bogatą, zmiękczającą pianę - o niepowtarzalnej konsystencji - 

pozostawiając na ciele satynowe wykończenie. Wzbogacony w olejki migdałowe i odżywcze

lipidy. Delikatnie oczyszcza, pozostawiając na skórze smakowitą woń.



Skład:


Mipa-laureth sulfate, laureth-3, vitis vinifera (grape) seed oil, caprylic/capric triglyceride, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, sorbitan, cocamide mea, propylene glycol, tocopherol, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, glycine soja (soybean) oil, limonene, coumarin, linalool



Opakowanie:


250ml - pełnowymiarowy produkt, mój testowany miał pojemność 75ml.


Właściwości:


Oczyszczające, odżywiające, nawilżające i natłuszczające. 

Stosowanie:

Tak często jak tylko tego potrzebujemy. Oczywiście podczas kąpieli - pod prysznicem, albo jako dodatek do wanny. Można używać rano i wieczorem, nie ma ograniczeń.

Pod prysznicem: wystarczy wylać parę kropel na gąbkę, myjkę lub prosto na dłoń i delikatnie rozprowadzić na całym ciele. Niewielka ilość wystarcza by uzyskać dużą ilość piany. Olejek ma konsystencję płynną o lekko żółtym zabarwieniu, łatwo się aplikuje, jednak to maleńkie opakowanie trochę utrudnia aplikację. Trzeba ostrożnie aplikować, by nie wylać za dużo. 

W wannie: trzeba było wylać znaczną ilość, by cała wanna napełniła się dużą ilością piany. Osobiście uważałam, że olejek nie pieni się - jakże się myliłam. Pieni się i to całkiem intensywnie ;) Woda w wannie nie zabarwia się, natomiast zapach, który unosił się podczas kąpieli był obłędny. 

Efekty stosowania:


Mogłabym pisać o tym olejki same ochy i achy, bo jest tego wart! Mam raczej skórę skłonną do wysuszeń, jest wymagająca i wiele trzeba by zaspokoić jej nie lada oczekiwania. Gdy dostałam olejek miał on konsystencję żelu, bardziej stałą niż płynną. Zdziwiłam się, ale po kilku minutach w cieple olejek stał się olejkiem ;) Otworzyłam, by sprawdzić jaki zapach mieści się w tej maleńkiej buteleczce. Przepadłam totalnie. Gdyby były perfumy o takim zapachu bez zastanowienia bym je kupiła. Olejek jest migdałowy, jednak ja nie wyczuwam w nim migdałów. Jest specyficzny, ale tak nieziemsko przyjemny, że mogłabym go wąchać bez przerwy. 
Mimo, że opakowanie, które otrzymałam było małe (zaledwie 75ml) starczyło mi na wiele kąpieli. Przekonana byłam, że po dwóch kąpielach będzie zużyte, jednak starczyło mi na około 7 użyć, w tym jedna kąpiel w wannie. Ciało po kąpieli było nawilżone, gładkie i pachniało ślicznie przez kilka dobrych godzin. W łazience utrzymywał się świeży i orzeźwiający zapach. Olejek zaskoczył mnie pozytywnie, właściwości odżywcze i pielęgnacyjne zauważalnie wpłynęły na wygląd skóry. Nawilżanie dodatkowo balsamem czy kremem okazywało się zbędne, bo skóra była mięciutka i przyjemna w dotyku. 
Producent w tej kwestii nie zawiódł i napisał samą prawdę. Skóra z aksamitnym wykończeniem, odżywiona i oczyszczona dodatkowo otulona smakowitą wonią. 
Generalnie jestem zachwycona i wdzięczna portalowi ofeminin.pl za możliwość wypróbowania tego cudeńka! Wiem jedno - gdy tylko pojawi się promocja cenowa na pełnowymiarowy produkt - bez wahania kupię ten olejek!

Plusy:

* bezwzględnie zapach
* konsystencja olejku
* wydajność
* właściwości nawilżające, odżywcze i pielęgnacyjne
* nie pozostawia na skórze tłustej warstwy
* skóra jest aksamitna w dotyku
* bardzo dobrze się pieni
* rozpieszcza zmysły
* wygładza ciało

Minusy:

* cena za pełnowymiarowy produkt - około 75 zł za 250ml
* w tym wypadku za mała pojemność, która za szybko się skończyła ;P




Moja ocena: 10/10 

Opiszę to jednym słowem - REWELACJA :D


Miałyście, stosowałyście i pokochałyście jak ja? ;]


Pozdrawiam,
Aneta
Czytaj dalej »

Misz masz lakierowy :D

Mój manicure wykonany z pomocą poniższych lakierów. Od lewej Revlon z mieniącymi się drobinkami z elementami brokatu, blogerski Wibo Gel Like od Amethyst oraz Wibo Express growth.




Pierwszą warstwą była odżywka 8w1 z Eveline, potem warstwy lakieru i na koniec odżywka nabłyszczająca. Całość utrzymała mi się trzy dni :) oczywiście lakiery lekko starły się na końcach, ale odprysków nie zauważyłam. Nawet u mnie w pracy takie połączenie przeszło bez komentarzy :D

Lubicie takie zestawienia, czy zrobiłybyście inaczej?

Pozdrawiam cieplutko,
Aneta ;]
Czytaj dalej »

wtorek, 12 marca 2013

Cien bodycare. Shower cream with milk protein and aloe vera - recenzja.

Moje kosmetyczne eksperymenty nie dotyczą jedynie produktów drogeryjnych, markowych i znanych. Czasem zdarza mi się sięgnąć po mało znane, albo i nieznane "cudaki", które czymś mnie zainteresowały i spotęgowały we mnie chęć wypróbowania, a następnie podzielenia się swoimi doświadczeniami z Wami.

Najczęściej widują mnie w Rossmannie oraz w Drogerii Hebe, czasem w Super Pharm. Oczywiście stałą bywalczynią jestem też Biedronki, której nie mogę ominąć obojętnie, zwłaszcza z uwagi na fakt, że mają tam mnóstwo promocji i pojawiają się kosmetyki znanych marek w śmiesznie niskich cenach. Prócz Biedronki zaglądam też do Lidla (zwłaszcza, że na bieżąco oglądam gazetki promocyjne w necie i tylko się czaje na jakieś Mega Okazje). Czy Wy też tak macie?

Ale do rzeczy.

Pod lupę w dniu dzisiejszym idzie żel z mało znanej marki własnej Lidla. Mianowicie żel pod prysznic z serii Cien bodycare.




Skład dla zainteresowanych(jak dla mnie trochę odstrasza mimo, że nie znam poszczególnych elementów - brzmią strasznie, nawet jak tylko się je czyta):
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, PEG-7 glyceryl cocoate, Gycol Distearate, Sodium Benzoate, Pafrum, Aloe Barbadensis,Leaf Juice, Sine Adipe Lac, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Laureth-4, Styrene/Acrylates,Copolymer, Polyquaternium-7, Potassium Sorbate, Hydroxypropyl,Guar Hydrozypropyltrimonium Chloride, Formic Acid, Sodium Lauryl Sulfate.




Od producenta:
Łagodna formuła z neutralnym PH. Połączenie składników nawilżających pomaga chronić skórę przed nadmiernym wysuszeniem jej.

Opakowanie:
Dość poręczne o pojemności 300ml. Chociaż przy pierwszym użyciu nieco naderwał się jeden plastikowy zaczep przy zamknięciu. Butelka nie jest przeźroczysta, ale pod światło łatwo zauważyć, ile produktu jeszcze pozostało do zużycia. 

Właściwości:
Na opakowaniu znajduje się tylko informacja o właściwościach nawilżających. To jedyna informacja, którą znalazłam na odwrocie.

Stosowanie:
Wedle uznania i częstotliwości korzystania z prysznica.

Ocena produktu i efektów jego działania:
Żel przeznaczony jest do skóry normalnej, która nie jest nadmiernie wysuszona. Żel ma przyjemną, kremową konsystencję oraz świeży i odprężający zapach. Ja stosowałam go wieczorem, gdyż zapach wprawiał mnie w lepszy nastrój. Lekko odprężał i relaksował. Trudno jest mi porównać ten zapach to czegoś konkretnego, ale pachnie trochę jak jabłko z aloesem ;) Od razu kojarzy mi się z czystością. Jednak poza fajną kremową konsystencją i owocowym zapachem nic ponad to nie zauważyłam. Żel co prawda pieni się bardzo dobrze, ale ilość jaką zużywałam do jednego mycia pozostawia wiele do życzenia. W łazience zapach się unosi, ale na skórze nie ma śladu już po wyjściu spod prysznica. Plusem jest fakt, że nie wysusza dodatkowo skóry, ale i dodatkowo jej nie nawilża. W zanadrzu mam jeszcze dwa inne żele z tej serii (może mnie pozytywnie zaskoczą). Generalnie tęsknić za tym żelem nie będę.

Zalety:
* świeży, z nutą owocową zapach
* pojemność opakowania
* kremowa i dobrze rozprowadzająca się na ciele konsystencja
* nie wysusza ciała
* i bezwzględnie CENA - około 3 zł

Wady:
* mało wydajny
* nie nawilża ciała
* ciało nie pachnie
* jest dość rzadki


Moja ocena: 2/10 
Podsumowując punkty przyznaję za zapach i niską cenę. To by było na tyle, jeśli chodzi o podsumowanie. W sumie jest to produkt bardzo przeciętny, jak dla mnie nawet kiepski. Niestety przyjemna woń unosząca się w łazience podczas kąpieli to nie wszystko. Nie nawilża, nie odżywia i w zasadzie nie robi nic, co mogło by mnie skłonić do ponownego zakupu. Może dwa pozostałe żele spiszą się lepiej, a może bardzo podobnie. Przekonam się wkrótce. Na pewno ponownie nie kupię tego żelu.


Miałyście kiedyś produkty Cien? Co Wam przypadło do gustu, a czego lepiej unikać?

Pozdrawiam ciepło i do przeczytania ;*
Aneta
Czytaj dalej »

wtorek, 5 marca 2013

Niebieski lakier Wibo.


Znowu Wibo - tym razem lakier o niebieskim odcieniu. Express growth, numer 353.



Nie będę się rozpisywać - każdy widzi jak prezentuje się na paznokciach. Płynna konsystencja, pędzelek dobrze trzyma się malowanej powierzchni, dzięki czemu nie ma problemów z dokładnością malowania. Dwie warstwy standardowo wystarczą, by płytka była wystarczająco pokryta. 

  


























Lakier schnie w bardzo szybkim tempie. Utrzymuje się na paznokciach do dwóch dni, po czym zaczyna się delikatnie ścierać na końcach.

Zmywa się błyskawicznie - nie zauważyłam problemów w pozbywaniu się koloru. Odpryskuje przy ekstremalnych zdarzeniach - pranie, zmywanie ;P

Błyszczy się delikatnie - by wzmocnić efekt warto nałożyć dodatkowo nabłyszczacz ;)

Jak dla mnie ciekawy i wart uwagi kolor ;]
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 marca 2013

Denko luty.

Dzisiaj moje skromne zużycie w najkrótszym miesiącu tego roku. Niewiele tego, jako że jeszcze nie nabrałam nawyku wykańczania jednego opakowania i dopiero sięgania po kolejny kosmetyk. W ciągu miesiąca używam kilku żeli pod prysznic, bo zbyt szybko nudzi mi się jeden zapach. Podobnie jest z balsamami do ciała ;P
 Przypuszczam, że pewnego miesiąca zbierze się tego tyle, że każdy zapyta -jak tyle zużyłaś w ciągu jednego miesiąca ;P
A to będzie zużycie kilkumiesięczne :D

Przechodząc do sedna, oto moje opakowania przygotowane do wyrzucenia.



 Trochę z kolorówki, jeden balsam, coś zapewniającego świeżość na co dzień oraz specyfiki do kąpania.


Od lewej począwszy:

KOLORÓWKA:

1. Tusz do rzęs Eveline Celebrities - temu tuszowi poświęcę odrębny post, bo uważam że jest tego wart. Lubię go za niską cenę (w granicach 10zł), wygodną gumową szczoteczkę, która na pierwszy rzut oka wyglądała niepozornie. Nie spodziewałam się po nim wiele - jakże bardzo się myliłam. Szczoteczka fajnie rozdziela, wydłuża i delikatnie podkręca. Rzęsy są wyraźnie podkreślone i nie sklejają się. Ogólnie jestem zachwycona tym tuszem - za tak niską cenę znalazłam naprawdę dobry tusz.  Kupię ponownie.

2. Puder prasowany Eveline Celebrities, odcień 021 (IVORY) - puder dobrze kryje i matuje cerę. Na co dzień używam podkładu w płynie, a pudrem dopełniam makijaż. Sam podkład z reguły pozostawia lekko błyszczącą cerę, puder idealnie dopasowuje się do cery i jest idealnym wykończeniem. Utrzymuje się kilka godzin, jednak wymaga poprawek w ciągu dnia. Gdy skóra zaczyna się błyszczeć wystarczy użyć bibułek matujących i ponownie nałożyć niewielką ilość pudru.
Dodatkowym plusem jest fajne poręczne opakowanie, w środku którego jest lustereczko i gąbka do aplikowania pudru. Ja wolę aplikowanie za pomocą pędzla, ale gąbka też się nada chociażby w pracy. Lubię ten puder, bo idealnie współgra z moją twarzą i spełnia moje niezbyt wygórowane oczekiwania. W kosmetyczce jest już kolejny puder czekający na otwarcie - ten sam.


3. Korektor do twarzy Essence stay natural (nr 03 - soft nude) - mój pierwszy korektor, jaki zakupiłam. Cena mnie skusiła, gdyż nie wyniosła nawet 10zł. Korektor znajduje się w cienkiej tubce, która z jednej strony zakończona jest pędzelkiem - ułatwiającym aplikację na twarzy, a z drugiej wygodnym i pomysłowym pokrętłem, które pozwala na aplikację takiej ilości produktu jaka nam odpowiada. Korektor ma dość jasny kolor i przyjemną kremową konsystencję. Fajnie się rozprowadza i idealnie pokrywa niedoskonałości. Wystarczy niewielka ilość, by zakryć wyskakujące wypryski. Kupię ponownie.

PIELĘGNACJA CIAŁA:


4. Mleczko do ciała - 7 dniowe nawilżenie,  Garnier - mleczko o przyjemnej kremowej konsystencji. Pachnie świeżo i owocowo, ale nie jest to zapach duszący i drażniący. Bardzo dobrze się rozprowadza i dość szybko wchłania. Pozostawia skórę pachnącą i nawilżoną przez długi czas. Jest wydajne, stąd bardzo długo je zużywałam. Raczej nie kupię ponownie, a to dlatego,  że mam spore zapasy i zanim się z nimi uporam mogą to mleczko już wycofać z produkcji ;P Poza tym lubię zmiany i nowości, więc na mojej drodze stanie niezliczona ilość mazideł. 


5. Olejek do kąpieli L'occitane Migdał - ograniczę się do jednego słowa, by opisać ten olejek REWELACJA! Poświęcę mu osobny post, bo chciałabym nieco więcej o nim napisać. Jedyny minus jaki zauważyłam to cena - około 75 zł za 250 ml. Kupię może kiedyś - jak cena nie będzie dla mnie aż tak wysoka!

6. Musujące kule do kąpieli Dairy fun - kule zakupiłam podczas promocji w Rossmannie - kosztowały bowiem 6,89 zł (regularna cena to około 12 zł). Kąpiel z tymi kulami to czysta przyjemność. Skóra jest nawilżona, mięciutka i ładnie pachnie. Jedna kula w zupełności wystarcza na pełną wannę wody. Może nie będzie to wanna pełna piany (kule się nie pienią), za to w łazience będzie mnóstwo przyjemnego zapachu. Minusem jest brak innych wersji zapachowych, co na dłuższą metę może być nużące. Kupię na pewno - póki co stosuję inne kule z Biedronki (też są bardzo przyjemne i zapachów jest trochę więcej).


7. Antyperspirant Garnier mineral - temu dezodorantowi jestem wierna już od dłuższego czasu. Próbowałam wielu, jednak dopiero ten sprawił, że zapomniałam co to pot i nieprzyjemny zapach. Pachnie świeżo, nie pozostawia śladów na ubraniach i powstrzymuje skutecznie wydzielanie potu. Z tej serii kupuję różne i każdy sprawdza się tak samo dobrze. Kupiony już kolejny ;).

8. Lady speed stick Gel - dopełnienie codziennej ochrony. Z Garnierem jest to mój duet idealny i chyba raczej nie potrzebuję dodatkowych testów i prób, bo te sobie radzą doskonale. Jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Starcza na bardzo długo, szybko się wchłania w skórę, nie podrażnia jej i nawet na świeżo wydepilowaną skórę można śmiało używać - bez obaw o przykre doznania.  W łazience czeka już kolejne opakowanie.

To tyle, jeśli chodzi o zakończenie miesiąca lutego. Moje zdenkowane kosmetyki potrzebowały nie jednego miesiąca, by zostać zużyte. Balsam był ze mną długo, aż doczekałam się końca opakowania. 
Muszę systematycznie zacząć zużywać pozostałe, by zrobić miejsce na kolejne nabytki :D 


Pozdrawiam,
Aneta <3



Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...